Nałęcz o przecieku WikiLeaks: Atak zimy przebije te sensacje

- Nie ma żadnego specjalnego dyżuru ws. wycieku WikiLeaks. Choć podejrzewam, że BBN monitoruje sytuację - mówił w Poranku TOK FM prof. Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jak dodał, jego zdaniem ujawnione dokumenty nie są sensacją. - Prawda jest taka: dyplomacja oglądana od kuchni nie zawsze wygląda najsmaczniej - powiedział
WikiLeaks - wszystkie informacje>>

- Trochę się przez lata przyzwyczailiśmy do przecieków - komentował wyciek blisko 250 tys. dokumentów z ambasad USA z całego świata prof. Tomasz Nałęcz w Radiu TOK FM. - Chciałbym przypomnieć jako historyk największą sensację XX wieku: kiedy bolszewicy opublikowali dokumentację dyplomatyczną rządu cesarskiego jesienią 1917 roku. Po raz pierwszy wtedy okazało się, że tajne dokumenty mogą być udostępnione opinii publicznej - mówił doradca prezydenta. - Od tamtej pory od czasu do czasu to wraca. Dzisiaj postęp techniczny daje większą możliwość dotarcia do takich dokumentów, jak te, które właśnie wyciekły.

Wczoraj dokumenty amerykańskiego Departamentu Stanu, które zdobył demaskatorski portal WikiLeaks, zostały opublikowane przez czołowe światowe dzienniki. Dokumenty zawierają "brutalnie szczere" opinie na temat zagranicznych przywódców i "szczerą ocenę" zagrożeń terrorystycznych i nuklearnych - napisał amerykański "New York Times", który obok brytyjskiego "Guardiana" i francuskiego "Le Monde" zamieścił omówienie depesz dyplomatycznych.

"Specjalne przygotowania? Nic nie słyszałem"

Czego możemy oczekiwać po publikacji w stosunkach międzynarodowych? - Tak jak żadna dobra gospodyni nie wpuszcza gości do kuchni, żeby zobaczyli jak gotuje, tak samo i dyplomacja oglądana od kuchni nie zawsze wygląda najsmaczniej - skomentował prof. Nałęcz. - Ale żeby to była jakaś rewolucja w stosunkach międzynarodowych? Ci, którzy nie lubią Amerykanów, to powiedzą: o, patrzcie, mamy kolejny dowód jak oni się panoszą. Ci, którzy ich lubią lub mają z nimi wspólne interesy, jak my, będą współczuli, że właśnie ich dotknęła ta przygoda. Myślę jednak, że atak zimy przebije te sensacje - podkreślił Nałęcz. Dodał, że nie wie o żadnych specjalnych przygotowaniach w polskich służbach dyplomatycznych ws. przecieku. - Podejrzewam, że BBN monitoruje sytuację. Normalna gotowość trwa, ale żeby były jakieś specjalne przygotowania? O tym nie słyszałem - mówił.

"Der Spiegel" podaje, że 970 z 250 tysięcy depesz dotyczy Polski, z czego 30 depesz jest tajnych, jedna tajna niedostępna dla osób nie będących obywatelami USA, 556 poufnych i 9 poufnych dla osób nie będących obywatelami USA. W innych depeszach nie związanych już bezpośrednio z Polską, nasz kraj pojawia się m.in. w sprawie budowy tarczy antyrakietowej.

- Jestem przekonany, że coraz większa łatwość w kopiowaniu dokumentów sprawi, że takie rzeczy będą się zdarzały. Spowoduje to też ostrożność wytwórców dokumentów. Autor będzie się bardziej liczył z tym, że jego przekaz może zostać upubliczniony. Ta wpadka dyplomacji carskiej z 1917 roku niczego nie nauczyła przyszłych dyplomatów - dodał prof. Tomasz Nałęcz.

"Prezenty od Miedwiediewa nie będą najważniejsze"

Grzegorz Kozak poruszył w rozmowie ze swoim gościem również kwestię najbliższych spotkań prezydenta Komorowskiego - ma on się spotkać w najbliższym czasie m.in. z prezydentem Niemiec, Rosji i USA. - Czego możemy się spotykać po ofensywie prezydenta? - pytał Kozak. - Co przywiezie prezydent Miedwiediew do Polski? - dopytywał. - Jestem przekonany, że nie najważniejsze będą te "prezenty", chociaż jako historyk dużo sobie obiecuję - odpowiadał prof. Nałęcz.

Zaznaczył jednak, że są bardzo wyraźne sygnały, czego możemy się spodziewać po wizycie rosyjskiego przywódcy. - Prezydent Miedwiediew może przywieźć część dokumentacji ze śledztwa katyńskiego, a zwłaszcza przywieźć decyzję, że nawet całość tych materiałów wkrótce dotrze do rąk polskich - podsumował doradca prezydenta Komorowskiego.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM