Sankcje dla przedstawicieli reżimu Łukaszenki. Długa lista nazwisk

158 przedstawicieli białoruskiego reżimu nie będzie mogło wjechać do państw UE oraz do Turcji, czy Norwegii. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, takie właśnie restrykcje mają dziś uchwalić szefowie dyplomacji państw Unii - informuje TOK FM. Zdaniem eksperta OSW, UE musi nałożyć sankcje ?aby pokazać swoje niezadowolenie?.
Sankcje to oczywiście odpowiedź Unii Europejskiej na brutalną rozprawę białoruskich władz z opozycją. Według Kamila Kłysińskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich, nałożenie sankcji to jest to, co musi zrobić Unia, aby pokazać swoje niezadowolenie. - Trudniejsze relacje z Unią dla władz Białorusi poważnym utrudnieniem i dlatego uważam, że Łukaszenka będzie starał się osiągnąć porozumienie z UE - mówił w Komentarzach Radia TOK FM. Choć jak dodał "do 2008 r. Aleksandr Łukaszenka i jego współpracownicy nie mieli wstępu do krajów UE - i jakoś żyli".

Znacznie bardziej dotkliwe dla reżimu byłyby sankcje ekonomiczne. Ale na ich wprowadzenie nie zanosi się. - Białoruskie koncerny naftowe, czy z kompania potasowa to przedsiębiorstwa, które zatrudniają mnóstwo ludzi. To by uderzyło w obywateli białoruskich. Ważną kwestią jest również sprawa kredytów. Jeśli Unia zablokuje kredyty dla Białorusi, będzie to potężny cios dla władz - ocenił Kłysiński.

Jak dodał ekspert w decyzji UE tylko część społeczeństwa dostrzeże "gest solidarności z zatrzymanymi" działaczami opozycji. Ta grupa to Białorusini, którzy mają dostęp do wolnych mediów.

Spada poparcie dla opozycji

W grudniowych wyborach prezydenckich Aleksandr Łukaszenka uzyskał blisko 80 proc. głosów. Niższe poparcie ujawniło badanie niezależnego ośrodka NISEPI. Według tych badań na Łukaszenkę głosowało 51 proc. badanych. Elektorat opozycyjny nie przekraczał przed grudniowymi wyborami 30 proc. Badanie przeprowadzone już po głosowaniu - i brutalnej rozprawie władz z opozycją - pokazało, że to poparcie spadło do 18,5 proc. - Na Białorusi rządzi strach. Białorusini cenią sobie stabilność, pewną ciągłość i minimalny dobrobyt, a każda rewolucja - czy radykalna reforma - może temu zagrażać. To zniechęca większość społeczeństwa do wyjścia na ulice i poparcia działań radykalnych - ocenia Kamil Kłysiński.

Zdaniem eksperta z Ośrodka Studiów Wschodnich "opozycja musi się zastanowić, czego tak naprawdę chce". - Sytuacja, w którą dała się wciągnąć przed wyborami prowadziła do różnych rzeczy, ale na pewno nie do przejęcia władzy. Mieliśmy ośmiu kandydatów opozycyjnych, to zbyt dużo. Nie jest to dobry przekaz dla Białorusinów. Wyborcy byli zdezorientowani - stwierdził gość Komentarzy Radia TOK FM.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM