Potomek polskich emigrantów na prezydenta USA?

Tim Powlenty, republikanin polskiego pochodzenia, który miesiąc temu ogłosił swój start w nadchodzących wyborach prezydenckich w USA, ma coraz większe szanse na wygraną. O tym, że staje się coraz groźniejszym rywalem Baracka Obamy, zapewniają zarówno analitycy polityczni jak i sondaże przedwyborcze.
Tim Powlenty był pierwszym republikaninem, który publicznie zadeklarował chęć wystartowania w nadchodzących wyborach prezydenckich. Polityk założył już komitet doradczy, który ma mu pomóc podjąć decyzję, czy starać się o nominację republikanów. Choć na początku na jego kandydaturę patrzono ze sceptycyzmem, jego popularność zdaje się rosnąć z każdym dniem. Sondaż przeprowadzony przez poważny amerykański dziennik The Washington Post i jedną z najważniejszych stacji telewizyjnych ABC News, pokazuje, że gdyby obecny prezydent Barack Obama startował w wyborach przeciwko Palwenty'emu, zagłosowałoby na niego 53 proc. wyborców, podczas gdy na republikanina - 38 proc. Eksperci oceniają, że to nieduża różnica w przypadku, kiedy pretendent do fotela prezydenckiego jest w Stanach tak słabo rozpoznawalny.

Niedzielne obiady u babci Róży

Tim Powlenty urodził się 50 lat temu w Minnesocie - stanie, w którym dwukrotnie pełnił funkcję gubernatora. Polityk z żoną Mary ma dwie córki. Podczas gdy jego ojciec z pochodzenia był Polakiem, jego matka miała korzenie niemieckie. - Jestem dumny z mojego polskiego dziedzictwa - mówił Pawlenty "Faktom" TVN. Z tym dziedzictwem najbardziej kojarzy mu się babcia Róża. - Ona była kwintesencją polskiej babci. Chodziliśmy do niej co niedzielę po mszy. Zawsze przygotowywała wspaniałe jedzenie. To były prawdziwe, rodzinne chwile - wspominał Pawlenty, dodając, że bardzo podziwia dziś Polaków i ich przedsiębiorczość. - W porównaniu z resztą Europy Polska to jasny punkt przedsiębiorczości i gospodarki rynkowej. To bardzo dynamiczny kraj - podkreślił.

A Pawlenty jest znany ze swojego umiłowania gospodarki rynkowej i wolnego rynku w ogóle. Jednym z jego największych sukcesów jako gubernatora Minnesoty było zlikwidowanie deficytu stanu, który wynosił 4.3 miliarda dolarów. I udało mu się tego dokonać bez podnoszenia podatków. Za jego kolejne osiągnięcie uznaje się fakt, że udała mu się reelekcja w stanie, który uważany jest za jeden z najbardziej liberalnych w Ameryce i zazwyczaj popierający demokratów - w wyborach prezydenckich w 2008 roku w Minnesocie wygrał Obama.

- W stanie Minnesota nie odnosi się sukcesów w polityce, jeśli ma się jakieś trupy w szafie. Z tego co wiem, w jego przeszłości nie ma niczego kompromitującego. To czysty facet - mówił o byłym gubernatorze Mark Pfeifle, były zastępca doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego.

Rycerz Herbacianej Partii

Na krajowej scenie politycznej Pawlenty zaistniał dopiero w 2008 roku, kiedy startujący przeciwko Obamie John McCain wskazywał go jako niemal pewnego kandydata na wiceprezydenta. Pawlenty w dużym stopniu odpowiadał zresztą za kampanię prezydencką republikańskiego kandydata. Koniec końców nominację otrzymała jednak Sarah Palin.

W nadchodzących wyborach polityk widzi swoją szansę w pozyskaniu przychylności ultrakonserwatywnego ruchu Tea Party, w którego imieniu najczęściej wypowiada się Sarah Palin. Dlatego były gubernator Minnesoty jeździ na wszystkie spotkania Herbacianej Partii i deklaruje się jako gorliwy członek Kościoła Ewangelickiego oraz zdecydowany przeciwnik aborcji i inżynierii genetycznej. Już zapowiedział, że jako prezydent wycofałby zaprowadzoną przez Obamę zasadę w armii amerykańskiej "Don't ask, don't tell" (nie pytaj, nie mów), która zakazuje dyskryminacji homoseksualistów w wojsku. To właśnie dzięki swojej krucjacie w obronie konserwatywnych wartości Pawlenty, który wśród zwolenników znany jest jako "T-Paw", przez niektórych zaczyna być nazywany "Tea-Paw".

Na początku stycznia tego roku Pawlenty wydał swoją pierwszą książkę, autobiografię "Courage to Stand. An American Story" na wzór Obamy, który również na początku poprzedniej kampanii prezydenckiej wydał "The Audacity of Hope". W książce republikanina próżno jednak szukać słów pochwały dla obecnego prezydenta. Wręcz przeciwnie. Pawlenty w ostrych słowach rozprawia się z jego polityką gospodarczą, zwłaszcza sposobem, w jaki ra radzi sobie z rosnącym zadłużeniem publicznym USA. "To przecież jasne, że nie można mieć idących ostro w górę wydatków, kiedy przychody pozostają w zasadzie bez zmian. Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z księgowością czy choćby podliczał tylko rachunki przy kuchennym stole, powinien widzieć ten problem". "Courage to Stand" poza krytykowaniem rządów Obamy ma za zadanie także przedstawiać Pawlenty'ego jako zwyczajnego faceta, który jest nie tylko twardym politykiem, ale i fanem wrestlingu, potomkiem emigrantów, który jako dziecko nie miał łatwo, bo wychowywał się w ubogiej robotniczej rodzinie, a do tego jego matka zmarła, kiedy miał 15 lat. Jego autobiografia ma go przedstawiać jako kogoś, kto nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania, popełniał w życiu błędy, ale potrafi się na nich uczyć i ma już na koncie sporo sukcesów.

Magia "szczerości i świeżości"

O ile w Partii Demokratycznej nie ma wątpliwości, że jej kandydatem w nadchodzących wyborach będzie Barack Obama, to republikanie nie są pewni, kogo chcą wystawić. Jako faworytów, poza byłym gubernatorem Minnesoty, wymienia się przede wszystkim znaną z poprzednich wyborów Sarah Palin, kontrowersyjnego milionera, Donalda Trumpa, oraz Michele Bachmann, byłego gubernatora Arkansas Mike'a Huckabee i byłego gubernatora Massachusetts - Mitta Romney'a.

Pawlenty najbardziej obawia się starcia z tym ostatnim. - W wyborach wystartują pewnie z jednej strony politycy tacy jak Mitt Romney, czyli poważni, rozpoznawalni i z mnóstwem gotówki, a z drugiej np. Sarah Palin, Michele Bachmnan, Donald Trump i może Hulk Hogan - żartował niedawno w popularnym amerykańskim talk-show Piersa Morgana.

Eksperci szacują, że o ile większość z konkurentów Pawlenty'ego jest bardziej od niego rozpoznawalna, to ma on szansę zdobyć nad nimi przewagę w inny sposób. Palin dla wielu republikanów jest zbyt kontrowersyjna, Trump może nie zdobyć zaufania Amerykanów, tym bardziej że i sami członkowie partii określają jego ewentualną kandydaturę mianem "żartu". Najbardziej popularni są obecnie Huckabee i Romney. Podczas gdy za tym pierwszym nadal ciągną się pewne podejrzenia w związku z nieuzasadnionym ułaskawieniem przez niego kilku skazanych przestępców, ten drugi z kolei jest mormonem i wielu polityków obawia się, że nie przysporzy mu to popularności na bardzo konserwatywnym południu USA. Tymczasem umiarkowany i niekontrowersyjny Pawlenty ma szansę przyćmić ich wszystkich, jak pisała agencja Reuters, "aurą szczerości i świeżości". Przed nim niewątpliwie długa droga i nieraz brutalna walka zarówno o poparcie polityczne i społeczne jak i fundusze na kampanię. Przykład może brać paradoksalnie z Baracka Obamy, który cztery lata temu udowodnił, że ta "aura szczerości i świeżości" potrafi zdziałać cuda.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM