Bengazi w strachu. Na ulicach grasuje szwadron śmierci?

Związane ręce i nogi, dwa strzały w głowę. Ciało leżało na polu na obrzeżach Bengazi. Ostatni raz ofiarę widziano dzień wcześniej w sklepie. 10 dni później niemal w tym samym miejscu pasterz natknął się na kolejne ciało. Tym razem wystarczyła jedna kula. Ulice Bengazi żyją plotkami o szwadronie śmierci, który poluje na funkcjonariuszy reżimu Kaddafiego.
Obie ofiary miały ze sobą coś wspólnego. Zamordowany trzy tygodnie temu Nasser al-Sirmany i Hussein Ghaith, który podzielił jego los 10 dni później, pracowali w służbach wewnętrznych reżimu Muammara Kaddafiego - pisze "New York Times". Zajmowali się przesłuchiwaniem podejrzanych (rodzina Ghaitha twierdzi, że jedynie nagrywał prowadzone przez innych przesłuchania). A służby libijskiego dyktatora słynęły z brutalności. Rodziny zamordowanych są przekonane, że obu mężczyzn dosięgła zemsta. A po rebelianckiej stolicy Libii poszła plotka o grasującym szwadronie śmierci, który tropi byłych urzędników Kaddafiego.

Polowanie na stronników Kaddafiego w Bengazi

Rebelianckie władze Bengazi od dawna próbują osaczyć przebywających w mieście podejrzanych o współpracę z reżimem. Jeśli spirali przemocy nie będzie końca, może to poważnie naruszyć wizerunek opozycyjnego ruchu, który usilnie stara się zaprezentować w mediach jako pokojowy, przywiązany do przestrzegania prawa - pisze "NYT". Opozycja zapewnia więc, że nie ma z zabójstwami nic wspólnego. - Kara dla zabójców jest potrzebna. Prawo jest najważniejsze - deklaruje Jamal Benour, opozycyjny koordynator ds. sądownictwa w Bengazi.

Prokuratorzy prowadzą śledztwa w sprawie - jak twierdzą - co najmniej czterech ataków, w tym kolejnego morderstwa. Podejrzenia śledczych padły m.in. na ruchy islamistyczne, jednak wciąż nie wiadomo, kto tak naprawdę stoi za zabójstwami.

Spokojne miasto i akty zemsty

Tym bardziej, że atak na al-Toboulego i zabójstwa al-Sirmany'ego i Ghaitha mogą nie być jedynymi. Według dr. Omara Khalida ze szpitala Jalaa z Bengazi, do jego placówki trafił w ostatnich tygodniach ponad tuzin ciał zamordowanych mężczyzn. Nie wiadomo jednak, czy wszyscy pracowali dla rządu Kaddafiego, Prokurator okręgowy z Bengazi, Ali Wanis, bada też sprawę egzekucji żołnierzy lojalnych wobec reżimu. Jednego z nich, ze związanymi rękami i nogami oraz poderżniętym gardłem, znaleziono w pobliżu miejsca, gdzie zabójcy porzucili też ciała Sirmany'ego i Ghaitha. Zabójstwa wstrząsnęły Bengazi tym mocniej, że w ostatnim czasie miasto, od którego front już dawno się odsunął, zaznało nieco spokoju i bezpieczeństwa. Spalone w lutym posterunki policji ponownie otwarto. Młodzi ochotnicy posprzątali ulice. Władze rozważają otwarcie szkół. Poziom przestępczości spadł poniżej tego sprzed początku walk - twierdzą mieszkańcy.

Czy w Bengazi działa szwadron śmierci?

Ale niektórzy przesadzili w polowaniu na zdrajców. W ubiegłym tygodniu w strzelaninie pod stacją radiową zginął przypadkowy przechodzień. Strzały pod stacją padły wskutek otrzymania fałszywego meldunku o tym, że została ona przejęta przez zwolenników dyktatora. - To wojna pogłosek - mówi płk. Fawi Omami, który pracuje w stacji jako ochroniarz. - Ludzie są bardzo podenerwowani - dodaje. Do stworzenia takiej atmosfery przyczyniły się same rebelianckie siły bezpieczeństwa. Biuro koordynatora sądowego Benoura prowadzi śledztwa ws. łamania prawa przez rebelianckich żołnierzy, w tym prześladowań i kradzieży. Szef tzw. Sił Obrony Rewolucji 17 Lutego, które były odpowiedzialne za aresztowanie współpracowników reżimu, został zawieszony w pełnieniu obowiązków. Nie ma na razie dowodów na powiązania rebelianckich sił z egzekucjami funkcjonariuszy reżimu. Według Jamala Benoura tożsamość autorów morderstw i ataków wciąż pozostaje tajemnicą.

Zemsta rewolucjonistów?

Dla Eissy al-Tobouli, którego kuzyn Jusuf, były strażnik więzienny, który przeszedł na stronę rebeliantów, został ostatnio zaatakowany przez zamaskowanych i uzbrojonych mężczyzn we własnym domu, sprawa jest prosta: ktoś mści się za to, że Jusuf pracował w służbach bezpieczeństwa Kaddafiego. - Zapłacił za pracę w bezpiece - mówi Eissa. Przy zaatakowanym domu napastnicy pozostawili samochód ze znakiem "17 lutego". To formalna data początku libijskiej rewolucji i znak rozpoznawczy sił rebelianckich.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM