"God, save the Queen". Królowie są dziś bliżej ludu

- Dziś król trochę się do nas zbliżył. Ma problemy w małżeństwie, potrafi być nieszczęśliwy, cierpi na to samo, co my. Brytyjczycy kochają swoja monarchię - mówiła w Komentarzach Radia TOK FM dr Małgorzata Kaczorowska z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.
Zgodnie z ustawą o sukcesji z 1701 roku dominuje zasada dziedziczenia potomków męskich, chociaż sama królowa Elżbieta odziedziczyła tron po swoim ojcu Jerzym VI. William jest drugi w kolejności do sukcesji. Królem po Elżbiecie II zostałby szybciej, gdyby tronu zrzekł się jego ojciec książę Karol, który jest rozwiedziony z drugą żoną Camillą Bowles.

- Kate Middleton jest świadoma, że może jej przypaść rola królowej. Nie wiem tylko, czy jest świadoma, jakie ograniczenia ją w związku z tym czekają i czy się w tej roli odnajdzie. Z pewnością będzie też porównywana z księżną Dianą, musi się na to przygotować - przewidywała Małgorzata Kaczorowska.

Król też człowiek

Licząca sobie tysiąc lat instytucja monarchii brytyjskiej nie ma dziś tak wielkiego znaczenia politycznego jak dawniej. Obrosła ceremoniałem i pozbawiona większego wpływu na decyzje polityczne, stanowi jednak nieodłączny element brytyjskiej tożsamości. Jest też symbolem wspólnoty Korony Brytyjskiej. Według Małgorzaty Kaczorowskiej koronacja ma wymiar społeczny i mistyczny zarazem. Liturgia wywyższa głowę koronowaną i oddala ją od zwykłych ludzi. Anna Laszuk zastanawiała się nad sensownością takiej ceremonii w państwie demokratycznym, w którym coraz więcej obywateli nie jest rdzennymi Brytyjczykami.

- Dziś król trochę się do nas zbliżył - broniła instytucji Monika Kaczorowska. - Ma problemy w małżeństwie, nie kocha tego, z kim jest związany, jest nieszczęśliwy. Śledząc perypetie ks. Diany i jej związek z Karolem, zobaczyliśmy, że tak na dobrą sprawę to też są ludzie jak my. Normalni i fizyczni, płaczący, cierpiący na to samo, tak samo codziennie przeżywają dzień, niosąc swój bagaż doświadczeń czasem cięższy czasem lżejszy - mówiła politolożka na antenie TOK FM.

Brytyjczycy kochają królową

Od kilkudziesięciu lat cyklicznie wraca dyskusja w brytyjskim społeczeństwie na temat sensowności utrzymywania instytucji królewskiej, która jest dość kosztowna. W końcu lat 60. dla monarchii deklarowało około 80 proc Anglików. W 1980 r. to poparcie wzrosło aż do 90 proc. Ale w roku 2002 na pytanie "czy chciałbyś utrzymania monarchii czy wprowadzenia republiki?", już tylko 74 proc. opowiedziało się za monarchią, a 19 proc. za republiką. Ostatnie badania, przeprowadzone na terenie całej Wspólnoty, zostały opublikowane przez BBC w 2009 r. Według nich 59 proc. respondentów bezapelacyjnie popiera istnienie monarchii, a kilkanaście proc. uważa, że to instytucja niepotrzebna.

Małgorzata Kaczorowska oceniła, że bycie poddanym królowej jest składnikiem tożsamości brytyjskiej, to sentyment za dawnym imperium. To poczucie łatwo się też zaszczepia wśród przybyszów na Wyspy, którzy obywatelami Wlk. Brytanii są od niedawna. Spośród krajów Zjednoczonego Królestwa sceptycznie na instytucję monarchii patrzą tylko Szkocja i Irlandia Północna. - Osiemnastu przedstawicielom Irlandii Płn. do Izby Gmin ciężko przechodzi przez gardło przysięga "na wierność królowej i monarchii". Szkoci też patrzą na śluby i koronacje królewskie dość obojętnie. Wolą nawiązywać do tradycji własnej monarchii - mówiła politolożka.

DOSTĘP PREMIUM