Młodzież zostanie przy "Fryderyku Chopinie"

Kapitan uszkodzonego żaglowca "Fryderyk Chopin", armator i organizator rejsu uzgodnili, że uczniowie powinni pozostać przy statku. 36 gimnazjalistów "Szkoły pod Żaglami" pozostanie na statku do czasu naprawy masztów i będzie kontynuować naukę.
- Będą mieszkać pod pokładem, będą tam się uczyć, będą robili to samo, co robili przez miesiąc podróży tego rejsu tyle tylko, że statek stoi w porcie. Oni są pełni zapału, chcą dalej płynąć i nie chcą, by ktoś ich odesłał jako niepotrzebny balast autokarami do Polski. Ucieszyli się, kiedy dowiedzieli się, że ten pomysł upadł i że zostają - powiedział Tomasz Jeleński, tata 14-letniego Kuby, który uczestniczy w rejsie.

Plan zakłada, że nauka będzie odbywać się równolegle z pracami naprawczymi. Na razie nie wiadomo, ile to potrwa i czy żaglowiec ruszy w dalszy, planowany rejs. - Na razie muszą zapaść decyzje, ile będzie kosztował remont, czy jest możliwa szybka naprawa i dopiero po tym będzie wiadomo czy statek wypływa i dokąd płynie - podkreśla Tomasz Jeleński.

Rodzice gimnazjalistów z uszkodzonego żaglowca "Fryderyk Chopin" cały czas apelują o pomoc finansową potrzebną na remont statku tak, aby także inne dzieci, w kolejnych latach mogły brać udział w "Szkole pod Żaglami".

Fundacja "Szkoła pod Żaglami" wystosowała apel o pomoc finansową na odbudowę statku i kontynuowanie inicjatywy organizowania rejsów dla zdolnej młodzieży z biednych rodzin, która wyróżniła się pracą charytatywną. Numer konta Fundacji jest na jej stronie internetowej.

"Szkoła pod Żaglami" 3 października wyruszyła z Sopotu w rejs, który miał potrwać do stycznia 2011 r. Ostatnim portem w Wielkiej Brytanii był Plymouth, skąd statek wziął kurs na Zatokę Biskajską. Sztorm zaskoczył żaglowiec 29 października w odległości około 60 km od wysp Scilly. Do Falmouth odholował go kuter rybacki Nova Spiro w eskorcie holowników. Statek ma złamane dwa maszty, bukszpryt oraz porwane żagle i olinowanie.

DOSTĘP PREMIUM