Wywiad Korei Południowej: "Spodziewamy się kolejnych ataków"

Szef wywiadu południowokoreańskiego powiedział dziś, że ponowny atak ze strony Korei Północnej jest "bardzo prawdopodobny". Poinformował on także, że służby przechwyciły informację o planowanym ataku już w sierpniu.
Won Sei-hoon, szef Narodowej Służby Wywiadu Korei Pd., poinformował o zagrożeniu za zebraniu komisji parlamentarnej.

- W sierpniu potwierdziliśmy, że Korea Północna planuje zaatakować pięć wysp na Morzu Żółtym - mówił Sei-hoon. - Nie spodziewaliśmy się jednak, że Korea Północna zaatakuje cywilów - dodał. Według szefa wywiadu informacje zostały uzyskane z podsłuchów, ostrzegał też przed tym czołowy południowokoreańscy szpieg.

Minister obrony Kim Tae-young także przestrzegł, że do kolejnej prowokacji ze strony Północy może dojść po dzisiejszym zakończeniu wspólnych manewrów wojskowych Korei Pd. i USA.

Wywiad: atak ma związek z sukcesją

Tydzień temu Korea Pn. ostrzelała znajdującą się blisko granicy południowokoreańską wyspę Yeonpyeong. W ataku zginęły cztery osoby - dwóch cywili i dwóch żołnierzy. Był to najpoważniejszy atak od czasu zakończenia w 1953 r. wojny pomiędzy Koreami.

Szef wywiadu podkreślił, że atak ma związek z przejmowaniem władzy przez Kim Dzong Una - syna Kim Dzong-Ila. Obok "problematycznej sukcesji" Jako kolejną przyczynę ataku wskazał pogarszającą się sytuację gospodarcza w Korei Pn.

Po ostrzelaniu na wody terytorialne Korei Pd. podążył największy lotniskowiec USA - stacjonujący w Japonii George Washington. Stany Zjednoczone i Korea Pd. rozpoczęły wspólne manewry wojskowe, co wywołało ostrą reakcję Korei Pn. Pyongyang oświadczył, że manewry "zepchną Półwysep Koreański na skraj wojny". Wkrótce po tym reżim Kim Dzong Ila rozmieścił przy granicy rakiety. Manewry amerykańsko-koreańskie zakończyły się dzisiaj.

Technicznie obie Koree pozostają od ponad 50 lat w stanie wojny. W Korei Pd. stacjonuje 30 tys. amerykańskich żołnierzy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM