Geert Wilders niewinny. Nie podżegał do nienawiści wobec islamu

Holenderski populistyczny polityk był oskarżony o podżeganie do nienawiści wobec muzułmanów i imigrantów a także o obrażanie muzułmanów i zachęcanie do ich dyskryminowania. Sąd uwolnił go od zarzutów - pisze BBC. Proces transmitowała na żywo holenderska telewizja.
- Jest pan uniewinniony ze wszystkich zarzutów, za które pana ścigano - oświadczył przewodniczący składu sędziowskiego Marcel van Oosten. Sędzia w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że twierdzenia Wildersa, iż islam jest z natury religią przemocy, oraz jego apele o zakaz imigracji muzułmańskiej i Koranu należy rozpatrywać w szerszym kontekście debaty na temat polityki imigracyjnej i nie można ich bezpośrednio wiązać z rosnącą dyskryminacją holenderskich muzułmanów. Sąd podkreślił, że wypowiedzi Wildersa nie spowodowały wzrostu antymuzułmańskiej nienawiści - pisze BBC.

Wilders to najbardziej kontrowersyjna postać na holenderskiej scenie politycznej. Część Holendrów się z nim zgadza, część się za niego wstydzi. Lider Partii Wolności wywołuje skrajne emocje. Raz porówna Koran do "Mein Kampf" Hitlera, innym razem mówi o islamie, że to "chora ideologia Mahometa i Allaha". Za ostre słowa wobec muzułmańskiej religii islamscy radykałowie wydali na niego wyrok śmierci.

Muzułmański problem w Holandii

Ale równocześnie Wilders mówi głośno to, co myśli wielu Holendrów: że spośród miliona mieszkających w Holandii muzułmanów wielu zupełnie nie chce integrować się ze społeczeństwem, w którym żyją, i że należy ich deportować. Szef Partii Wolności zarzuca muzułmanom, że przejadają zasiłki dla bezrobotnych, a ulice holenderskich miast nie są bezpieczne, bo włóczą się po nich grupy agresywnych marokańskich nastolatków. Wilders mówi wprost, że polityka tolerancji i wielokulturowości nic nie dała, a Holandia ma problem.

Wielu Holendrów popiera Wildersa

Populistyczne poglądy przysporzyły zwolenników. Poparcie jego partii jest niezbędne, by obecny liberalno-chadecki holenderski rząd miał większość w parlamencie. Ceną za władzę były ustępstwa wobec partii Wildersa: m.in. wprowadzenie zakazu noszenia muzułmańskich chust i obniżenie liczby przyjmowanych w Holandii azylantów. Nic dziwnego, że proces cieszył się dużym zainteresowaniem i był transmitowany na żywo. W procesie Wilders twierdził, że jego słowa były częścią legalnej debaty publicznej.

Przeciw islamowi, a nie przeciw muzułmanom

Szef Partii Wolności zawsze podkreślał, że jego słowa są skierowane wobec islamu jako religii, a nie wobec jego wyznawców. To sprytny zabieg, bo ta istotna różnica jest zagwarantowana przez holenderskie prawo. Początkowo prokuratura zarzucała liderowi Partii Wolności, że w przemówieniach i wywiadach z okresu od października 2006 do marca 2008 roku żądał m.in. zakazania publikacji Koranu. Wtedy właśnie przyrównał świętą księgę islamu do "Mein Kampf". Później prokuratura zmieniła zdanie i zwróciła się do sądu o oddalenie zarzutów. Prokuratorzy argumentowali, że według nich wypowiedzi polityka były skierowane przeciwko islamowi jako ideologii, a nie pojedynczym muzułmanom. Sąd uniewinnił Wildersa. Jednak według skarżących - grup mniejszości - wypowiedzi lidera Partii Wolności spowodowały wzrost dyskryminacji i przemocy wobec muzułmanów.

DOSTĘP PREMIUM