Koniec wojny z terroryzmem? Oleksy: "To jakieś nieporozumienie"

Prezydent Barack Obama potwierdził śmierć Osamy ben Ladena, zabitego w wyniku akcji amerykańskich sił specjalnych w Pakistanie. To jednak nie powinno oznaczać końca wojny z terroryzmem - uważa Józef Oleksy, były premier. W Poranku Radia TOK FM stwierdził, że przed podjęciem dalszych działań w związku z Al-Kaidą trzeba przeanalizować, jaki wpływ na organizację miał ben Laden.
Osama ben Laden nie żyje - tę informację potwierdził prezydent USA Barack Obama. Terrorysta odpowiedzialny za jedne z najkrwawszych zamachów ostatnich lat - z września 2001 roku - zginął w akcji sił amerykańskich 100 kilometrów pod Islamabadem.

Część komentatorów już zdążyło wezwać międzynarodowe siły do ogłoszenia końca "wojny z terroryzmem" pod pretekstem której zadecydowano o rozpoczęciu wojny w Afganistanie i Iraku.

- Ogłoszenie końca wojny z terroryzmem? To jakieś nieporozumienie - skomentował w TOK FM były premier Józef Oleksy. - Terroryzm to nie był tylko Osama ben Laden, chociaż on najmocniej się wpisał w krwawość wymiaru tego terroryzmu - dodał. Zdaniem polityka walka musi trwać dalej. - Źródła rodzących się postaw do walki wprost i zabijania są rozliczne. To nie jest tylko sprawa Islamu i walki cywilizacyjnej z Zachodem. To jest sprawa o społecznym podłożu i to trzeba załatwiać i walką wprost i przebudową systemu globalnego tak, aby te części świata, które najczęściej są źródłem odruchów terrorystycznych, gdzie rodzi się ta myśl terrorystyczna, bardziej uczestniczyły w życiu światowym - podkreślił.



Dodał, że bardzo ważne w dalszych działaniach jest zbadanie, jaki rzeczywiście wpływ na działanie Al-Kaidy miał ben Laden. Zdaniem Oleksego - nie jest to takie oczywiste. - Nie wiemy nawet jak dalece w ostatnich latach ben Laden był sprawczym przywódcą planującym i rozkazującym. Trzeba to będzie analizować - jakie skutki w samej Al-Kaidzie będzie miało rozbicie tej grupy ben Ladena - podkreślił.

"Ten dzień przyniesie też pewne komplikacje"

- To będzie ważny dzień i społecznie dla Amerykanów i politycznie dla prezydenta USA - mówił z kolei Paweł Kowal, eurodeputowany Polska Jest Najważniejsza. - To paradoks, że prezydent, który wykazywał w ostatnim czasie najmniej determinacji, przynajmniej w sferze werbalnej, oraz najmniej żyłki politycznej i militarnej do walki z terroryzmem zapisuje na swoim koncie ten sukces - dodał.

Według Kowala trudno jeszcze ocenić znaczenie śmierci Osamy ben Ladena. - Naiwni byśmy byli, gdybyśmy powiedzieli, że wraz z jego śmiercią nie mamy już problemu terroryzmu. To nie jest też wygranie wojny, bo wojny z terroryzmem nie da się wygrać. Ale jest to realizacja pewnego celu. A to w polityce jest bardzo ważne - podkreślił polityk.



- Po kompletnej wtopie z WikiLeaks, kiedy świat czytał taką otwartą książkę słabości amerykańskiej dyplomacji, dzisiejszy dzień jest na pewno jej sukcesem. Chociaż on też przyniesie pewne komplikacje. Np. dzisiaj ważną sprawą jest zapewnienie bezpieczeństwa na amerykańskich lotniskach w różnych newralgicznych miejscach. Ben Laden był człowiekiem-punktem zwrotnym dla wielu dyskusji. Jeśli pewne środowiska powiązane z terroryzmem będą chciały zaznaczyć swój żal z powodu straty formalnego przywódcy, to na pewno dzisiaj należy na nie zwrócić uwagę - podsumował.

Szaleństwo w Stanach Zjednoczonych Amerykanie świętują śmierć Osamy ben Ladena

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM