7 tys. lotów odwołanych - paraliż komunikacyjny w USA trwa

Na Wschodnim Wybrzeżu zamieć śnieżna spowodowała odwołanie 7 tys. lotów. Ogromna liczba pasażerów utknęła na lotniskach, a linie liczą straty.
Co prawda udało się otworzyć kilka lotnisk w Nowej Anglii, ale nadal nie można wylecieć z Filadelfii, Nowego Jorku i Bostonu. W portach lotniczych koczują pasażerowie, a setki tysięcy Amerykanów mają ogromne trudności z transportem zwłaszcza, że właśnie skończyły się święta. Wczoraj główne linie lotnicze musiały odwołać ponad 3 tys. lotów. W niedziele natomiast prawie 4 tys.

W ostatnim czasie spadło na Nowy Jork 60 cm śniegu. Wiatr wiał z prędkością prawie 100 km na godzinę. W Filadelfii powłoka śniegu przekroczyła 30 cm.

Amerykanie nie mogą jednak winić tylko pogody za kłopoty z transportem. Zazwyczaj o tej porze wszystkie miejsca w samolotach są zajęte. Prócz tego z powodu kryzysu zlikwidowano wiele połączeń. To tylko potęguje trudności.

Lotnicze puzzle

- To bardzo niedobry czas na zamiecie - mówi Darryl Jenkis ekspert w zakresie lotnictwa. Twierdzi, że linie lotnicze mają ogromne problemy z zakwaterowaniem pasażerów, którzy utknęli w miejscu wylotu. Wielu z nich musiało pozostać na lotniskach. Zazwyczaj linie przygotowane są na przyjęcie przez kilka dni pasażerów spóźnionych lotów, ale na taką sytuację nie były przygotowane.

Rzecznik American Airlines Ed Martelle daje trochę nadziei pasażerom: "Jeśli pogoda się poprawi od razu zaczniemy przywracać loty". Nie chciał jednak mówić, kiedy wszyscy czekający będą mogli wrócić do domu. - Planowanie lotów jest jak układanie puzzli, ale przy tym wszystkie elementy ciągle się zmieniają - tak opisuje skale trudności, z jaką muszą poradzić sobie linie. Jak na razie straciły przez zamiecie ok. 100 mln dolarów.

"Ale i tak jest fajnie"

Na lotnisku w Nowym Jorku zmęczeni pasażerowie śpią przy ścianach. Kilku szczęściarzy mogło położyć się na fotelach w poczekalniach. Wielu z nich czeka tak od świąt.

Francuscy studenci Yoann Uzan i Belinda Bergel przez rok oszczędzali, żeby wybrać się do Nowego Jorku. Mówią, że w ostatnich dwóch dniach spali jedynie godzinę, ale nadal są zadowoleni z wyjazdu. - To była super wycieczka. Na pewno byśmy ją powtórzyli. Tylko może wolelibyśmy spędzić na lotnisku jeden dzień, a nie dwa - mówi Uzan.

DOSTĘP PREMIUM