Zawód - fotoreporter wojenny

Wielu fotoreporterów wojennych ginie robiąc ostatnie zdjęcie w swoim życiu. Inni wracają z wojny z urwanymi rękami, nogami lub z traumą, która nie pozwala na kontynuowanie zawodu. Jednak dla zdecydowanej większości wyprawa na kolejną zawieruchę, gdzieś na końcu świata to jak łyk wody po długiej wędrówce po pustyni. Robienie zdjęć w ekstremalnie trudnych warunkach działa na nich jak narkotyk, od którego nie sposób się odzwyczaić
Śmierć Brytyjczyka Tima Hetheringtona i Amerykanina Chris Hondrosa, którzy w Libii pragnęli z bliska uchwycić tragedię wojny domowej, to tylko ostanie ofiary położone na reporterskim ołtarzu. Obaj za odwagę i profesjonalizm, z jakim wykonywali swój zwód zapłacili najwyższą cenę. Żaden z pewnością nie chciał zginąć, bo - wedle banalnej fotoreporterskiej zasady - martwy fotoreporter nie zrobi już żadnego zdjęcia. Dla zrobienia dobrego zdjęcia fotoreporter jest w stanie ryzykować wiele. Uznaniem są publikacje zdjęć w mediach, czasem nagrody. Hetherington zdobył w 2007 roku World Press Photo za zdjęcie zmęczonego amerykańskiego żołnierza ukrywającego twarz w dłoni, tuż po walce w dolinie Korengal w Afganistanie.

Wielu zadaje sobie jednak pytanie, czy w celu dostarczenia do agencji dobrego materiału warto narażać życie.

Na zdjęciach Hetheringtona i Hondrosa, ale i szeregu innych fotoreporterów wyraźnie widać, że nie kryli się w piwnicach, ale podczas strzelaniny byli tuż za plecami żołnierzy jednej z walczących stron. Oglądający nie ma wątpliwości, że słyszeli świst przelatujących tuż obok kul i widzieli wybuchające pociski. Każdy z nich bierze w końcu udział w wydarzeniach, których większość ludzi wolałaby nie oglądać.

Lista fotoreporterów, ale też operatorów kamer, którzy zginęli w czasie pracy lub zostali ranni jest długa. Niektóre organizacje dziennikarskie podają, że np. w Iraku zginęła prawie setka dziennikarzy, tylu ilu podczas II wojny światowej. Bez fotoreporterów nasza wiedza o wojnach toczonych gdzieś daleko byłaby jednak niepełna. To oczami reporterów mamy możność oglądania rzeczy, których nigdy nie dane było by nam zobaczyć. Są tacy, którzy wcale tego nie chcą, ale to już inna historia.

Tego byśmy nigdy nie zobaczyli

Zdjęcia, nie tylko z linii frontu zmieniły nastawienie światowej, a zwłaszcza amerykańskiej opinii publicznej do wojny w Wietnamie.

Gdy 8 czerwca 1972 r. samolot południowego Wietnamu zrzucił pomyłkowo napalm na wioskę Trang Bang, fotoreporter Nic Ut zrobił wówczas słynne zdjęcie dziewięcioletniej Kim Phuc, która zrzuciła z siebie palącą się odzież i uciekła z wioski wraz z rodziną. Nie ma chyba na świecie człowieka, który by tej fotografii nie widział.

Pierwsze zdjęcia wojenne pochodzą z wojny krymskiej. Najlepsze zrobił Roger Fenton na zlecenie rządu brytyjskiego. Ówczesna technika nie pozwalała na zbyt wiele. Na fotografiach znalazło się przede wszystkim codzienne życie obozowe, a Fenton ciemnię miał urządzoną... w wozie. Fotoreporterską spuściznę pozostawili Mathew Brady, Aleksander i James Gardnerowie oraz Timothy O'Sullivan. Wszyscy fotografowali wydarzenia wojny secesyjnej w USA.

Podejść jak najbliżej

- Jeśli twoje zdjęcia nie są dostatecznie dobre, oznacza to, że nie byłeś dostatecznie blisko - głosiło motto późniejszego założyciela agencji Magnum Roberta Capy, jednego z najbardziej znanych fotoreporterów wojennych, który zginął w Wietnamie. Capa dokumentował wydarzenia hiszpańskiej wojny domowej, ale sławę zdobył zdjęciami z czasów II wojny światowej. Jako fotoreporter pracujący wtedy na zlecenie magazynu "Life" wylądował wraz z pierwszymi oddziałami na plaży Omaha w Normandii. Pierwszy pokazał światu pierwsze minuty alianckiej inwazji w Europie. Fotografie są niewyraźnie. Nie było przecież czasu, by mozolnie ustawiać aparat. Jego najsłynniejsze, nieostre zdjęcie stało się legendą. Capa robiąc je ryzykował życiem. Jest na nim pusty pokój. Nie ma śladów zniszczeń. Tylko na parkiecie widać czarną plamę. To krew. Na progu balkonu leży skulone ciało żołnierza.

Od 1955 roku przyznaje się nagrodę Robert Capa Gold Medal.

Fotoreporterem uznawanym przez wielu za najlepszego w dziedzinie fotografii wojennej jest James Nachtwey. Zaczynał w latach 70., pod koniec wojny wietnamskiej. Jego charakterystyczne zdjęcia są wyjątkowym zapisem ludzkiej tragedii. Był świadkiem krwawych rzezi pomiędzy plemionami Tutsi i Hutu w Rwandzie. Świat obiegły stamtąd wstrząsające obrazy masakr oraz klęski wywołanej epidemią cholery, jaka wybuchła w rozdzieranym wojną regionie. Nachtwey relacjonował też konflikty w Czeczenii i Kosowie.

Fotoreporter przed plutonem egzekucyjnym

Innym wyjątkowo odważnym fotoreporterem jest Francuz Patrick Chauvel, laureat nagrody World Press Photo. Debiutował w 1967 r. fotografiami z wojny sześciodniowej w Izraelu. Później były kolejne kraje: Wietnam, Kambodża, Irlandia, Liban, Angola, Mozambik, Erytrea i Jugosławia. W 1994 r. pracował w Czeczenii. Chauvel kilka razy był ciężko ranny, stanął nawet przed plutonem egzekucyjnym, ale w ostatniej chwili oprawcy zmienili zdanie. U wybrzeży Haiti porwano go. Był świadkiem ludzkiej nędzy i ludzkiej wielkości, a także przejawów niewiarygodnego okrucieństwa. Jego zdjęcia ukazujące niebywałe okrucieństwo zamieszczane były w największych tytułach prasowych świata.

Polski fotoreporter Krzysztof Miller fotografował prawie wszystkie wojny ostatnich lat. Był na linii frontu w Czeczenii, Afganistanie, Iraku, na Bałkanach i w Kongo. W Johannesburgu, RPA i Gruzji. Każdy wyprawa pozostawia w nim ślad.

Czy warto poprawiać prawdę?

Słynne zdjęcie z czasów II wojny przedstawia scenę zatknięcie amerykańskiego sztandaru na szczycie Suribachi na Iwo-Jimie. Słowo "scena" jest tu bardzo na miejscu. Pierwotnie żołnierze zatknęli mniejszą flagę. Wydarzenie wypadło mało heroicznie, więc je powtórzono. To zdjęcie Joego Rosenthala z dnia na dzień stało się symbolem zmagań Ameryki na Pacyfiku.

Podobnego co Rosenthal uatrakcyjnienia historii dopuścił się sowiecki fotograf Jewgienij Chałdej. Gdy wojska radzieckie zdobyły Reichstag, Chałdej znalazł śmiałka do zatknięcia czerwonego sztandaru tuż przy słynnej kwadrydze. Fotografia wymagała jednak dodatkowego retuszu, bo na nadgarstkach żołnierza widać było kilka, z pewnością skradzionych zegarków.

Zbyt wysoka cena za zdjęcie

Oglądanie śmierci, okrucieństwa, ludzi umierających z głodu lub pragnienia jest ogromnym obciążeniem psychicznym. A zasadą powinno być, by nie ingerować. By utrwalony obraz był jak najbliższy prawdzie.

Kevin Carter poleciał do Sudanu, aby fotografować ofiary klęski głodu. Jego najbardziej znanym zdjęciem jest to przedstawiające umierającą z głodu dziewczynkę. Gdy Carter zaczął robić zdjęcia, nagle tuż przy konającej pojawił się sęp. Za tę fotografię w maju 1994 r. otrzymał Nagrodę Pulitzera. Dwa miesiące popełnił samobójstwo. Nie wytrzymał szoku i przygniatającej go myśli, że robiąc to zdjęcie był jak drugi sęp czekający, aż dziewczynka w końcu skona. W pożegnalnym liście napisał: "Jestem nawiedzany przez żywe wspomnienia zabójstw, trupów, gniewu, bólu. Głodujących lub rannych dzieci, szaleńców, często policjantów, uwielbiających pociągać za spust, zabójców-katów".

Największe straty na wojnach poniosła dotąd Agencja Reutera. W maju 2003 r. Kurt Schork, amerykański fotoreporter z Reutera został zabity w zasadzce rebeliantów w Sierra Leone. W tym samym roku reporterzy Taras Protsyuk i Mazen Dana zginęli przypadkowo z rąk amerykańskich żołnierzy w Iraku. W 2004 w Czeczenii zginął operator kamery - Adlan Khasanov, a w Iraku Dhia Najim. W 2008 r. w Strefie Gazy został zabity 23-letni operator kamery Fadel Shana. Został trafiony pociskiem odłamkowym wystrzelonym z izraelskiego czołgu, gdy nagrywał reportaż ze swojego oznakowanego samochodu.

Wojciech Jagielski, reporter "Gazety Wyborczej" powiedział kiedyś: - Miałem w Afryce czterech kolegów reporterów wojennych. Jeden zginął w trakcie pracy, być może zbytnio uwierzył w swoją nieomylność. Drugi popełnił samobójstwo, trzeci napisał książkę, a czwarty w końcu stracił nogi na wojnie w Afganistanie. Każdy z nich inaczej radził sobie z doświadczanym cierpieniem. Niektórzy dziennikarze jadą na wojnę tylko raz: jak pewien Brytyjczyk, który po wojnie w Sarajewie rzucił zawód i postanowił adoptować grupę wojennych sierot. Inni, porażeni przemocą, zmienili się w ratowników, zakładali fundacje, działali na rzecz ofiar.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny