Demonstracje antyprezydenckie w Jemenie. Wojsko strzela do protestujących

W stolicy Jemenu, Sanie, siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do uczestników antyrządowej demonstracji. Reuters pisze o co najmniej dwóch ofiarach śmiertelnych. Według agencji BBC, która powołuje się na lokalnych lekarzy, od kul zginęła jedna osoba, a co najmniej 80 zostało rannych.
Protest odbywał się przed budynkami stołecznego uniwersytetu. Mundurowi próbowali rozpędzić demonstrantów, głównie studentów, wtedy padły strzały. Przywódcy opozycji mówią o masakrze, do której doszło z winy sił bezpieczeństwa podczas pokojowej demonstracji.

Do gwałtownych zajść przed budynkami uniwersytetu w Sanie dochodziło od połowy lutego, od kiedy studenci próbowali zbudować tam miasteczko namiotowe.

Protestujący domagają się, by prezydent Ali Abdullah Saleh oddał władzę. Demonstranci sprzeciwiają się także złej sytuacji finansowej, korupcji i wysokiemu bezrobociu.

Demonstracja dzieci i nastolatków: "Żadnej nauki!"

Do zamieszek dochodziło też w innych częściach Jemenu - w miastach Aden i Atak, gdzie demonstrowały, według świadków, setki dzieci i nastolatków, które skandowały "żadnej nauki dopóki prezydent nie odejdzie". Na ulicę przeciwko prezydentowi Salehowi wyszli także mieszkańcy prowincji Ibb, którzy protestowali przeciwko brutalności sił bezpieczeństwa.

Prezydent Ali Abdullah Saleh odrzucił propozycję grup opozycyjnych, w myśl której miałby on stopniowo i pokojowo przekazać władzę do końca roku. Saleh oświadczył, ze nie ustąpi przed 2013 rokiem, kiedy wygasa jego kadencja. Opozycja proponowała też zmiany w konstytucji, które pozwoliłyby na przeprowadzenie demokratycznych wyborów parlamentarnych i domagała się, by członkowie rodziny prezydenta zrezygnowali z wysokich stanowisk w armii i służbach specjalnych.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM