Rewolucjonista Wałęsa jest w Tunezji. "To kraj na nasze możliwości"

Nie stać nas, by pomóc w budowie autostrad, ale mamy Lecha Wałęsę. Pierwszy przewodniczący Solidarności stanął na czele drugiej już polskiej misji do porewolucyjnej Tunezji - ma wspomóc ich radą i doświadczeniem. Wizyta zaczyna się dziś. W styczniu Tunezyjczycy obalili dyktaturę Ben Alego, co zapoczątkowało tzw. "Arabską Wiosnę" - teraz krok po kroku reformują i demokratyzują kraj. Tunezja jest naszym priorytetem, bo to kraj na nasze możliwości.
- Starsze pokolenie Wałęsę zna, ceni i szanuje - opowiada TOK FM tunezyjski dziennikarz Mejri Mokdad - Ale młodsi wiedzą o nim niewiele. Bo gdy była u nas dyktatura - to dla takiego symbolu wolności i rewolucji nie było miejsca - tłumaczy.

Rewolucjonista pomaga rewolucji

- Ja jadę jako rewolucjonista. Będę starał się zbadać, czy to jest podobna walka, bo tam też związkowcy walczą - zapowiadał Wałęsa, który zastrzegał, że właśnie dopiero na miejscu zorientuje się, czy i jak może pomóc. Bo jednak co kraj to obyczaj, i nie wszystkie doświadczenia, czy rozwiązania da się przeszczepić. M.in. z tego powodu sceptyczny jest poseł PO, Stefan Niesiołowski, który w walce rewolucyjnej, też ma przecież ogromne doświadczenie. - Na pewno nie zaszkodzi. Natomiast nie wydaje mi się, żeby akurat tam w tych specyficznych warunkach i niepowtarzalnej sytuacji mógłby pomóc - tłumaczy.

Kapitał doświadczenia

- Nie zdajemy sobie sprawy nawet, jak wiele możemy zaoferować - ripostuje Paweł Świeboda, szef ośrodka analitycznego DemosEuropa. Podkreśla, że wobec braków finansowych nasze doświadczenie to wielki kapitał. Chociaż oczywiście nie wszystko się udało. - To wymaga od polskiej strony audytu naszych możliwości, co tak naprawdę było najistotniejsze w naszym doświadczeniu, zapewne za rzadko zadajemy sobie to pytanie - mówi.

Wśród różnić między polskimi a tunezyjskimi doświadczeniami, Wałęsa wymienia to, że Tunezja zmaga się z ogromnymi nierównościami społecznymi. - Dlatego ja proponuję coś podobnego do komunizmu, ale nie taki, jak my mieliśmy - tamten poszedł za daleko - udusił właścicieli i zabrał majątki - mówił noblista.

Polacy nie pływali po Nilu za pieniądze Mubaraka

Polska od tematu arabskiej rewolty nie ucieknie, bo będzie to jeden z głównych tematów polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Ale jak podkreśla Świeboda nie powinniśmy się ani obrażać, że rzeczywistość pokrzyżowała nam plany. Ani obawiać. - Mamy ku temu doskonały mandat. Mamy za sobą doświadczenie udanej transformacji. Nie byliśmy niczyim kolonizatorem. Nasi przywódcy nie pływali po Nilu za pieniądze Hosniego Mubaraka - podkreśla.

- Podjęliśmy decyzję, że głównym obszarem działań Polski będzie Tunezja, w mniejszym stopniu Egipt, o Libii dziś trudno w ogóle mówić - zapowiadał wiceminister Krzysztof Stanowski.

Tunezja jest naszym priorytetem, bo to mały kraj na nasze możliwości. Nie może jednak skończyć się na misjach, symbolach i deklaracjach. - Misja Wałęsy może mieć znaczenie większe niż symboliczne, jeżeli będzie się wiązała z przemyślaną i wyrafinowaną ofertą wsparcia, całym złożonym programem działań - dodaje Świeboda.

Na razie wiadomo, ze oprócz misji MSZ planuje wizyty studyjne, warsztaty, czy szkolenia z reagowania w sytuacjach kryzysowych.

Na początek seria spotkań

Dziś Wałęsa spotka się z tymczasowym prezydentem Tunezji Fuadem Mebazą, a także z członkami Wysokiej Instancji ds. Reform Politycznych (tymczasowym parlamentem tego kraju). Delegacja weźmie też udział w Forum Realites, które organizuje jedna z głównych gazet tunezyjskich. Był prezydent wygłosi podczas tego spotkania wykład.

W piątek Wałęsa weźmie udział w spotkaniu organizowanym przez Arabską Ligę Praw Człowieka; później po południu zje obiad z działaczami opozycji, przedstawicielami organizacji praw człowieka i partii politycznych. Były prezydent ma też planowane spotkanie w ministerstwie sprawiedliwości, a także wykład dla studentów.

W polskiej delegacji są jeszcze wiceminister spraw zagranicznych, Krzysztof Stanowski, były szef Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień, były działacz podziemnej Solidarności Zbigniew Janas, europoseł Paweł Kowal i szef Fundacji Batorego Aleksander Smolar.

DOSTĘP PREMIUM