Zachód wylewa krokodyle łzy, a przez lata tolerował Mubaraka

Bieda, potworna korupcja, brak perspektyw. To pchnęło mieszkańców Egiptu do wyjścia na ulice. - Ta beznadzieja narastała latami - mówi b. ambasador w Egipcie. Według Grzegorza Dziemidowicza USA i Europa Zachodnia przez lata tolerowały i wspierały prezydenta Mubaraka. A dziś politycy z zachodu wylewają krokodyle łzy.
Mieszkańców Egiptu - jak mówi Grzegorz Dziemidowicz - na ulice pchnęła bieda, ogromna korupcja, brak perspektyw. - Tam ludziom żyje się źle. Szczególnie młodym, a Egipt to kraj młodych ludzi. Wśród 20-30-latków poziom bezrobocia to przynajmniej 30 proc. Zyją bez najmniejszych perspektyw na otrzymanie pracy, na naukę. Wielu z nich jest analfabetami. Ta beznadzieja narastała latami - mówił były ambasador Polski w Egipcie.



Gość Poranka Radia TOK FM wspomina, że kiedy pierwszy raz zetknął się z Egiptem żyło tam 28 mln ludzi. W tym samym czasie w Polsce mieszkało 26 mln ludzi. A dziś Egipt to 80 milionowy kraj, a w Polsce mieszka niespełna 40 mln ludzi. - Ten przyrost jest wręcz niewiarygodny. Demografia zżera z ogromną szybkością pieniądze - podkreślił Dziemidowicz.

Co robili przez 30 lat!?

Zdaniem byłego polskiego ambasadora w Egipcie zagraniczni politycy powinni mieć pełną świadomość sytuacji w tym kraju. - Jak słyszę przywódców UE czy USA, którzy teraz wzywają prezydenta Mubaraka do gruntownych reform, to pytam, co oni robili przez ostanie 30 lat. Przecież go wspierali - mówił Dziemidowcz. I przypomniał, że m.in. za bezpieczeństwo żeglugi po wodach Kanału Sueskiego politycy z krajów zachodu akceptowali twarde rządy prezydenta Egiptu. - Mubarak przynajmniej raz w roku jeździł do USA albo przyjmował u siebie amerykańskich przywódców. Jeździł też do Europy. Przecież wtedy trzeba było naciskać. A USA rocznie dawały Egiptowi 2 mld dolarów, z czego ok. 1,5 mld na wojsko - wyliczał były ambasador. Jego zdaniem dziś politycy z krajów zachodnich "wylewają krokodyle łzy".



"Naprawa będzie trwała latami"

Demonstranci chcą ustąpienia rządzącego 30 lat krajem Hosniego Mubaraka. Kto może go zastąpić? Zdaniem Grzegorza Dziemidowicza poważnym kandydatem jest Mohamed El Baradei. - On jest człowiekiem rozpoznawalnym dla zagranicy. Nie jest ekstremistą, jest moderacyjny w poglądach. El Baradei jest do zaakceptowania przez siły zewnętrzne - ocenia szanse laureata Pokojowej Nagrody Nobla.

Oczywiście bardzo silną pozycję ma w Egipcie zdelegalizowane Bractwo Muzułmańskie, które istnieją od lat 20. XX wieku. - Są popularni, mocni wśród inteligencji. W zasadzie kontrolują związki zawodowe dziennikarskie, prawnicze. Bractwo Muzułmańskie jest popularne, stara się pracować od podstaw: dawać to, czego nie daje rząd, np. tworząc kasy zapomogowo pożyczkowe - mówił gość TOK FM. Ale jak dodał Grzegorz Dziemidowcz Bractwo nie mówi jednym głosem, jest skłócone.

Zdaniem byłego polskiego ambasadora to co obserwujemy w Egipcie i innych krajach północnej Afryki "to ocean, który się rozhuśtał". - Tego łatwo się nie uspokoi - stwierdził Dziemidowicz.

Jak dodał "naprawa tego, co stało się w Egipcie i całej strefie będzie ciągnęło się latami". - I będzie bardzo dużo kosztować - uważa gość Poranka Radia TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM