Strajki we Francji wygasają. Głosowanie nad reformami trwa

Dzisiaj niższa izba parlamentu Francji zagłosuje nad zmianami w prawie emerytalnym. Jeżeli zaproponowane zmiany zostaną przez nią zaakceptowane, niemal pewne jest, że podwyższenie wieku emerytalnego stanie się faktem.
Francuscy senatorzy zatwierdzili we wtorek niezwykle kontrowersyjną rządową reformę emerytalną. Do ostatecznego przyjęcia projektu ustawy pozostaje tylko przewidziane na dzisiaj głosowanie w Zgromadzeniu Narodowym.

Projekt zakłada, że stopniowo do 2018 roku minimalny wiek przejścia na emeryturę wzrośnie z 60 do 62 lat. Jednocześnie tekst podwyższa także o dwa lata - z 65 do 67 lat - wiek, od którego można będzie otrzymać emeryturę w pełnej wysokości nawet przy niepełnym okresie płacenia składek. Ten aspekt reformy wywołał we Francji niespotykaną od lat falę protestów, które po blisko dwóch tygodniach zdają się dopiero wygasać. Między innymi w poniedziałek pracownicy kolejnych francuskich rafinerii ogłosili powrót do pracy; we wtorek wieczorem strajki trwały jeszcze w siedmiu spośród 12 zakładów petrochemicznych. Wznowienie produkcji paliw jest jednak jeszcze kwestią kilku dni. Strajki słabną też na kolei, gdzie akcja protestacyjna ciągnie się od 12 października. Dzisiaj superszybkie pociągi TGV i Eurostar jeżdżące pod kanałem La Manche kursowały niemal normalnie, a inne połączenia krajowe funkcjonowały w około 70 procentach.

"Ten ruch miał ograniczony charakter"

- Najbardziej dotkliwe aspekty tych ruchów społecznych to były strajki komunikacji, tudzież rafinerii ropy naftowej - komentował w TOK FM Aleksander Smolar, szef Fundacji Batorego. - W dzisiejszym społeczeństwie to jest najważniejsze i najbardziej dotkliwe - dodał. Jego zdaniem trzeba też widzieć "ograniczony charakter" tego ruchu protestacyjnego. - On się przejawiał nie tyle w strajkach, co w manifestacjach. I to jest dowodem słabości tego ruchu. Łatwiej jest zebrać na ulicach stosunkowo duża liczbę osób, niż wywołać strajk o dotkliwych skutkach - podkreślił.

- W tym ruchu, który wpisuje się w długą tradycję francuską konfrontacji społecznych, był pewien aspekt defensywny - świadomość nieuchronności tych reform. One były konieczne. I na pierwszy rzut oka o nie właśnie chodziło, ale w istocie rzeczy ludzie występowali przeciwko systemowi, rządowi i konkretnie przeciwko Sarkozemu - tłumaczył Smolar.

Jak podkreślił: - Istnieje głęboka obawa o skutki wyborcze wprowadzanych reform lub, jak to parokrotnie zdarzało się w ostatnich dziesięcioleciach we Francji, że ruch społeczny spowoduje konieczność wycofania przez rządzących ich reform. Tak upadł rząd Alaina Juppé - przypomniał szef Fundacji Batorego.

DOSTĘP PREMIUM