WikiLeaks: służby specjalne i ludzie Kadyrowa "nieustannie" grozili Politkowskiej

Rosyjska dziennikarka i obrończyni praw człowieka Anna Politkowska, zamordowana w 2006 roku, "nieustannie" otrzymywała pogróżki - telefoniczne, listowne, w e-mailach i smsach. Tak wynika z depeszy amerykańskich dyplomatów, której treść ujawnił portal WikiLeaks.
Depesza została wysłana z Moskwy dwa dni po zabójstwie Anny Politkowskiej. Według informacji amerykańskich dyplomatów, Politkowska była do tego stopnia bombardowana pogróżkami, że w pewnym sensie "uodporniła" się na nie.

- Pogodziła się z tym, że może zostać zamordowana w każdej chwili i nie mówiła o tym zbyt wiele - twierdził jeden z informatorów. Najczęściej groźby miały pochodzić z otoczenia ówczesnego premiera Czeczenii Ramzana Kadyrowa i rosyjskich służb specjalnych, których brutalne działania w Czeczenii ujawniała Politkowska.

Sam Kadyrow niekoniecznie musiał wiedzieć o pogróżkach - wynika z treści ujawnionej depeszy. Jak piszą amerykańscy dyplomaci, z powodu swojej działalności Anna Politkowska dorobiła się wielu wrogów.

Politkowska jako jedna z niewielu w Rosji osób miała odwagę pisania o zbrodniach popełnianych przez wojska rządowe w Czeczenii; była nieprzejednana w krytykowaniu rządów Wadimira Putina, ówczesnego prezydenta. Została zastrzelona 7 października 2006 r. w windzie swego domu w Moskwie.

Putin, obecny premier Rosji twierdził, że Politkowska miała "mało znaczący" wpływ na opinię publiczną i że jej śmierć "bardziej zaszkodziła władzy w Rosji i w Czeczenii (...) niż jej artykuły".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM