Raport MAK. "Nie zachowano podstawowych procedur"

- Z większości tego, co przedstawił MAK, wina spada na stronę polską - mówił w Radiu TOK FM Marcin Wojciechowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej". Dzisiaj Międzynarodowa Komisja Lotnicza przedstawiła raport dot. katastrofy polskiego Tu-154m, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent RP.
Międzypaństwowy Komitet Lotniczy przedstawił dzisiaj w Moskwie raport dotyczący katastrofy prezydenckiego samolotu Tu-154m pod Smoleńskiem. - Przedstawiciele MAK co mieli do powiedzenia przekazali na konferencji prasowej, niechętnie w ogóle wypowiadają się nieoficjalnie - komentował w TOK FM Marcin Wojciechowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej", który był na konferencji MAK. - MAK stwierdził w swoim raporcie, że zdaniem instytucji kontrolerzy dopełnili wszelkich procedur i kontrolerzy nie mieli takich możliwości, żeby odwieźć pilota od decyzji o lądowaniu.

- Międzynarodowa Komisja Lotnicza to instytucja postsowiecka, która jest obarczona wszelkimi wadami: jest to instytucja biurokratyczna, jest to potężny moloch stworzony nie tylko przez Rosję, ale inne kraje postsowieckie - opowiadał Wojciechowski. - To instytucja, która prowadzi kilkadziesiąt śledztw rocznie w sprawie katastrof lotniczych. W związku z tym stosują pewien automatyzm w badaniu tych katastrof. Jednak w tej konkretnej sprawie wydaje mi się, że rzeczywiście MAK działał ponadstandardowo.

- Nie powinniśmy szukać dziury w całym, tylko przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest. Czyli że w tych warunkach meteorologicznych nie powinni piloci lądować, że w kabinie pilotów nie powinny znajdować się osoby postronne. Że po prostu nie zachowano podstawowych procedur - podsumował Wojciechowski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM