Tsunami w Japonii. "Japończycy nie tracą głowy i wiedzą co w takiej sytuacji zrobić"

- Wszystkie nieszczęścia, jakie przyroda wymyśliła, dotykają Japonię: trzęsienia ziemi, tsunami, wybuchy wulkanów - mówił w TOK FM Henryk Lipszyc, były ambasador RP w Japonii. - Jeśli można być przygotowanym na tak dramatyczne sytuacje, to oni są przygotowani znacznie lepiej, niż nam mogłoby się wydawać - dodał.
- Pierwsze swoje trzęsienie ziemi w Japonii przeżyłem na początku lat siedemdziesiątych, kiedy byłem tam po raz pierwszy jeszcze jako młody Japonista. To było słabiutkie trzęsienie, jedno z wielu tej intensywności - opowiadał w TOK FM Henryk Lipszyc, były ambasador RP w Japonii. - Trzęsienia ziemi zdarzają się tam notorycznie, zdarzyło mi się to też kiedyś podczas spektaklu teatralnego i widziałem jak żyrandol zawieszony nad sceną zaczyna się bujać. Myślałem wtedy, że to zamysł inscenizatora. Potem zauważyłem, że ludzie się nerwowo rozglądają i po chwili zorientowałem się, że patrzyli, gdzie jest najbliższe wyjście ewakuacyjne.

Na północy Japonii doszło rano do najsilniejszego od blisko 140 lat trzęsienie ziemi. Spowodowało ono ponad 10-metrową falę tsunami, która zmywa wszystko, co napotka na swojej drodze, w tym domy i samochody. Wciąż płonie wiele budynków.

- Próbowałem po tej tragedii kilkakrotnie się skontaktować z przyjaciółmi, których tam mamy wraz z żoną - mówił Lipszyc. - Nie udało nam się telefonicznie połączyć - albo telefony były zablokowane, albo operatorka telefoniczna mówiła, żeby dzwonić później, bo jest natłok telefonów. Jedyne informacje, jakie doszły stamtąd to maile i komunikaty za pośrednictwem Skype'a. Najsilniejsze trzęsienie ziemi jakie ja przeżyłem miało miejsce w 1995 roku - siedzieliśmy wtedy w ambasadzie i nagle na ekranie pojawiło się zawiadomienie, że miało miejsce trzęsienie o skali takiej i takiej. To trzęsienie okazało się być najgorszym od czasów trzęsienie ziemi z 1923 roku, które niemalże strawiło rejon Tokio i Yokohamy najpierw wstrząsami, a potem pożarami - dodał.

- Przy całym tym nieszczęściu to był obraz fantastycznej solidarności i zdolności do organizowania się społeczeństwa. Pamiętam, że nawet służby oraz władze samorządowe i lokalne, powołane do walki ze skutkami katastrofy, były o pół kroku za pierwszymi inicjatywami, które zrodziły się z odruchu serca i potrzeby solidarności. To zjawisko było też rezultatem fantastycznego, dogłębnego, regularnego szkolenia, jakiemu poddawane jest społeczeństwo od dziecka po ludzi w podeszłym wieku.

"Już w szkołach uczy się jak działać"

- W rocznice tego fatalnego trzęsienie ziemi z 1995 roku w całej Japonii prowadzone są treningi oraz symulowane są okoliczności towarzyszące silnym trzęsieniom ziemi. Moi synowi byli w szkole również przeszkalani, jeden miał wtedy osiem, drugi trzynaście lat - opowiadał były ambasador RP w Japonii. - Grupa została wpuszczona do autobusu imitującego mieszkanie i reakcje różnych przedmiotów, mebli w zależności od siły wstrząsów. Szkolenie polega na tym, aby uświadomić dzieci i dorosłych jak należy się zachowywać i czego pod żadnym pozorem nie robić, aby zminimalizować straty. Te szkolenia skutkują tym, że rzeczywiście te straty są mniejsze, niż mogłoby się nam wydawać. Każdy ma przygotowany zapas jedzenia w domu, kask ochronny i drabinę na wypadek, gdyby trzeba było się ewakuować z mieszkania.

- Nie ma schronów w takim sensie, jak mówimy o schronach przeciwatomowych - mówił Lipszyc. - Są drogi ewakuacyjne, które kierują ludzi z rejonów gęsto zaludnionych do najbliższego parku, ogródka jordanowskiego czy cmentarza, bo to miejsca wolne i puste od gęstej zabudowy. Widziałem jedno z miast po wstrząsach, widziałem zgliszcza, zawalone domy, wiadukty. Często dochodziły potem głosy, opinie, że one nie zostały zbudowane tak jak powinny być z uwzględnieniem tego ryzyka wstrząsów. Pewne rygory zostały radykalnie zaostrzone i być może temu zawdzięczają fakt, że efekty tego trzęsienie nie będą tak straszne jak byśmy sobie wyobrażali na podstawie tych bezpośrednich relacji.

Zdaniem Lipszyca obecnie mamy do czynienia ze zdecydowanie groźniejszym, bo nieobliczalnym kataklizmem spowodowanym trzęsieniem ziemi. - I nie bardzo wiadomo jak się przed tym chronić - dodał. - Japonia ma linię brzegową długości kilku tysięcy kilometrów, przy stosunkowo niewielkiej powierzchni. Należałoby się ochronić wielkim betonowym murem, a to jest praktycznie niemożliwe. Zapobieganie efektom tsunami jest bardzo, bardzo ograniczone.

- Wszystkie nieszczęścia, jakie przyroda wymyśliła, dotykają Japonię: trzęsienia ziemi, tsunami, wybuchy wulkanów - podkreślił. - Japończycy nie tracą głowy i wiedzą co w takich sytuacji zrobić. Jeśli można być przygotowanym na tak dramatyczne sytuacje, to oni są przygotowani znacznie lepiej, niż nam mogłoby się wydawać - podsumował były ambasador RP w Japonii.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Komentarze (2)
Tsunami w Japonii. "Japończycy nie tracą głowy i wiedzą co w takiej sytuacji zrobić"
Zaloguj się
  • marianna_k

    Oceniono 1 raz 1

    2 min zajęło im podjęcie decyzji i ogłoszenie ewakuacji

    a u nas? gdyby u nas zdarzały sie trzesienia ziemi, wybuchy wulkanów czy tsunami? ech.....

  • rakunica

    Oceniono 1 raz 1

    A polscy wladcy wciaz licza na cuda z nadzieja, ze powodzie wiecej sie nie powtorza. Z naszych podatkow daja sobie obfite kieszonkowe i dziwia sie, kiedy spoleczenstwo oczekuje pracy od nierobow.

    Cywilizowane narody sa przygotowane do stawiania czola przeciwnosciom. Ich rzady wiedza co to sluzba. Inaczej wyglada sprawa na Haiti i w Polsce gdzie wladze za nic nie odpowiadaja. Potrafia tylko marnowac dorobek pokolen i mnozyc dlugi. To gorsze niz tsunami. Po nich chocby potop, prawda?

    Anna kozlowska

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX