Południowy Sudan gra na czas przed referendum niepodległościowym

Zaledwie na miesiąc przed referendum niepodległościowym w Południowym Sudanie, autonomiczny rząd po raz kolejny zmienił harmonogram wyborczy. Razem z odroczeniem końcowej daty rejestracji wyborców, Sudańczycy dostali ostatnią szansę na oddanie głosu, który zaważy na przyszłości kraju.
9 stycznia Południowy Sudanu podejmie decyzję, czy odłączyć się od północy kraju ze stolicą w Chartumie i wystąpić spod zwierzchnictwa prezydenta Omara al-Bashira.

Decyzja o referendum w sprawie podziału jest częścią ustaleń pokojowych z 2005 roku, które zakończyły ponad 20-letni konflikt pomiędzy głównie arabską i muzułmańską północą, a afrykańskim i chrześcijańsko-animistycznym południem.

Ostatnia zmiana w serii odroczeń i komplikacji w harmonogramie wyborczym dotyczy daty zamykającej okres rejestracji wyborców. Według ustalonego porządku, opartego na sudańskich przepisach, proces powinien zakończyć się na trzy miesiące przed głosowaniem.

Jednak najpierw został wydłużony do 1 grudnia, a teraz do 8, zaledwie na miesiąc przed referendum. Władze Południowego Sudanu tłumaczą swoje decyzje "przyczynami technicznymi."

Tylko 26 proc. uprawnionych spełniło obowiązek rejestracji

Ostatnie oficjalne dane mówią, że do referendum zarejestrowała się 1,3 mln mieszkańców na 5 milionów osób podsiadających prawo do oddania głosu. Aby referendum było ważne udział w nim musi wziąć 60 proc. wszystkich zarejestrowanych.

Louis Lobong, gubernator z ramienia Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu w stanie Ekwatorii Wschodniej twierdzi, że do opóźnień przyczynił się brak wykwalifikowanej kadry: - Należy pamiętać, że przez ostatnie 50 lat sytuacja w Sudanie była niestabilna, a to oznacza, iż nie dysponujemy wystarczającą liczbą osób, które mogłyby prowadzić edukację obywateli. Musimy opierać się na doświadczeniu sąsiednich krajów - takich jak Kenia i Uganda.

Południowy Sudan to kraj w przeważającej części pokryty terenami wiejskimi i trudno dostępny. Przez państwo o terytorium porównywalnym do łącznej powierzchni Kenii, Rwandy i Burundi, przebiegają tylko cztery główne drogi.

W regionie Ekwatorii Wschodniej szkolenia pracowników socjalnych, których zadaniem było przekazanie przyszłym wyborcom podstawowych informacji na temat głosowania, rozpoczęło się dopiero 1 listopada, na dwa tygodnie przed rozpoczęciem procesu rejestracji.

Program edukacji obywateli miał zagwarantować, że każda osoba uprawniona do głosowania będzie rozumieć, dlaczego powinna oddać głos, kiedy odbędzie się referendum i jak może zagłosować.

Pracownicy socjalni mieli doradzać przyszłym wyborcom zarówno jak zagłosować za jednością jak i za odłączeniem.

Czas nie jest po stronie wyborców

W kraju rozdano tysiące materiałów promocyjnych, które miały podnieść świadomość społeczną na temat referendum. Do mieszkańców każdego regionu Południowego Sudanu trafiło 1000 podkoszulków i bannerów wyborczych, 250 kubków i plakatów. Koszulki promowały hasło: "Tak dla podziału, nie dla jedności", a kubki "Mój głos w referendum oznacza wolność i oddzielność."

Pomimo wysokiego stopnia analfabetyzmu wśród Sudańczyków, gadżety cieszyły się ogromną popularnością. Były darmowe, a wielu z obdarowanych już wcześniej popierało rządzący na południu Sudański Ludowy Ruch Wyzwolenia.

Anisia Achieng z High Commission for Referendum Bureau w Torit, regionalnego biura odpowiedzialnego za przygotowanie referendum w stolicy stanu Ekwatorii Wschodniej ostrzega: - Czas nie jest po naszej stronie. Pozostaje nam mieć tylko nadzieję, że nie będzie więcej opóźnień i odroczeń dat, tak jak to miało miejsce w wyborach w kwietniu.

Rejestracja wyborców do referendum zbiegła się w czasie z suszą, kiedy to społeczności pasterskie muszą się przemieszczać i pokonywać długie dystanse w poszukiwaniu wody, pożywienia oraz paszy dla swojego inwentarza.

- W czasie suszy większość społeczności wędrownych przenosi się na tereny graniczne z Kenią, Ugandą i Etiopią. To bardzo utrudnia rejestrację i edukację tych grup - mówi Hellen Siyama, która prowadzi szkolenia w Torit i sama pochodzi ze społeczności nomadycznej.

Wybór z wpływem na życie pokoleń

Torit liczył na stworzenie satelitarnego sytemu rejestracji wyborców i ruchomych centrów edukacji, ale jak informuje Hellen Siyama, pomysł nadal czeka na zatwierdzenie od High Commission of Referendum w Chartumie. Użycie satelity pomogłoby ustalić miejsca pobytu społeczności koczowniczych podczas ich migracji, a pracownicy socjalnymi mogliby docierać do takich punktów i przeprowadzić szkolenia.

- Ludzie muszą podjąć decyzję w oparciu o świadomy wybór, nie glosować tylko z takich powodów jak opcja polityczna czy uwarunkowani historyczne. Powinni wiedzieć, że ten wybór będzie miał wpływ na ich życie i byt przyszłych pokoleń - apeluje Justice Chan Reec, przewodnicząca Biura ds. Referendum w Południowym Sudanie (Southern Sudan Referendum Bureau).

Na trudno dostępnych terenach materiały dotyczące rejestracji wyborców od listopada zrzuca z powietrza ONZ. Taki ładunek ma dotrzeć m.in. do regionu Magwi, zamieszkiwanego przez wielu byłych uchodźców, którzy wrócili z Kenii i Ugandy.

DOSTĘP PREMIUM