Maki dla żony generała. Wspomnienia o Irenie Anders

"Prawdziwa dama trwająca niezłomnie przy boku Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych", "artystka, która jako pierwsza zaśpiewała Czerwone Maki na Monte Cassino wyciskając łzy z żołnierskich oczu", "kobieta pełna wdzięku i klasy" - tak Irenę Anders, żonę gen. Władysława Andersa, zapamiętają przyjaciele na emigracji w Wielkiej Brytanii.
Irena Anders odeszła we śnie 29 listopada 2010 roku w domu w Londynie. Po raz ostatni pojawiła się publicznie podczas uroczystości z okazji 90. urodzin, zorganizowanej w Ambasadzie RP 12 maja tego roku.

Ulubienica dziennikarzy

Od tamtej pory żona generała, która zawsze chętnie rozmawiała z dziennikarzami i niejednokrotnie komentowała wydarzenia związane z życiem powojennej polskiej emigracji w Wielkiej Brytanii, coraz rzadziej pojawiała się w mediach.

Jej pożegnalny występ przed kamerą miał miejsce w kwietniu, kiedy to poprała w wyborach prezydenckich Bronisław Komorowskiego. Wywiad, którego Irena Anders udzieliła portalowi Gazeta.pl po tragicznej śmierci jej wieloletniego przyjaciela Prezydent RP na Uchodźstwie, Ryszarda Kaczorowskiego, był jedną z ostatnich wypowiedzi prasowych generałowej.

"Kobieta pełna wdzięku i klasy"

Andrzej Morawicz, prezes Ogniska Polskiego w Wielkiej Brytanii, legendarnego miejsce na mapie "polskiego Londynu", gdzie przez wiele lat po wojnie występowała aktorka i śpiewaczka Irena Anders, poznał żonę generała jeszcze jako nastolatek.

- To było w 1948 roku. Pani Irena odwiedziła nas razem z generałem - ta zacna para zaliczała się do grona przyjaciół moich rodziców. Kiedy ojciec mnie przedstawił, obdarzyła mnie szczerym uśmiechem - wspomina Morawicz.

- Była piękną i ujmującą kobietą. Pełną wdzięku i klasy. Miała wspaniałe maniery. Przy tym serdeczna i mocno stąpająca po ziemi - dodaje. - Pamiętam jej występy nie tylko na deskach Ogniska Polskiego, gdzie działał Teatr Polski, ale również jej tourne po żołnierskich obozach. Kto usłyszał jej śpiew, pamiętał go jeszcze bardzo długo.

"Wyśmienita aktorka"

Irena Delmar, żona pułkownika Kamila Czarneckiego, adiutanta generała Maczka zapamięta Irenę Anders nie tylko jako wyśmienitą aktorkę, ale również jako oddaną przyjaciółkę. - Poznałyśmy się przez mężów. Miałyśmy wiele tematów do rozmów z racji wykonywania tego samego zawodu. Jednak nasze konwersacje szybko przekształciły się w przyjacielskie pogawędki - opowiada Delmar

od 1981 roku prezes Związku Artystów Scen Polskich za Granicą.

- Irena Andres to nieprzeciętna osoba, serdeczna i miła, której mimo talentu nie przewróciło się w głowie - przekonuje. - Miała niepowtarzalny głos. Występowałyśmy razem nie tylko w Londynie, ale i w Ameryce i w Kanadzie - wspomina.

"Postać-pomnik"

Postać Ireny Anders miała ogromne znaczenie dla polskiej emigracji w Wielkiej Brytanii - mówi Robert Szaniawski, Rzecznik Ambasady RP w Londynie. - Była uczestniczką i świadkiem szlaku bojowego II Korpusu z Syberii przez Bliski Wschód do Włoch pod Monte Cassino - podkreśla.

- To właśnie ona jako pierwsza wykonała "Czerwone Maki na Monte Cassino", pieśni która wyciskała łzy z oczu żołnierzy - dodaje. - To postać-pomnik .

Jak poinformowała Ambasada RP w Londynie, kwestia pogrzebu Ireny Anders jest nadal otwarta, a ostateczna decyzja, co do miejsca pochówku, została pozostawiona najbliższym generałowej.

DOSTĘP PREMIUM