Jak wygląda życie w czarnobylskiej strefie zamkniętej

W zamkniętej zonie wokół elektrowni w Czarnobylu mieszka obecnie nieco ponad sto osób. Pobyt tam nadal wiąże się z ryzykiem. CNN przedstawia w specjalnym reportażu życie siedemdziesięcioletniego małżeństwa, które mieszka na zamkniętym obszarze.
Po eksplozji reaktora w Czarnobylu władze sowieckie ewakuowały ponad 200 tys. osób. Wokół uszkodzonej elektrowni utworzono strefę zamkniętą o obszarze równym powierzchni Szwajcarii. Wielu mieszkańców już wtedy odmówiło ewakuacji i zdecydowało się pozostać w swoich domach mimo ryzyka skażenia radioaktywnego.



Iwan i Maria Semieniukowie, z którymi rozmawiał reporter CNN, wrócili do swojego domu rok po awarii. Oboje mają teraz około siedemdziesiąt lat. Przez ostatnie ćwierć wieku mieszkali sami w swoim niewielkim gospodarstwie, bez sąsiadów i sklepów, cały czas stykając się z ryzykiem skażenia radioaktywnego.

- Byliśmy w pierwszej grupie powracających osadników. Było w niej 110 osób. Wojsko robiło dla nas wszystko. Zdezynfekowali ten obszar, trawa była zdrowa. Zabrali wszystkie skażone rzeczy, nawet naprawili zniszczone płoty. Zostaliśmy powitani muzyką - opowiadał Iwan Semieniuk.

Gdy wybuchł czarnobylski reaktor nr 4 Iwan był w grupie tzw. likwidatorów - osób, które usuwały skutki zniszczeń. Wielu z nich zmarło, mężczyzna pracował jednak w zamkniętej strefie przez kolejne 15 lat i nie ma żadnych problemów zdrowotnych. W reportażu widać, jak energicznie rąbie drewno i karmi kury.

- Wiem, że są konsekwencje zdrowotne, ale nie dla wszystkich. Niektórzy ludzie po prostu się zdenerwowali i dlatego zachorowali. Nawet nie zetknęli się ze skażeniem - mówi Iwan.

Małżeństwo Semieniuków śledzi też kryzys nuklearny w japońskiej elektrowni atomowej Fukushima. Iwan, mimo, że sam nie ucierpiał, uważa, że mieszkańcy prefektury Fukushima nie powinni zostawać w pobliżu zakładu.

Obecnie w zamkniętej zonie wokół Czarnobyla mieszka 118 osób. Niedawno ich status został oficjalnie uznany przez władze, ale nie oznacza to, że ich pobyt nie wiąże się z żadnym ryzykiem. Całkowite odkażenie tych terenów może potrwać jeszcze kilkaset lat.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM