Rok po apokalipsie. "Ludzie od 12 miesięcy żyją w obozach"

- Proces odbudowy i powrotu do normalnego życia Haitańczyków będzie trwał bardzo długo - mówiła w Poranku TOK FM Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej. Dzisiaj mija rok od tragicznego trzęsienia ziemi, które nawiedziło Haiti.
Dzisiaj mija pierwsza rocznica tragicznego trzęsienia ziemi na Haiti. Zginęło wówczas 220 tysięcy osób, około 2 miliony ucierpiały w inny sposób. W Radiu TOK FM cały dzień rozmawiamy dzisiaj o sytuacji rok po katastrofie.

O SYTUACJI NA HAITI, PROSTO Z WYSPY, PISZE NA SWOIM BLOGU RAFAŁ HECHMANN

- Pomoc Haiti to kilkuletni proces. Obawiam się tego, że niestety może nastąpić w pewnym momencie odpływ pieniędzy pomocowych dla jego mieszkańców - mówiła w Poranku TOK FM Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej. PAH jest jedną z organizacji, które prowadzą zbiórkę pieniędzy oraz są na miejscu, aby pomagać mieszkańcom regionu dotkniętego trzęsieniem ziemi.

Ale czy lepiej jest przekazywać pieniądze dla PAH-u, czy zawierzyć w działanie pomocowe rządu? - Rząd przekaże pieniądze rządowi. Jak się między sobą rozliczają? Nie wiem - stwierdziła Ochojska. - Natomiast wiem, że każda złotówka przekazana do PAH-u będzie rozliczona - zapewniła. - Jesteśmy na miejscu na Haiti i tam koordynujemy akcją pomocy, w związku z czym możemy dostosować pomoc do zmieniających się warunków i potrzeb. Jak przygotowywaliśmy program odbudowy schronień tymczasowych dla Haitańczyków, to wiedzieliśmy jakie mamy na to pieniądze. Jak koszty rosły, to będąc na miejscu mogliśmy przystosować niektóre tymczasowe schronienia na bardziej trwałe. Taka pomoc - bezpośrednia - jest bardziej efektywna - przekonywała. Dodała, że pomoc PAH-u kosztuje dużo mniej.

Ochojska podkreśliła, że Polacy dzięki licznym informacjom, które znalazły się w mediach, przekazali na pomoc Haitańczykom dużo pieniędzy. - Szacuję, że wszystkie organizacje zbierające na Haiti zebrały ok. 10 mln złotych. Jak na zbiórkę dla tak odległego kraju to dużo - stwierdziła.



"Mówią o wyimkach, nie mówią o ludziach mieszkających w obozach od roku"

Szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej odniosła się także do doniesień prasowych o rosnącej przestępczości na Haiti. - Kiedy jest chaos zawsze dochodzi do zwykłych aktów rabunkowych czy kryminalnych, ludzie są zdesperowani - mówiła. - Oczywiście nie chcę ich teraz tłumaczyć. Ale niektórzy przesadzają. Widziałam na przykład zdjęcie z Sudanu żołnierza ONZ, który nadzoruje wybory. Ma broń, kamizelkę, zasłoniętą twarz. My byśmy nigdy tak po Sudanie nie poruszali. Nie mamy kamizelek kuloodpornych, bo nie ma takiej potrzeby - stwierdziła Ochojska.

Jej zdaniem bardzo często informacje o sytuacji w danym miejscu są przesadzone. - Zwraca się uwagę na pewien tylko aspekt, ale nie pokazuje się, że tam ludzie od roku żyją w obozach. Wprawdzie są obozy bardzo dobrze zorganizowane, ale to też nie jest normalna sytuacja, bo jeżeli człowiek przez rok dostaje za darmo jedzenie, to rodzi to sytuację roszczeniową.

Zdaniem Janiny Ochojskiej sam proces odbudowy i powrotu do normalnego życia Haitańczyków będzie trwało bardzo długo.

Rząd musi nadrobić

- Bardzo często korzystamy z pomocy ambasad i tu współpraca z rządem jest bardzo dobra, natomiast z rzeczy, które są problematyczne, to od lat czekamy na ustawę o pomocy rozwojowej, której brakuje - opowiadała Ochojska.



Podkreśliła, że ostatnia została napisana za rządu Włodzimierza Cimoszewicza i przestała być aktualna 3-4 lata temu. - Brak strategii i ustawy powoduje, że nasza pomoc jest nieefektywna. Nawet te pieniądze, które Polska wydaje na pomoc rozwojową, można by efektywniej wykorzystać. I to jest ogromna szkoda, ponieważ potem wychodzą takie niespodzianki, że z raportu o polskiej pomocy rozwojowej okazuje się, że najbardziej pomagamy Chinom - podsumowała szefowa PAH.

DOSTĘP PREMIUM