Google znów zmienia granice państw. Tym razem inwazji nie będzie

Google zmienia granice państw - donosi ?Huffingtonpost?. Internetowy gigant dwukrotnie zmieniał zdanie, przyznając maleńką wysepkę u wybrzeży Afryki północnej raz Hiszpanii, raz Maroko. Problem w tym, że wysepka na razie jest...niczyja.
Kompania z Mountain View przyznała, że pomyliła się dwukrotnie. Najpierw na mapach Google w serwisie googlemaps mała wysepka - zwana przez Hiszpanów Perejil, a przez Marokańczyków - Leila - widniała jako część Maroko. Niedługo potem Google zrozumiało swój błąd i...przyznało kawałek lądu położonej po drugiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej Hiszpanii. Problem w tym, że wyspa do Hiszpanii także nie należy.

Spór o kawałek przybrzeżnej skały

Madryt i Rabat od dawna toczą spór o położoną o 250 m. od marokańskiego wybrzeża małą wysepkę. W 2002 roku o mało nie doszło do konfrontacji zbrojnej, kiedy Maroko wysłało wojsko, by obsadziło skalisty kawałek lądu, zamieszkały dotychczas wyłącznie przez kozy. Hiszpania błyskawicznie odpowiedziała wysłaniem okrętów wojennych. Kryzys zażegnały Stany Zjednoczone, pod których auspicjami Hiszpanie i Marokańczycy zgodzili się uznać, że status wysepki jest...nierozwiązany.

Google: nasz błąd, naprawimy

Jak oświadczyła rzecznika hiszpańskiego oddziału firmy Marisa Toro, o niesłusznym przyznaniu wyspy Maroko Google dowiedział się w czerwcu. Wydział zagraniczny koncernu po konsultacji m.in. z ONZ uznał, że oznaczy wyspę na swoich mapach jako terytorium sporne bez sprecyzowanej przynależności państwowej. Toro dodała, że inżynierowie Google'a już zajęli się problemem.

I rzeczywiście - według wyszukiwarki Google'a od poniedziałku wyspa Perejil należy do Maroko, zaś wpisanie hasła "Leila" kieruje użytkownika do...wyspy Perejil, ale należącej do Hiszpanii. Wszystko zależy od tego, którą nazwę wyspy - hiszpańską czy marokańską - wpiszemy w wyszukiwarkę. - To nasz błąd i pracujemy nad tym, żeby go naprawić - oświadczyła rzeczniczka Google'a.

"Inwazja" przez Google'a

To nie pierwszy kłopot Google'a z wytyczaniem granic państw. W ubiegłym tygodniu nikaraguański dowódca wojskowy wykorzystał mapy Google'a jako usprawiedliwienie wtargnięcia na terytorium sąsiedniej Kostaryki. Mapa pokazywała, że do Nikaragui należy kawałek terenu, który na innych mapach, np. amerykańskiego Departamentu Stanu, przynależą do Kostaryki. Kiedy na podstawie tej mapy Nikaragua uruchomiła projekt zmian koryta granicznej rzeki San Juan (zmiana na mapie umożliwiła zaprojektowanie zmian biegu rzeki), 200-letni spór graniczny między dwoma latynoamerykańskimi państwami rozgorzał na nowo. Gdy Kostaryka zwróciła uwagę, że nikaraguańskie wojsko rozbiło obóz na jej terytorium, dowódca oddziału pokazał podczas wywiadu dla prasy mapy Google'a ze spornym obszarem i odmówił wycofania wojsk.

DOSTĘP PREMIUM