Milinkiewicz: Pomarańczowej rewolucji jeszcze nie będzie

- Białorusini boją się powierzyć władzę opozycji, bo zbyt długo nie mieli porównania między dyktaturą, a siłami demokratycznymi. Ludzie boją się rozpadu gospodarki podczas wprowadzania reform - mówi w TOK FM były kandydat opozycji w wyborach prezydenckich Aleksander Milinkiewicz.
Według badań 1/3 społeczeństwa Białorusi zagłosuje na Łukaszenkę, 1/3 na opozycję, natomiast 1/3 jest to całkowicie obojętne. Jednak według Aleksandra Milinkiewicza, kandydata opozycji białoruskiej w wyborach w 2006 r., obecny prezydent ma ponad 40 % głosów, co może mu dać zwycięstwo już w pierwszej turze wyborów.

Czy Łukaszenko wprowadzi tzw. model chiński, czyli: w polityce silna ręka, przy jednoczesnym poluzowaniu gospodarki?

Milinkiewicz w to wątpi: nie wierzę, że taki azjatycki system sprawdzi się w naszych realiach. W gospodarce reżim będzie robił nieuniknione reformy natomiast w politycznym życiu nie. Musimy znaleźć sposób, żeby jedno i drugie było możliwe - dodaje.

Łukaszenko wykorzystał wszystkie możliwości, żeby zostać kolejny raz prezydentem.

Ma niepodzielną władzę nad komisjami wyborczymi. Inni kandydaci nie mają prawie swoich przedstawicieli w poszczególnych komisjach. Jedynie 0,25 procent oddanych głosów będzie w tym roku liczone przez przedstawicieli opozycji.

Jednak zmiany na Białorusi nie zależą tylko od ingerencji państw europejskich, ale także od samej opozycji, która jest silnie podzielona i nie jest w stanie zająć wspólnego stanowiska ani utworzyć wspólnego frontu. Dziewięciu kandydatów opozycji to dowód na to, że nie wierzą oni w ostateczne zwycięstwo, a chcą jedynie zaistnieć na scenie politycznej i przedstawić światu program swojej partii.

- Nie wierzę w kolorową rewolucję na Białorusi - mówi Milinkiewicz - Problem nie tkwi tylko w Łukaszence, ale w myśleniu ludzi, którzy nie potrafią żyć w demokracji. Wierzę w ewolucję. Trzeba liczyć na zmiany w społeczeństwie - podsumowuje.

Milinkiewicz jest jednak optymistą. - Kiedy Łukaszenka zaczął rządzić absolutna większość, bo 90 proc. Bialorusinów chciało restauracji ZSRR, dziś 70 proc. jest przeciw. To pokazuje, że w społeczeństwie zaszły spore zmiany Białorusi są coraz bardziej proeuropejscy.

Podczas tej kampanii wyborczej, Łukaszenka chcąc się przypodobać Unii Europejskiej, pozwolił na względnie sporą odwilż. Zdaniem Milinkiewicza, reżim nie będzie już mógł zrobić kroku wstecz i następna kampania będzie musiała być jeszcze bardziej liberalna.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Komentarze (3)
Milinkiewicz: Pomarańczowej rewolucji jeszcze nie będzie
Zaloguj się
  • lagesag

    0

    "nie wieżą oni w ostateczne zwycięstwo"!!!

  • opolska_czerwona_sorbona

    0

    O tym jak ważną rolę zajmuje Borys Lepieszko w strukturach białoruskiego reżimu niech świadczy fakt, że w marcu 2010 r. był jednym z głównych prelegentów na konferencji w Mińsku dotyczących postaw ideologicznych którymi mają się kierować główni łukaszenkowscy propagandziści. Konferencja ta odbyła się pod przewodnictwem kierownika administracji prezydenta Łukaszenki i uczestniczyli w niej również Minister Edukacji i Minister Informacji Republiki Białorusi. Podczas swojego przemówienia, pokazywanego przez białoruską telewizję, Lepieszko wyrażał ubolewanie, że obecnie na Białorusi brakuje sprawnych propagandzistów i agitatorów promujących we właściwy sposób władzę Łukaszenki.

    W grudniu 2009 r. pan Lepieszko prowadził konferencję pt. „Sytuacja wyznaniowa na Białorusi”, która odbywała się w opolskim „Civitasie”. Podczas swojego wykładu, który prowadził łamaną polszczyzną, nie mówił żadnych konkretów i głównie zachwalał silną białoruską władzę. Ciekawe treści przekazywał studentom, kiedy poruszył temat białoruskiego języka i jego tożsamości. Udowadniał on m.in., że język białoruski to język ludzi prostych, prymitywnych i pochodzących głownie ze wsi i, że jest dziełem białoruskich narodowców. Lepieszko mówił wtedy, że jedynym obowiązującym na Białorusi językiem powinien być tylko język rosyjski. Białorusin miał jednak pecha, gdyż okazało się, że na sali jest kilku jego rodaków – studentów studiujących w Opolu w ramach programu stypendialnego im. Konstantego Kalinowskiego stworzonego dla represjonowanych Białorusinów. Kiedy Lepieszko zorientował się z kim ma do czynienia to zamiast odpowiadać na zadawane przez nich pytania po prostu wyszedł nie nawiązując żadnej dyskusji.

    W zaistniałej sytuacji trzeba zadać poważne pytanie – jaką postawą moralną i światopoglądową kierują się władze Uniwersytetu Opolskiego zatrudniając takiego człowieka? Kto personalnie jest odpowiedzialny za jego obecność w Opolu? Wychodzi tu dwulicowości i pewna niekonsekwencja władz uczelni gdyż z jednej strony wykładowcą jest u nas zdeklarowany zwolennik Łukaszenki, który swoją postawą propaguje i zachwala białoruski reżim, a z drugiej strony Uniwersytet Opolski uczestniczy we wspomnianym już programie stypendialnym im. Konstantego Kalinowskiego. Program ten został utworzony w 2006 r. pod patronatem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i ma za zadanie, udzielanie pomocy represjonowanym studentom białoruskim, którzy zostali usunięci z tamtejszych uczelni za swoje poglądy polityczne. Dochodzi tu do pewnego paradoksu, gdyż studiujący u nas Białorusini są często bezpośrednim „skutkiem” działań Borysa Lepieszki.

    Autorzy: Aliaksei Kontar, Grzegorz Bieniarz
    www.ngo.opole.pl

  • opolska_czerwona_sorbona

    0

    Tylko u Nas: Zwolennik Łukaszenki na Uniwersytecie Opolskim

    Do Uniwersytetu Opolskiego, spadkobiercy WSP, przylgnęła obiegowa opinia „czerwonej Sorbony” i ideologicznego „czerwonego skansenu”, który w swoich kadrach „trzyma” ludzi, czynnie współpracujących z poprzednim systemem. Jak pamiętamy, wielokrotnie wypływały na wierzch informacje np. o agenturalnej przeszłości niektórych wykładowców i ich innych „zasługach” dla władzy ludowej. Kwestia, którą tu opiszemy chyba przebija wszystkie wcześniejsze. Otóż na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego jednym z wykładowców jest prof. dr hab. Borys Lepieszko. Kim jest ten człowiek? Otóż jest on jednym z głównych białoruskich ideologów i jednym z bardziej znanych propagandystów reżimu Aleksandra Łukaszenki odpowiedzialnym za szkolenie kadr białoruskich agitatorów politycznych.

    Pan Lepieszko jest jednym z twórców i głównym dydaktykiem przedmiotu wykładanego na wszystkich wyższych uczelniach na Białorusi, który nosi nazwę „ideologia białoruskiego państwa”. Oficjalnie Borys Lepieszko jest zatrudniony w Brześciu na Białorusi jako kierownik urzędu odpowiedzialnego za sprawy wyznaniowe i jest też wykładowcą tamtejszego uniwersytetu. Jego artykuły wychwalające obecną białoruską władzę można przeczytać m.in. w gazecie „Białoruś dzisiaj” (Biełaruś siegodnia) przekształconej ze wcześniejszej gazety „Radziecka Białoruś” (Sowieckaja Biełaruś) wydawanej w czasach ZSRR. Gazeta ta jest głównym organem prasowym administracji prezydenta Białorusi i tworzona jest przez jego najzagorzalszych zwolenników oraz w gazecie „Wieczorny Brześć” (Wieczernij Briest), która jest lokalnym organem propagandowym w Brześciu. W artykułach pana Lepieszki, które są pisane w bełkotliwym stylu radzieckiej propagandy, można przeczytać m.in. o tym, że jest rzeczą zupełnie normalną to, że Aleksander Łukaszenka rządzi trzecią kadencję oraz, że będzie rządził czwartą, a zapewnie też piątą. W innym miejscu wychwala politykę Chińskiej Republiki Ludowej. O białoruskiej opozycji wyraża się
    w sposób nienawistny i pisze, że tak naprawdę nie ma ona nic konkretnego do zaproponowania oprócz krytyki obecnej władzy. W jego artykułach jest też ukazywana wizja historii według standardów sowieckich i tak np. radziecką agresję na Polskę w 1939 r. nazywa „zjawiskiem pozytywnym”.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX