Atak na parlament Czeczenii. Walki bojowników o przywództwo?

- Mamy do czynienia z atakiem bojowników. Natomiast pytanie jest: jacy to są bojownicy? - komentował w TOK FM Wojciech Górecki, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich. - Najprawdopodobniej trwa walka o przywództwo wśród bojowników i poprzez spektakularne akcje różne grupy chcą pokazać, że dysponują potencjałem, siłą rażenia i że to oni rządzą podziemiem.
W Czeczenii kilku bojowników wdarło się we wtorek rano na teren parlamentu w Groznym. Atak został odparty, zginęli napastnicy, kilku milicjantów i pracownik parlamentu. Nikt z deputowanych nie ucierpiał.

- Nie do końca wiemy co się stało, ponieważ dopływają do nas bardzo sprzeczne informacje z czeczeńskiej stolicy - mówił w TOK FM Wojciech Górecki z Ośrodka Studiów Wschodnich. - Najpierw mówiono, że prawdopodobnie mieliśmy do czynienia z zamachem na parlament czeczeński. Później raczej informacje wskazywały na to, że jakiś człowiek próbował zająć parlament, następnie były informacje nawet o 20 napastnikach. Potem zeszły informacje o ofiarach. W końcu nie za bardzo w tej chwili wiemy, co się stało - mówił.

Ekspert OSW zaznaczył, że wszelkie opinie o tym, co wydarzyło się w stolicy Czeczenii są czystymi spekulacjami. Jego zdaniem w tym przypadku mamy- do czynienia z atakiem bojowników. - Natomiast pytanie jest: jacy to są bojownicy? W ciągu ostatnich lat mieliśmy do czynienia z podziemiem islamskim, które działało pod szyldem Emiratu Kaukaskiego i miało na celu ustanowienie szariatu, ustanowienie państwa muzułmańskiego na Kaukazie Północnym. Na czele tego tworu stał Doku Umarow, który wcześniej zrezygnował z tytułu prezydenta tzw. Czeczeńskiej Republiki Iczkerii, a przyjął tytuł emira Kaukazu i walczył już nie o niepodległą Czeczenię, lecz o państwo wyznaniowe - opowiadał Górecki.

Kontyuował: - Mieliśmy też do czynienia z niewielkim odpryskiem podziemia niepodległościowego, którego przedstawicielem był Ahmed Zakajew. Ale od lata tego roku zaczęły napływać informacje o podziale wśród bojowników. O tym, że Doku Umarow przestał się podobać części komendantów. Z jednej strony był krytykowany za to, że był mało aktywny, z drugiej strony grupa młodych bojowników narodowości czeczeńskiej przeciwstawiała się celom państwa wyznaniowego. Woleliby, żeby ta walka miała odcień bardziej narodowy. Mieliśmy nawet przez to spektakularną akcję wypowiedzenia posłuszeństwa Umarowowi przez wpływowych komendantów - dodał.

Walka o przywództwo?

Zdaniem Góreckiego zmiany przyniósł dopiero ostatni tydzień. - Trzech wpływowych komendantów ponownie wypowiedziała posłuszeństwo i stwierdzili, że Doku Umarow przestał być przywódcą. Ahmed Zakajew, który do tej pory odżegnywał się od tego podziemia, również uznał, że właśnie kto inny, niż Umarow będzie kontynuował walkę i że tę osobę popiera.

Czego sygnałem jest więc poranny zamach w Czeczenii? - Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że trwa walka o przywództwo wśród bojowników i poprzez spektakularne akcje różne grupy chcą pokazać, że dysponują potencjałem, siłą rażenia i że to one rządzą podziemiem. Z tym wiąże się też m.in. kontrola dopływu gotówki do podziemia. Możemy domniemywać, że to Umarow stał za tym atakiem, ale nie możemy wykluczyć, że rozłamowcy chcieli pokazać, że to ich dzieło - podsumował Górecki.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM