Reżim z Mińska aresztuje dziennikarzy. "Jesteśmy wszyscy w KGB"

Opozycja zdławiona, przywódcy za kratami. Plac Niepodległości jest pusty. Po wczorajszym wiecu opozycji ani śladu - siły OMON skutecznie wypędziły z placu tysiące ludzi. Wszyscy opozycyjni kandydaci na prezydenta zostali aresztowani. Według najnowszych informacji za kratami znalazło się co najmniej 221 osób. Co najmniej 19 dziennikarzy zostało pobitych, wielu wylądowało w areszcie.
O godzinie 3.30 czasu polskiego drzwi biura Karty 97 - niezależnego białoruskiego portalu - wyłamał Specnaz. Dziennikarze "Karty" zdążyli poinformować o napaści, potem łączność została zerwana. Ostatnia informacja pochodzi od Natalii Radinoj, która wraz z wolontariuszami pracowała w siedzibie "Karty" w momencie ataku białoruskich sił bezpieczeństwa. "Jesteśmy wszyscy w KGB" - przekazała Radina. Według informacji niezależnych i opozycyjnych białoruskich portali internetowych,po wieczornej demonstracji milicja zatrzymała w Mińsku setki ludzi . Trwają rewizje, są kolejne zatrzymania. Według danych organizacji obrony praw człowieka "Wiasna", zatrzymano około 400 osób. Niezależna gazeta "Biełorusskije Nowosti" podała liczbę około 200 osób. Opozycyjne media podkreślają, że wiele z nich zostało przed aresztowaniem pobitych.

Co najmniej 19 pobitych dziennikarzy, w tym z Polski. Wielu aresztowano

Według informacji z "Karty 97" pobitych zostało 19 dziennikarzy, m.in. Natalia Radina (charter97.org), Rusłan Gorbaczew (gazeta.by), Wiktor Tołoczko (BelTA), Aleś Pilecki ( «Nasha Niva » ) i John Hill (The New York Times). Irina Kalip, korespondentka rosyjskiej "Nowej Gazety" i żona jednego z opozycyjnych kandydatów na prezydenta, Andreja Sannikaua, została aresztowana. Władze zatrzymały też korespondentów portalu tut.by - Konstantyna Laszkiewicza i fotoreportera "BelGazety", Wadima Zamirowskiego.

- Siły specjalne biły nas po głowach. Gdyby ktoś nie zabrał mnie spod ich butów, na pewno by mnie zabili. Wygląda na to, że mam wstrząs mózgu, ale muszę dalej pracować - opowiadała serwisowi BelaPAN Radina. Kilka godzin później została aresztowana. Z Białorusi dochodzą też informacje o pobiciu kamerzystów kanału Russia TV, Antona Karczenki i Wiktora Filiajewa oraz fotografa Andreja Lenkiewicza.

Dziennikarze bici, aresztowani...

Wcześniej, w czasie rozpędzania manifestacji na Placu Niepodległości w Mińsku, bezpieka zatrzymała dwoje współpracowników TV Biełsat: Taccianę Bublikową i Timafieja Kasperowicza. Do aresztu trafił też szef redakcji językowej Biełsatu Źmicier Sauka, a operator Aleś Borodzienka, świadek ataku na Uładzimira Niaklajeua, został pobity, stracił też kamerę, resztę sprzętu zniszczyli mu przy zatrzymaniu milicjanci. Inna dziennikarka Biełsatu dostała telefon z pogróżkami. Nieznajomy mężczyzna powiedział: "Jeszcze zapłacisz gorzkimi łzami, suko" i rzucił słuchawkę.



Ciężko pobity został też korespondent portalu Wirtualna Polska, Aleh Barcewicz. Według jego relacji w szpitalach znalazły się dziesiątki ludzi, a policja zatrzymywała ich, gdy próbowali opuścić placówki służby zdrowia.

Bezpieka zgniotła opozycję

Wczoraj po godzinie 20.00 tysiące ludzi próbowały szturmować gmach parlamentu. Szturm niemal natychmiast odparto, a cała demonstracja została brutalnie rozpędzona przez siły bezpieczeństwa. Przed parlamentem dochodziło do scen, gdy za bitymi ludźmi wstawiali się...sami milicjanci. Na jednym z amatorskich filmów, który na swojej stronie umieściła "Karta 97", widać młodego oficera, który wyzywa kolegów z sił specjalnych od idiotów.



- To wyglądało przerażająco - opisywał w TVN24 z Mińska Paweł Łukasik. - Wbiegali policjanci, cały plac został nagle podzielony na sektory, odgrodzili część ludzi, wjechały ogromne samochody, do których zapakowano młodych w większości ludzi. - Milicja groziła rozbiciem kamery, gdy próbowaliśmy nagrywać bicie ludzi - tak z kolei brutalną pacyfikację demonstracji opozycji na mińskim Placu Niepodległości opisywał korespondent "Faktów" TVN Andrzej Zaucha. - Ciężarówka za ciężarówką, pełne ludzi, opuszczają Plac. Ściągnięto tu nieprawdopodobne ilości milicji. Jest mnóstwo rannych - relacjonował pod koniec demonstracji Jerzy Jurecki z "Tygodnika Podhalańskiego".

Bezpieka wyłapuje ludzi opozycji

Według najnowszych informacji białoruska bezpieka aresztowała siedmiu z dziewięciu kandydatów na prezydenta. Funkcjonariusze wyłamali drzwi do mieszkania Alesia Michalewicza i wywieźli go w niewiadomym kierunku. Bezpieka zrewidowała biuro pobitego i również wywiezionego kandydata na prezydenta, Uładzimira Niaklejaua. W nocy milicja przeprowadziła też rewizję w biurze organizacji "O sprawiedliwe wybory". Do aresztu trafili działacze organizacji: Walancin Stefanowicz, Uładzimir Labkowicz, Anastasija Łojka, Siarhiej Sys, Źmicier Sapałow i inni. Z kolei szefa Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatola Labiedźkę, zabrali ubrani po cywilnemu ludze, którzy wyłamali drzwi do jego mieszkania - informuje strona Partii Obywatelskiej.

Polski MSZ potępia bicie i aresztowania

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało oświadczenie, w którym potępia masowe pobicia i zatrzymania demonstrantów na mińskich ulicach. "Brutalność sił porządkowych jest niedopuszczalna. Szczególny niepokój budzą przypadki dotkliwych pobić opozycyjnych kandydatów na prezydenta Władimira Nieklajewa i Andrieja Sannikowa oraz zatrzymania zarówno ich, jak i Witalija Rymaszewskiego, Nikolaja Statkiewicza i Grigorija Kostusiewa" - głosi oświadczenie MSZ. Warszawa apeluje o "zaprzestanie stosowania przemocy, (...) natychmiastowe uwolnienie zatrzymanych (...) i wyjaśnienie pobić manifestantów, polityków i dziennikarzy, także zagranicznych".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny