Rodzina van Rompuya podróżowała taksówkami po 200 km. Płacili: obywatele UE

Jest jednym z najlepiej opłacanych polityków na świecie - zarabia 263 tys. euro rocznie. A mimo to przewodniczący Rady Europejskiej Herman van Rompuy opłacił z unijnego budżetu sobie i swojej rodzinie wygodne dojazdy na oddalone o ok. 200 km. od Brukseli lotnisko - pisze dziennik ?Polska The Times?.
Oburzeni są nawet przyzwyczajeni do luksusowych apanaży europejscy politycy. - Pan van Rompuy ma potężne urojenia a propos własnej osoby. Teraz po raz pierwszy z ich powodu nadużył władzy - grzmiał eurodeputowany Nigel Farage.

Rzecznik: potrzebna była ochrona

Rzecznik prasowy przewodniczącego Rady Europejskiej broni szefa twierdząc, że dwie prawie 200-kilometrowe podróże taksówkami były konieczne, aby "zapewnić wszystkim pasażerom ciągłą i pełną ochronę", a sam van Rompuy "wcale o to nie prosił". Rzecznik dodał, że resztę kosztów rodzinnych wakacji szef Unii Europejskiej pokryje sam - pisze "Polska The Times".

Europosłowie: niech jeździ pociągiem

Ale innych polityków to nie przekonuje. Van Rompuy mieszka kilkanaście kilometrów od stacji superszybkich pociągów Eurostar, które błyskawicznie zawiozłyby go na lotnisko. Ze słynących z wysokich standardów bezpieczeństwa pociągów korzysta m.in. brytyjski premier David Cameron. I to jego przykład przywołał konserwatywny deputowany do Parlamentu Europejskiego Martin Callanan, krytykując van Rompuya.

- Spytajmy przewodniczącego, z powodu jakich to "niecodziennych zagrożeń" potrzebował tak dużego konwoju, skoro sam David Cameron, który jest dużo ważniejszym celem dla zamachowców, może podróżować do Brukseli zwykłym Eurostarem - ironizował europoseł.

DOSTĘP PREMIUM