Setki tysięcy ludzi na ulicach. Walka o władzę w Jemenie

Setki tysięcy ludzi wyszły dziś na ulice jemeńskich miast. Demonstranci żądali odejścia rządzącego krajem od lat prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Wybuchły starcia. Siły bezpieczeństwa użyły gazu łzawiącego. Są ranni. Od trzech miesięcy w Jemenie trwa walka o władzę. Prezydent Salah nie zamierza się jej zrzec.
Jemeńczycy - mężczyźni i kobiety - solidarnie wyszli dziś na ulice, by potępić prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Ludzi rozwścieczyła piątkowa wypowiedź przywódcy, który stwierdził, że wspólny udział kobiet i mężczyzn w demonstracjach przeciw niemu jest "sprzeczny z islamem". Już wczoraj oburzone Jemenki zorganizowały wielkie demonstracje w stolicy kraju - Sanie - i kilku innych miastach. Dzisiejsze protesty to także wynik nawoływań ruchu młodzieżowego, przewodzącego w Jemenie antyreżimowym protestom. Młodzi nazwali niedzielę "dniem honoru i godności" i wezwali do kolejnych demonstracji. Nie zawiedli się.

Dziesiątki tysięcy ludzi na ulicach

Tylko w mieście Taizz na południowym zachodzie kraju na ten apel odpowiedziało ponad 100 tysięcy ludzi. Dziesiątki tysięcy demonstrantów maszerowały w Adenie, Ibb i innych miastach. W demonstracjach uczestniczyło wiele kobiet. Na transparentach protestujący wypisali: "Chcemy pokonać reżim i wymierzyć sprawiedliwość agresorowi". Abdel-Malek al-Jusefi, jeden z działaczy ruchu młodzieżowego, powiedział, że jest całkiem prawdopodobne, iż protesty po wypowiedzi prezydenta na temat udziału kobiet w demonstracjach mogą stać się "ostatnim gwoździem do trumny Salaha".

Gaz łzawiący, rozruchy i strzelanina

Pokojowe demonstracje w Sanie skończyły się rozruchami i strzelaniną po tym, jak siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do demonstrantów. Według agencji AP ranna została jedna osoba, a 25 innych miało trudności z oddychaniem po tym, jak funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego. Przeciwko protestującym skierowano też armatki wodne. Samochody policyjne wywiozły wielu rannych - mówili agencji AP świadkowie. Według relacji reportera agencji, w szpitalu, do którego dotarł, znalazło się 30 rannych, a około 1000 osób potrzebowało pomocy z powodu trudności z oddychaniem, wywołanych oparami gazu łzawiącego.

Prezydent Salah nie chce oddać władzy

Antyprezydenckie demonstracje trwają w Jemenie od prawie trzech miesięcy. Pierwsze protesty Jemeńczycy zorganizowali pod koniec stycznia, zainspirowani wypadkami w Tunezji i Egipcie. Od stycznia w walce o władzę w Jemenie zginęło ponad 125 osób. Tymczasem w stolicy Arabii Saudyjskiej, Rijadzie, trwają rozmowy ministrów spraw zagranicznych arabskich monarchii znad Zatoki Perskiej, z delegacją jemeńskiej opozycji. Złożona z sześciu państw Rada Współpracy Zatoki Perskiej wezwała już Salaha, by ustąpił ze stanowiska. Kancelaria jemeńskiego prezydenta odpowiedziała wprawdzie pojednawczo, że "nie ma przeciwwskazań do przekazania władzy w sposób pokojowy, sprawnie, zgodnie z konstytucją", jednak przedwczoraj Salah, przemawiając do kilkudziesięciotysięcznego tłumu swoich zwolenników nieopodal pałacu prezydenckiego w Sanie, zaprezentował się jako niezłomny przywódca kraju. - Te masy, te miliony na tym placu, przyszły, by powiedzieć "tak" konstytucyjnej legitymizacji (władzy - red.) - oświadczył Salah.

DOSTĘP PREMIUM