Awantura o tablice. Smoleńska perspektywa

Po co Rosjanie zamienili tablice? Dlaczego zrobili to tuż przed uroczystościami, pod osłoną nocy? Prowokacja? Policzek? Głupota? Wielu polityków i komentatorów w Polsce udzieliło odpowiedzi na te pytania, zanim zdążyli wysłuchać rosyjskiej wersji wydarzeń.
A z perspektywy władz Smoleńska wygląda to tak: Pewnego listopadowego wieczora na miejscu katastrofy pojawiło się kilka osób i bez pytania kogokolwiek przywiesiło na symbolicznym kamieniu tablicę. Kamień zorganizował tutejszy gubernator tuż po katastrofie, żeby - jak mówi jego rzecznik Andrei Jewsiejenkow - ludzie mieli gdzie położyć kwiaty.

Na tablicy, którą przywieźli Polacy, Stowarzyszenie Katyń 2010 zaznaczyło, że ofiary leciały uczci pamięć ofiar "sowieckiej zbrodni ludobójstwa". Dla Rosjan taki napis to prowokacja. Zresztą nawet w Polsce ta kwalifikacja mordu polskich oficerów budzi kontrowersje.

Rosjanie zaczęli dyplomatycznie. Zwrócili się w tej sprawie do polskiego MSZ i strony rozpoczęły rozmowy na temat zmiany tablicy. I najwyraźniej ich nie skończyły, bo wyszło, jak wyszło.

Jewsiejenkow twierdzi, że Warszawa już wcześniej obiecała im, że do czasu pierwszej rocznicy na kamieniu będą już tabliczki w dwóch językach. Polski MSZ zaprzecza.

Rzecznik lokalnych władz tego nie potwierdzi, ale wydaje się oczywiste, że przed tablicą o sowieckim ludobójstwie po prostu nie mógł w poniedziałek uklęknąć prezydent Miedwiediew. A ma odwiedzić miejsce katastrofy. Rosjanie więc ją zdjęli.

Jewsiejenkow: - Reakcja w Polsce trochę mnie dziwi. Bo kiedy Polska, a dokładnie niektórzy jej przedstawiciele, bez naszej zgody zawiesili tu tablicę, to nikogo to nie zdziwiło. A kiedy rosyjska strona podjęła decyzję, by tu była tablica w dwóch językach, to odbiło się to takim echem.

Na nowej tablicy nie ma mowy o sowieckim ludobójstwie. Nie ma nawet słowa o tym, że prezydent Kaczyński i jego goście lecieli do Katynia. Dlaczego? Bo jak mówi Jewsiejenkow "na smoleńskim lotnisku polskich oficerów nie zamordowano, zginął tu prezydent Kaczyński i 95 innych Polaków".

Z pewnością powinni to byli załatwić lepiej, lub bardziej dyplomatycznie, a nie tuż przed przyjazdem rodzin ofiar katastrofy. Jednak poza tym nic już w tej historii nie jest tak oczywiste, jak wielu by chciało i już ogłosiło.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM