Kilkudziesięciu dzielnych ludzi. W Fukushimie walczą z czasem, ogniem i radiacją

Jest ich kilkudziesięciu. To technicy, inżynierowie, a nawet zwykli strażacy czy policjanci, którzy na ochotnika lub z przydziału pozostali we wstrząsanej wybuchami elektrowni atomowej Fukushima Daiichi I. To ostatni ludzie, którzy tam zostali - i prawdopodobnie ostatnia nadzieja Japonii na zapobieżenie nuklearnej katastrofie większych rozmiarów - pisze ?New York Times?.
Szczelnie otuleni białą ochronną odzieżą, która ledwo zabezpiecza ich przed zabójczym promieniowaniem, od kilku dni przeciskają się przez ciemne korytarze pełne bezużytecznego dziś już sprzętu. Nasłuchują kolejnych wybuchów wodoru, który ulatnia się z popękanych komór reaktora i wybucha w kontakcie z tlenem. Jedyne źródło światła, jakie mają, to latarki. Oddychają dzięki maskom przeciwgazowym lub niosą na własnych plecach butle z tlenem. I pompują wodę morską wprost do uszkodzonych reaktorów elektrowni Fukushima Daiichi I, próbując zneutralizować tlące się w uszkodzonych murach reaktorów nuklearne zagrożenie - rozgrzane do białości rdzenie reaktorów atomowych.

Co się dzieje, kiedy stopi się rdzeń reaktora atomowego

Ewakuacja, pożary, wybuchy i promieniowanie...

Wczoraj zarządzające elektrownią przedsiębiorstwo TEPCO ewakuowało z uszkodzonej w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami placówki 750 pracowników po tym, jak po kolejnych awariach wzrósł poziom promieniowania. We wnętrzu budowli, po wybuchu w reaktorze nr 2 i pierwszym pożarze w reaktorze nr 4 - drugi pożar wybuchł w nocy z 15 na 16 marca i został opanowany około godziny 0.30 czasu polskiego - poziom ten mógł osiągnąć nawet 400 milisiwertów. Później poziom promieniowania spadł do 0,6 milisiwerta przy bramie elektrowni. Dziś liczba pracujących w elektrowni wzrosła do około 100 osób, jednak później reaktor nr 3 zaczął wydzielać radioaktywną parę do atmosfery. Nie wiadomo, czy po tej informacji nastąpiła ewakuacja.

...ale załoga elektrowni pracuje...

Aby zatrzymać procesy zachodzące wewnątrz trzech reaktorów, pracownicy elektrowni muszą pompować do nich setki litrów wody na minutę. Według "NYT" pracujący w uszkodzonej elektrowni ludzie mogą być zmuszeni do coraz większych poświęceń - japońskie ministerstwo zdrowia poinformowało, że zwiększa prawne limity dopuszczalnej ilości promieniowania, któremu może zostać poddany pracownik, ze 100 do 250 milisiwertów. To pięć razy więcej, niż norma dla pracowników amerykańskich elektrowni atomowych - podkreśla "New York Times". Dzięki tej zmianie mogą pracować dłużej. Ministerstwo podkreśliło, że dalej idąca zmiana zagrażałaby ich życiu.

Kryzys nuklearny w Japonii po trzęsieniu ziemi i tsunami. Dzień po dniu

...w ekstremalnie trudnych warunkach, bez prądu

Z informacji udostępnionych przez zarządzającą elektrownią firmę TEPCO wyłania się obraz ekstremalnie trudnych warunków, w jakich muszą działać pracownicy Fukushimy Daiichi I. Od trzęsienia ziemi 11 marca zginęło ich już pięciu, a 22 zostało rannych. Dwóch wciąż jest uznawanych za zaginionych. Jeden z pracowników potrzebował pomocy lekarskiej po tym, jak otrzymał potężną dawkę radiacji z uszkodzonego reaktora. 11 pracowników zostało rannych w eksplozji wodoru w reaktorze nr 3. Operatorzy reaktorów nuklearnych mówią, że ich zawód można porównać do pracy strażaków i elitarnych jednostek wojskowych.

"Na stanowisku zostaje się do końca"

- Rozmowy na przerwie w pracy kończą się konkluzją, że w razie awarii ostrzega się rodziny, a potem zostaje na stanowisku do końca - mówi "NYT" Michael Friedlander, były starszy operator z 13-letnim stażem w trzech amerykańskich elektrowniach atomowych. - Jest poczucie lojalności i koleżeństwa, kiedy przez lata trenowałeś i pracowałeś z kolegami z pracy - dodaje. Jak pisze "New York Times", w Japonii lojalność wobec miejsca pracy, poświęcenie dla pracy i dla dobra wspólnoty to wartości silnie zakorzenione w społeczeństwie. TEPCO nie podało nazwisk 50 pracowników, którzy pozostali w elektrowni. Wiadomo, że, oprócz pracowników elektrowni, część z tych, którzy walczą z pożarami i pompują wodę w Fukushima Daiichi, to członkowie Japońskich Sił Samoobrony, funkcjonariusze policji, strażacy oraz żołnierze.

Jaki jest poziom promieniowania wewnątrz elektrowni?

Zarówno TEPCO, jak i japońskie instytucje nadzoru nie opublikowały do wczoraj żadnych statystyk dotyczących poziomu radiacji wewnątrz obudów bezpieczeństwa reaktora. A to właśnie wewnątrz nich inżynierowie usiłują naprawić systemy elektryczne i pompy, zniszczone przez trzęsienie ziemi i tsunami. Eksperci od energii nuklearnej ostrzegają, że wewnątrz budowli elektrowni radiacja może być o wiele większa - komory bezpieczeństwa, nawet uszkodzone, prawdopodobnie wciąż powstrzymują część promieniowania. Elektrownia jest już tak skażona, że dłuższy czas pracy w pobliżu reaktora może być niemożliwy - pisze "NYT". Powołując się na opinie ekspertów amerykański dziennik pisze, że w najbardziej skażonych miejscach budowli pracownicy będą musieli pracować na krótkie zmiany, a nawet wymieniać się co kilka minut, żeby nie otrzymać zagrażającej życiu i zdrowiu dawki promieniowania.

Czy czarny scenariusz dla Japonii się spełni?

Chociaż, według słów rzecznika japońskiego rządu Yukio Edano, promieniowanie w ewakuowanej strefie o promieniu 20 km wokół uszkodzonej wskutek piątkowego trzęsienia ziemi elektrowni "nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia", to z okalającej ją strefy o promieniu 20 km ewakuowano już ponad 200 tys. ludzi. Cały czas istnieje groźba kolejnych wybuchów, które mogą wyrzucić w powietrze tony radioaktywnych pyłów. A te będą groźne już nie tylko dla obszaru w promieniu ok. 30 km. od elektrowni, który został w całości ewakuowany, ale dla daleko większych obszarów Japonii.

DOSTĘP PREMIUM