Hu Jintao w Waszyngtonie. Prasa: "Przełom", "Spotkanie równego z równym"

- Gwardia honorowa, orkiestra wojskowa armii USA i wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden witali przywódcę Chin, Hu Jintao na lotnisku w bazie Andrews. Uroczystości miała oprawę właściwą wizycie przywódcy mocarstwa dorównującego Ameryce. Według komentarzy w prasie, Hu przybył do Waszyngtonu porozmawiać z Barackiem Obamą jak równy z równym.
Pierwszy punkt programu - nieformalny obiad w Białym Domu w towarzystwie sekretarz stanu USA, Hillary Clinton, i doradcy ds. bezpieczeństwa Toma Donilona - Hu Jintao ma już za sobą. Już samo takie nieformalne spotkanie należy do rzadkości. Po obiedzie przywódcy USA i Chin udali się na rozmowy w Gabinecie Owalnym. Według doradców Białego Domu prezydent Obama nie będzie unikał tematów trudnych - agenda rozmów obejmuje z jednej strony m.in. kwestie konkurencji amerykańskiej i chińskiej waluty oraz bilateralne stosunki handlowe, ale także problem przestrzegania praw człowieka w Chinach, sytuację Tajwanu i nuklearne ambicje Korei Północnej.

Intensywna wizyta przywódcy CHRL

Po rozmowach w Gabinecie Owalnym prezydenci wystąpią na wspólnej konferencji prasowej. Kolejne punkty programu czterodniowej wizyty Hu Jintao w Stanach Zjednoczonych to lunch z wiceprezydentem Bidenem oraz - dziś wieczorem - oficjalny bankiet państwowy wydany przez Baracka Obamę. Następnego dnia Hu spotka się z najwyższymi rangą politykami z Kongresu USA, po czym odleci do Chicago, gdzie według obserwatorów ma podpisać serię umów handlowych i inwestycyjnych między USA a Chinami. W piątek, 21 stycznia, Hu Jintao powróci do Pekinu.

"Historyczna zmiana": Waszyngton i Pekin jak równy z równym?

Cytowani przez BBC eksperci już teraz twierdzą, że w przypadku wizyty odchodzącego najprawdopodobniej w przyszłym roku na emeryturę Hu można mówić o "historycznej zmianie". O tym, jak wielką wagę Waszyngton przywiązuje do wizyty chińskiego przywódcy świadczy fakt, że ostatnie spotkanie Chiny-USA zorganizowane z podobnym ceremoniałem odbyło się...13 lat temu, kiedy prezydent Bill Clinton gościł w Białym Domu Jianga Zemina - pisze "Guardian".

George W. Bush unikał uznania rosnącej potęgi Chin jak ognia. Pekin wściekł się, kiedy administracja Busha w 2006 roku nie uwzględniła w programie wizyty oficjalnego państwowego bankietu. Hu Jintao odebrał to jako obrazę - dodaje brytyjski dziennik.

"Gospodarka, głupcze!" po raz drugi

Teraz jednak zadłużonej po uszy Ameryce zależy na dobrych stosunkach z Chinami. Dlatego Hu Jintao powitany został z wszelkimi honorami, a na państwowy bankiet przybędą najpotężniejsi ludzie amerykańskiego biznesu.

"Przekaz jest absolutnie jasny" - pisze "Guardian": "dwie wiodące siły na świecie spotykają się jak równy z równym" i właśnie to poczucie równoważności, a nie - jak do tej pory - przewagi - widać w działaniach Białego Domu. "Za pompą i uroczystą oprawą, której kulminacyjnym punktem będzie bankiet w Białym Domu, kryją się naprawdę trudne i pełne problemów relacje, połączone z przeczuciem (Białego Domu - red.), że na geostrategicznej szachownicy Stany Zjednoczone stale tracą pole na rzecz Chin" - wtóruje brytyjski "Independent".

I chociaż chiński ambasador w Londynie Liu Xiaoming podkreśla, że w rankingu PKB per capita Chiny "wciąż są w tyle za ponad 100 państwami", "to Chiny mają wiatr w żaglach (...), a to, czym nadrabiają wobec USA, jest dynamizm" - konkluduje "Guardian".

Rozmowy USA-Chiny: "Najpierw interesy, a potem problemy"

Podnosząca się z kryzysu amerykańska gospodarka urośnie w tym roku o 3 proc., podczas gdy chińska - lekko spowalniając - osiągnie 10 procentowy wzrost. Waszyngton walczy z rosnącym długiem, podczas gdy nadwyżka budżetowa Chin w pierwszym półroczu 2010 roku wyniosła 145 mld dol., a nadwyżka handlowa w całym 2010 roku - 183 mld dol.

Dlatego - choć to Amerykanie naciskają na uwolnienie kursu juana i otwarcie chińskiego rynku dla amerykańskich towarów - to gensek Komunistycznej Partii Chin przyleciał do USA rozmawiać o dolarze i jego roli jako światowej waluty rezerwowej. Jak pisze niemiecki "Der Spiegel", oba kraje "najpierw porozmawiają o interesach, a dopiero potem przejdą na tematy trudne". Na państwowym bankiecie przywódca CHRL uściśnie dłonie m.in. szefa Microsoftu Steve'a Ballmera, przewodniczącego Goldman Sachs - Lloyda Blankfeina, oraz Jeffa Immelta z General Electric i Jima McNerney'a z Boeinga. A sam przywiezie w swojej delegacji grupę najpotężniejszych chińskich biznesmenów i menedżerów. I raczej nie ulegnie amerykańskim namowom wypuszczenia z więzień bojowników o prawa człowieka, na czele z laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, Liu Xiaobo.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM