Bat na kiboli

Bezwzględna egzekucja bardzo surowych kar - to najlepsza metoda walki z bandytyzmem na stadionach. W Anglii, Niemczech i Hiszpanii za najmniejsze złamanie przepisów nie boją się stosować monitoringu stadionowych bandytów, dożywotniego zakazu wstępu na stadiony oraz wysokich kar pieniężnych.


Angielska metoda na kibola

Metodyczne tępienie stadionowego bandytyzmu zaczęło się pod koniec lat 80. Punktem zwrotnym była seria zadym, do których doszło w Sheffield, Bradford i na brukselskim stadionie Heysel. Stopniowo wprowadzano przepisy, które dziś przynoszą owoce. Na angielskie stadiony wejdzie tylko kibic posiadający kartę identyfikacyjną, na której znajdują się wszystkie dane pozwalające go w razie potrzeby bardzo szybko namierzyć.

Gdy Anglika na stadionie poniosą emocje, np. rzuci butelkę lub zacznie bijatykę, natychmiast zostanie wpisany na czarną listę i ma zakaz wchodzenia na stadiony. Często dożywotni. Kibic który w czasie meczu wbiegnie na boisko zostanie natychmiast wyprowadzony przez ochronę lub policję i dostarczony do najbliższego komisariatu policji. Tam następuje odebranie karty kibica. Najczęściej orzekaną karą jest wówczas wysoka grzywna, sięgająca nawet kilku tysięcy funtów (do tego dochodzą koszty procesowe), co dla średnio zarabiającego Anglika oznacza nieraz kilka tygodniowych pensji, a to może zaboleć.

Za niedopilnowanie porządku na stadionach kluby na Wyspach płacą grzywnę bardzo często sięgające kilkudziesięciu tysięcy funtów, co nawet dla dość bogatych klubów angielskich może być dotkliwe.

Anglik - postrach Europy

A jeszcze 20-30 lat temu angielscy fani futbolu byli postrachem nie tylko stadionów na Wyspach, ale też w niemal całej Europie. Podczas wywoływanych przez nich burd nie tylko lała się krew, ale były też ofiary śmiertelne. Anglik na meczu oznaczał pijanego i uzbrojonego przynajmniej w kufel po piwie 20, 30-latka z lekką nadwagą, ubranego w coś z czerwonym krzyżem na białym polu (narodowa flaga Anglii) lub angielskimi trzema lwami. Najgoręcej było wtedy, gdy Anglicy grali mecz z Holendrami - równie, a może jeszcze bardziej krewkimi kibicami swoich drużyn. Było niemal pewne, że bez ofiar przed, w trakcie, a już na pewno po meczu się nie obędzie.

Dziś w Anglii atmosfera na meczach, w porównaniu z tym co było, przypomina nieomal piknik. To co dzieje się nieraz po meczach, to już inna sprawa. Kontrowersyjnym sposobem na walkę z kibolami, którzy najczęściej pochodzą z raczej biedniejszych klas społecznych są stale rosnące ceny biletów. Władze Premier League chciałyby, aby oglądanie meczów na stadionie było wydarzeniem dla lepiej sytuowanych, a więc z zasady mniej skorych do rozrób warstw społeczeństwa.

Na stadionach precyzyjnie ustalane są też rozmiary flag i banerów. Zabronione jest rzucanie serpentyn, o racach nie wspominając.

Jeśli ktoś jednak myśli, że wysokie kary zamieniły angielskich kibiców w baranki, to jest w błędzie. Kibolom z Albionu poza granicami Zjednoczonego Królestwa pod wpływem hektolitrów wypitego piwa bardzo często puszczają wszelkie hamulce i krajowe zakazy odreagowują na europejskich stadionach.

Szalikwiec karany z niemiecką precyzją

Z mordobiciami na stadionach poradziły sobie jeszcze Niemcy, zwłaszcza ci na zachodzie. W latach 80-tych na niemieckich stadionach było podobnie gorąco jak w Anglii. Dziś bijatyki z policją to już przeszłość. Wszystkie niemieckie stadiony pierwszej i drugiej ligi są wyposażone. w system monitoringu i areszty. Praktycznie nie ma możliwości, by ktoś rzucający butelkę na murawę nie był bardzo szybko zidentyfikowany i odstawiony przed sąd. A te działają z wyjątkową szybkością i stosują przepisy bez taryf ulgowych. Gdy np. dojdzie do mordobicia, a tym bardziej gdy kibol zaatakuje policjanta wyrok zapada natychmiast. Gdy zostanie orzeczony zakaz stadionowy szalikowiec nie wejdzie na mecz, bo w tym czasie ma obowiązek zgłosić się w wyznaczonym komisariacie. Może go opuścić dopiero po odgwizdaniu zakończenia meczu.

Do orzeczenia zakazu stadionowego wystarczy zaledwie podejrzenie, że kibic zamierzał zrobić coś niezgodnego z prawem. Dla kiboli rokujących nadzieję na poprawę jest możliwość uchylenia zakazu stadionowego. Szalikowcy z drobnymi wykroczeniami mogą w zamian za uchylenie zakazu wybrać: trzy godziny robót publicznych w zamian za anulowanie jednego miesiąca zakazu stadionowego.

Surowe i bezwzględnie egzekwowane kary sprawiły, że w Niemczech niczym dziwnym nie jest widok kibiców dwóch różnych klubów siedzących obok siebie. Normą są za to wulgarne okrzyki, szydzenie z przyjezdnych kibiców i drużyn.

O ile problem stadionowych burd w zasadzie zniknął w zachodnich landach, to w byłej NRD problemem pozostają np. powiązania piłkarskich bandytów ze skrajnie prawicowymi ugrupowaniami.

Jak się studzi hiszpańską krew

Wojnę z szalikowcami wygrali też Hiszpanie. Ojczyzna korridy to jedyny kraj z południa Europy, gdzie udało się wytępić stadionowy bandytyzm. Ale jeszcze w latach 90-tych.miały tam miejsce zabójstwa na kibicach przeciwnych drużyn, a kluby chroniły chuliganów, bo ci byli najwierniejszymi kibicami

W 2000 r. wprowadzono nowe prawo, w którym wypowiedziano kibolom otwartą wojnę. To sprawiło, że rzucenie na murawę racy można dziś dostać karę sięgającą dziesiątek tysięcy euro oraz pięcioletni zakaz stadionowy. Za chuligaństwo najczęściej zabierane są karty wstępu na stadiony, które i tak stałyby się bezużyteczne, gdyż jednocześnie orzekane są zakazy stadionowe (bardzo często dożywotnie).

Monitoring na stadionach sprawił, że hiszpańska policja ma dziś w swoich bazach danych zidentyfikowanych ok. 3 tys. szalikowców różnych drużyn. Gorąca południowa krew sprawia jednak, że na hiszpańskich stadionach normą są wyjątkowo wulgarne, często szowinistyczne, rasistowskie lub antysemickie slogany i wyzwiska pod adresem konkretnych zawodników, sędziów, działaczy lub całych drużyn. Tego do tej pory nie były w stanie wyeliminować żadne kary.

Za to w Holandii wciąż nie mogą sobie poradzić z chuligaństwem udającym zainteresowanie piłką nożną. Niebezpiecznie nadal jest we Francji i Belgii. Prawdziwe wojny kibole toczą zaś w Grecji i często we Włoszech. Największe zdziczenie panuje w Rosji i Serbii.

DOSTĘP PREMIUM