Wybory w USA. "Paradoksalnie przegrana pomoże Obamie"

W Stanach Zjednoczonych odbywają się wybory do Kongresu. Komentatorzy przewidują, że w tych wyborach Demokraci stracą większość, a przez to samemu prezydentowi Obamie trudniej będzie przeprowadzać obiecane reformy. - Paradoksalnie druga kadencja mogłaby być łatwiejsza do osiągnięcia przez Obamę w przypadku przegranej, niż wygranej - uważa amerykanista prof. Bohdan Szklarski.
- Amerykańskie sondaże mówią nam rzeczywiście jak będzie, a będzie tak, że Demokraci utracą większość w Izbie Reprezentantów - mówił w Komentarzach TOK FM prof. Bohdan Szklarski, amerykanista z Collegium Civitas i Ośrodka Studiów Amerykański Uniwersytetu Warszawskiego. - Demokratom zostanie prawdopodobnie mikroskopijna większość w Senacie. Ale musimy pamiętać jednak o jednej rzeczy: że proces legislacyjny w USA to coś zupełnie innego niż w Polsce. To, że Barack Obama miał teoretycznie większość, to nie znaczy, że ta większość robi to, co chce Obama. Tam trzeba negocjować, układać się z członkami własnej partii i z członkami partii mniejszościowej - podkreślał Szklarski. - Teraz Obamie będzie trudniej, bo nie będzie mógł wyciągnąć swojej etykietki partyjnej i mówić, że wszyscy są z tej samej drużyny.

Zdaniem amerykanisty Obama ma niewiele ustaw do zaproponowania. Ustaw, którymi mógłby wprowadzić zapowiadaną w kampanii prezydenckiej "zmianę". - To nie jest tak, że nagle jakaś wspaniała prezydentura zostanie przerwana przez dzisiejszą porażkę i że jakiś nóż zostanie jej wbity w plecy, a od jutra zawalą się piękne plany. Kampania Obamy była pełna pięknych słów. Tymczasem z trzech filarów kampanii, czyli zielonej technologii, inwestycji w infrastrukturę i reformie zdrowia, tylko jeden został załatwiony, czyli szczątkowa reforma zdrowia. Pozostałe dwa to tylko hasła - zaznaczył Szklarski.

"Amerykanie tego nie znoszą..."

- Inwestycje w infrastrukturę również pozostają pustymi hasłami, co jest dziwne, bo Obama jest ojcem wielkiego programu inwestycji rządowych w gospodarkę. A okazuje się, że tylko niewielka część tych inwestycji ma być przeznaczona na infrastrukturę. Tego rodzaju działania przypominają Amerykanom europejską politykę, gdzie rząd jest wykonawcą, inwestorem, właścicielem. Amerykanie tego nie znoszą.

Szklarski podkreślił, że Republikanom udało się przestraszyć Baracka Obamę nazywając go socjalistą. - Wobec tego on woli ciąć podatki, zamiast inwestować - podkreślił amerykanista.

- Nawet gdyby w tych szufladach Obamy coś było, to też raczej tego wyciągać nie będzie, bo za dwa lata idą wybory prezydenckie. Są pewne prawidłowości cyklu każdej prezydentury, że pierwsze dwa lata to lata reform, a później następuje wyciszenie, bo wszelkie zmiany naruszają status quo. A status quo się nie rusza, bo wprowadziłoby to wielką niewiadomą do wyników wyborów - dodał Szklarski.

Według niego Obama paradoksalnie łatwiej będzie mógł wygrać wybory na następną kadencję. - Podobnie jak w polskiej polityce nastąpi przerzucanie się tym, kto jest winien tego, że nie jest lepiej - uważa amerykanista. - Obama z takim entuzjazmem głosił, że ma wiedzę jak poradzić sobie z kryzysem, że ludzie uwierzyli, iż za słowami pójdą czyny. Potem okazało się, że w Waszyngtonie można zrobić coś nie wywracając krzesła, tylko poprzez układy, zamiany, dogadywanie się. Amerykanie tego nie bardzo chcą wybaczyć. W tej chwili siłą Obamy będzie pokazywanie, że jest spór i że druga strona nie chce się dogadać - podsumował prof. Szklarski.

Demokraci mogą stracić w dzisiejszych wyborach nawet 60 miejsc spośród 256, które mają w Izbie Reprezentantów. Tym samym utracą większość w liczącej 435 miejsc Izbie. Lepiej ich sytuacja może się przedstawiać w Senacie - tam prawdopodobnie utrzymają większość, ale głównie dlatego, że wymienia się dzisiaj mniejszą liczbę członków - tylko 37 ze stu senatorów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM