Hinduska dziennikarka: "Surogatki rodzą dzieci dla obcych, żeby mieć za co wychować własne"

Od 2002 roku Indie są potęgą w zastępczym macierzyństwie. Tysiące Hindusek - zwanych surogatkami - rodzą dzieci, oddawane potem obcym ludziom. Dostają za to wynagrodzenie. - To sposób na wydobycie się z biedy, szansa na edukację dzieci i lepszą dla nich przyszłość - mówi Gazecie.pl Divya Gupta, dziennikarka z Indii.
MICHAŁ GOSTKIEWICZ: Czy gwałtowny rozwój zjawiska zastępczego macierzyństwa zaczął się w 2002 roku, po jego legalizacji czy taka praktyka istniała już wcześniej?

DIVYA GUPTA*: W ciągu ostatnich 8 lat przemysł związany z zastępczym macierzyństwem bardzo się rozrósł. Według szacunków w 2012 r. osiągnie wartość 2,3 mld. dolarów. Z tego zrobił się wielki biznes.

Czy widać jakieś pozytywne skutki legalizacji tego, co robią surogatki?

Zapytajcie rodziców, którzy dostali wyczekiwane dziecko. Zapytajcie ludzi, którzy nie mogli mieć dziecka, a nagle je mają, i to za 1/3 ceny, jaką musieliby zapłacić na Zachodzie. Cena waha się od 3 do 10 tys. funtów. To taniej niż w USA czy Europie - z tym, że w większości krajów europejskich to, co robią surogatki, jest zakazane. A Indie stały się centrum tego procesu.

Co sądzą o tej praktyce same surogatki? Co skłania te kobiety do podjęcia takiej decyzji - o zajściu w ciążę dla kogoś innego, po to, żeby oddać własne nowonarodzone dziecko obcemu?

Te kobiety chcą lepszej przyszłości dla innych dzieci - także swoich. Chcą tego, czego same nie miały: dostępu do edukacji, do służby zdrowia, do szans, których w młodości nie dostały. Indie są w momencie wielkiego rozwoju gospodarczego. Wraz ze wzrostem rosną też aspiracje obywateli. Ale jest i druga strona medalu: trzeba zrobić coś, czego normalnie by się nie zrobiło, gdyby nie bieda. Jedna z matek powiedziała: "Oczywiście, że w ciągu 9 miesięcy ciąży tworzy się więź między surogatką a dzieckiem, które ona w sobie nosi". Ale bliski kontakt między matką-surogatką a dzieckiem jest absolutnie zakazany. Oto, do czego zmusza te kobiety bieda.

Bieda wygląda inaczej w USA, w Polsce czy w Indiach...

Bieda ma też różne poziomy w samych Indiach. Najniższy szczebel drabiny społecznej to ludzie, których nie stać na kompletne odzienie albo na ciepły posiłek. Mówimy tu o żebrakach, bezdomnych...Są też rodziny nieco bogatsze: mają gdzie spać i co jeść, ale są zaliczane do kategorii "poniżej linii ubóstwa". Takich są w Indiach miliony.

Kto zarabia na tym systemie? Czy istnieją pośrednicy lub organizacje, które specjalizują się w łączeniu surogatek z klinikami?

Ten biznes, mimo legalizacji, nadal nie jest dobrze unormowany prawnie. Dlatego, oczywiście, istnieją pośrednicy i agenci, którzy kontaktują potencjalnych rodziców adopcyjnych z matkami-surogatkami. Ale przede wszystkim działają kliniki przeznaczone dla kobiet, które zdecydowały się na ten krok. I są wśród nich kliniki znane z dobrych praktyk. Placówka w Anand w stanie Gudżarat jest uznawana za pionierską instytucję zajmującą się zastępczym macierzyństwem. Jej szefowa, dr Patel, ma dobrą opinię, a personel kliniki opiekuje się surogatkami. Nie są one tam wykorzystywane.

Na jaką opiekę mogą liczyć surogatki? Czy jest im zapewniana opieka przez cały czas ciąży?

To zależy od placówki medycznej, do której trafi przyszła matka-surogatka. W przypadku kliniki dr Patel personel opiekuje się kobietami, zanim jeszcze zajdą w ciążę, próbują im np. załatwić ubezpieczenie. Ale są też inne kliniki, gdzie nie dba się o matki. Kobieta przychodzi, zostaje zapłodniona, nosi ciążę, potem rodzi dziecko, bierze pieniądze i tyle. Ale wygląda na to, że w Anand jest inaczej: jest opieka poporodowa, doradztwo w czasie ciąży, negocjacje z rodzicami.

Kim są rodzice adopcyjni, którzy przyjeżdżają po dziecko?

Wiele rodzin pochodzi z USA, Europy, a nawet Australii, która sama jest liczącym się krajem jeśli chodzi o zastępcze macierzyństwo. Są przypadki kobiet, które późno wyszły za mąż i nie chcą ryzykować ciąży. Zgłaszają się też kobiety samotne - one też chcą mieć dzieci. Ale ogólnie jest bardzo dużo par z Zachodu. Przyciągają ich też niższe ceny.

Niektóre kobiety decydują się zostać surogatkami, bo muszą zapłacić posag za ich własne córki?

Wiele biednych rodzin ma dużo dzieci. Ludzie wierzą, że dzieci to polisa przeciw biedzie. A posag, mimo że zakazany, wciąż jest popularny. Dla biednych to ogromny wydatek. Ludzie często zapożyczają się, zadłużają na ogromne sumy, byle tylko wydać córkę za mąż. Biedni potrafią zapłacić ekwiwalent 3 tys. dolarów jako posag - to ogromna suma dla ubogiego, który zarabia 2 dol. dziennie. Dlatego dla wielu surogatek ciąża to dobry sposób na zdobycie pieniędzy na wydanie córki za mąż, na ich edukację, na dom...

Jakie są skutki zmiany prawa w 2002 r.? Czy po prostu zalegalizowano istniejący stan rzeczy?

- Opinie organizacji pozarządowych są takie, że jeśli jakaś dziedzina nie jest uregulowana, to będzie generować działania nieetyczne. Nowe prawo jest próbą okiełznania rozwijającego się dotąd bez kontroli biznesu. Jest także próbą zapewnienia surogatkom ochrony przed wykorzystywaniem. Podkreśla się m.in., że ważne jest, by przyszli adopcyjni rodzice dziecka załatwili wcześniej prawne aspekty adopcji włącznie z przyznaniem obywatelstwa. Zastępcze rodzicielstwo to kontrowersyjne działanie. W przeciwieństwie do europejskich krajów katolickich lub protestanckich, które najczęściej takich pomysłów w ogóle zabraniają, w Indiach debata dotycząca surogatek jest osadzona w innym kontekście. Ale nie wszystko jest w porządku: wiele kobiet nosi swoją ciążę w ukryciu. Boją się społecznego bojkotu, nie czują się z tym dobrze, nie są pewne. A poza tym, skoro ten proces nie jest w pełni uregulowany, jest szerokie pole do nadużyć.



Artykuł powstał dzięki współpracy z PANOS London. Divya Gupta jest dziennikarką, freelancerką. Mieszka w Delhi. Przez ostatnie dwa lata pisała o rozwoju, celach milenijnych, prawach dzieci, zmianach klimatycznych i prawach człowieka. Publikowała m.in. w "Guardianie", "Wall Street Journal", "Hindustan Times" i "Economic Times". Wcześniej w ACDI/VOCA, organizacji pozarządowej z USA, zajmowała się m.in. zarządzaniem projektami dotyczącymi źródeł utrzymania ludzi i promocji mikroprzedsiębiorstw.

DOSTĘP PREMIUM