"Fukushima jak pole bitwy" - lekarze ostrzegają: pracownicy są u granic wytrzymałości

Niedosypiają, mało jedzą, mają już oznaki odwodnienia i wysokie ciśnienie - pracownicy z Fukushimy własnym zdrowiem płacą za walkę z nuklearną awarią. Lekarze biją na alarm i ostrzegają, że grozi im m.in. depresja i choroby serca.
Problemy zdrowotne, na jakie są narażeni pracownicy Fukushimy, są póki co związane głównie z fatalnymi warunkami pracy, a nie z podwyższonym poziomem promieniowania. Nie oznacza to jednak, że są mniej poważne.

Mało jedzą, śpią na podłodze...

Grupa kilkuset pracowników, strażaków, żołnierzy i policjantów od czasu trzęsienia ziemi i tsunami 11 marca walczy z kryzysem w elektrowni atomowej Fukushima Daiichi. Epidemiolog Takeshi Tanigawa rozmawiał z 80 z nich. Lekarz mówi, że pracownicy bardzo mało odpoczywają, nie mogą się wykąpać i stale są narażeni na wysokie promieniowanie. Podczas krótkich przerw w pracy śpią na podłodze sali gimnastycznej "okryci tylko kocem, bez żadnej prywatności". Nie mają dostępu do świeżego jedzenia - wszystkie trzy posiłki to odgrzewane w mikrofali półprodukty.

Według Tanigawy te warunki nie spełniają podstawowych wymogów gwarantowanych przez japońską konstytucję. - Ponieważ śpią tak blisko siebie problemem jest chrapanie. Może to brzmieć śmiesznie, ale w tym przypadku to odmawianie ludziom snu może prowadzić do złego wypełniania obowiązków w pracy - twierdzi lekarz.

"TEPCO i rząd w ogóle o nich nie dbają"

Pracownicy to głównie mężczyźni w średnim wieku. Wielu już teraz cierpi na bezsenność i ma oznaki odwodnienia i wysokiego ciśnienia. - Zapewnienie im prysznica, wanny, czy porządnego miejsca do spania nie tylko polepszy ich komfort, ale też zapewni większą jakość pracy - przekonuje Tanigawa - TEPCO (operator elektrowni - red.) i rząd o nich nie myślą. Oczekują, że pracownicy będą dobrze pracować, ale w ogóle ich nie wspierają - dodaje.

Wielu pracowników czuje, że muszą zostać w Fukushimie. - Mają bardzo głębokie poczucie odpowiedzialności. Pytałem się ich czy chcieliby przestać, ale odpowiadali mi: "Kto to zrobi, jeśli nie ja?" - opowiadał Tanigawa.

Zagrożenie zdrowotne może się jeszcze zwiększyć, ponieważ nadchodzą gorące letnie miesiące.

"Zakład jak pole bitwy"

To nie jedyny głos tego typu. Anonimowy mężczyzna, który pracował w jednostce nr 2 powiedział w rozmowie ze stacją TV Asahi, że "zakład jest jak pole bitwy". - Dozymetr cały czas piszczał. Byliśmy zszokowani wysokim poziomem promieniowania. Baliśmy się, trudno nam się było skoncentrować - opowiadał.

TEPCO w oficjalnym oświadczeniu, że wezmą pod uwagę opinię dra Tanigawy i postarają się polepszyć warunki pracy w elektrowni.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny