Prezydent Egiptu: Nie będę znów kandydował. Ale dokończę kadencję. Ulica: "Odejdź!"

Chóralne śpiewy i krzyki "Odejdź" odpowiedziały z placu Tahrir prezydentowi Egiptu, Hosniemu Mubarakowi, kiedy w transmitowanym na telebimach przemówieniu zapowiedział, że ze stanowiska nie ustąpi od razu, a dopiero po wrześniowych wyborach. Demonstranci domagają się, by odszedł natychmiast.
Na krótką chwilę przed rozpoczęciem mowy Mubaraka korespondent BBC donosił z centralnego placu Kairu, Tahrir, że demonstrujący tam tłum zmniejszył się, a temperatura protestu zmalała. Wystarczyło jednak kilka słów prezydenta, by ponownie podgrzać atmosferę.

- Jak tylko Mubarak powiedział, że pozostanie na stanowisku do końca kadencji, ludzie zaczęli krzyczeć "Odejdź!", "Odejdź!" - opisuje nastrój w Kairze korespondent Al-Dżaziry. Hałas nie milknie nawet na chwilę. Przez potężną wrzawę przebija się chóralny okrzyk "Musi odejść. Musi odejść!" Powiewają egipskie flagi. Egipski prezydent nie powiedział ulicy tego, co chciałaby usłyszeć. Obiecał, że odejdzie, ale w przewidzianym przez prawo terminie - za kilka miesięcy. A ulica chce jego odejścia natychmiast.

Mubarak: protesty "zmanipulowane" przez siły polityczne

Prezydent swoje przemówienie zaczął dobrze. - Ostatnie wydarzenia rozpoczęły się przez słuszne pragnienia młodzieży i wszystkich ludzi - stwierdził prezydent. - Kraj jest w trudnym momencie - dodał. - Ale protesty zostały zmanipulowane przez różne siły polityczne - zaznaczył egipski przywódca. I przypomniał chaos, w którym Egipt pogrążył się przez ostatni tydzień. - To, czego obawiamy się najbardziej, to strach o to, co przyniesie przyszłość ludziom, ich domom, ich majątkom. Wypadki ostatnich dni wymagają od nas - od ludzi i od władzy - wyboru między strachem a stabilnością - mówił.

- Będę walczył z biedą. Zobowiązałem policję, by wypełniała swoje funkcje z godnością i z poszanowaniem prawa. Równocześnie zobowiązałem siły porządkowe do aresztowania podpalaczy, złodziei i wichrzycieli, którzy działali w ostatnich dniach - powiedział prezydent.

Mubarak: nie będę kandydował na kolejną kadencję

Mubarak przedstawił swoją wizję przyszłości Egiptu w ciągu kilku następnych miesięcy. Według niego przez ten czas wdrożone zostaną reformy, które - pod jego przywództwem - umożliwią pokojową transformację ustroju kraju. Jej kulminacyjnym punktem byłoby uczciwe i spokojne przekazanie władzy w ręce nowego prezydenta pod koniec tegorocznego lata. Hosni Mubarak zapewnił bowiem, że nie będzie ubiegał się o kolejną, sześcioletnią kadencję prezydencką i chce zakończyć swoją 30-letnią misję.

- Nie chciałem kandydować na następną kadencję. Poświęciłem rządzeniu krajem całe moje życie. Dla dobra narodu jestem gotów zakończyć moją karierę. Zapewniam, że w ciągu ostatnich miesięcy mojego urzędowania będę pracował na rzecz pokojowego przekazania władzy w atmosferze legalności, stabilności i pokoju - podkreślił prezydent Egiptu.

Egipski przywódca zapowiada reformy

- Rozpocząłem misję tworzenia nowego rządu, który odpowie na żądania młodzieży i wprowadzi zmiany w konstytucji i prawie. Ale istnieją pewne polityczne siły, które udają, że nie widzą, w jakim historycznym momencie jesteśmy. Chcą tylko realizacji własnych interesów - oskarżał opozycję Mubarak. - Dlatego zwracam się dziś do każdego Egipcjanina: rolnika, urzędnika, muzułmanina, chrześcijanina. Wiecie, że nigdy nie pragnąłem władzy. Moja funkcja to odpowiedzialność. Moją misją jest teraz zapewnienie pokojowego przekazania władzy i umożliwienie jej spokojnego przejęcia przez mojego następcę - przekonywał egipski prezydent.

"Broniłem tej ziemi, i na niej umrę. Historia mnie osądzi"

Mimo setek tysięcy ludzi, które w ciągu ostatniego tygodnia krzyczały do niego z ulicy "Odejdź!", Mubarak nie zamierza ustąpić. Chce w spokoju dokończyć kadencję. Według komentatorów telewizji Al-Dżazira rządzący od 30 lat przywódca chce zostać zapamiętany jako ten, który w pokojowy sposób oddał władzę i nie został zrzucony z fotela przez gniew rozwścieczonego rewolucyjnego tłumu.

- Hosni Mubarak, który do was dziś mówi, jest dumny, że przez tyle lat służył temu krajowi i ludziom - mówił o sobie w trzeciej osobie prezydent. - Służyłem z dumą, broniłem tej ziemi, i na niej umrę. Historia mnie osądzi. Egipt jest wieczny. Władza się zmieni, i dokona się to z godnością i dumą. Niech was Bóg błogosławi - zakończył swoje orędzie egipski przywódca.

Setki tysięcy Egipcjan chcą odejścia Mubaraka. A miliony?

Przeciwko prezydentowi demonstrowała w ostatnich dniach ogromna liczba ludzi. Według różnych szacunków, na ulice egipskich miast - Kairu, Suezu, Aleksandrii i innych - wyszło dziś ponad milion ludzi. Według arabskich telewizji w samym Kairze w demonstracji uczestniczyć miał milion demonstrantów. Według ONZ, w trakcie trwających tydzień zamieszek i protestów zginęło ok. 300 osób. Jak poinformował Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Navi Pillay, ponad 3 tys. osób zostało rannych, a setki aresztowano. Jak jednak przypominają korespondencji Al-Dżaziry, w Egipcie mieszka ok. 80 mln. ludzi. Na ulice wyszła zatem stosunkowo niewielka, choć zdeterminowana, część społeczeństwa. Wciąż jednak nie wiadomo, czy to wystarczy, by obalić rządzącego od 30 lat prezydenta i jego silnie umocowany w państwowych strukturach aparat władzy.

30 lat rządów Hosni Mubaraka. Jak to się zaczęło?

DOSTĘP PREMIUM