Białoruś: Zablokowana strona opozycji. Narusza regulamin?

Administratorzy portalu społecznościowego ?V kontakte? (rosyjskojęzyczny odpowiednik Facebooka) zablokowali stronę białoruskiej opozycji. To za jej pośrednictwem zwoływali się ludzie na największe od miesięcy manifestacje. Co środa na miejskich placach zbierały się tysiące osób. Nie wznosili żadnych okrzyków. Co najwyżej klaskali.


Teraz strona "Rewolucja przez sieci społeczne" została zablokowana. Na niej znajdywały się instrukcje jak zachowywać się na demonstracjach, setki prywatnych zdjęć z protestów, filmy, plakaty. "Przyjdźcie o 19.00 na główny plac Waszego miasta. Przyjdźcie sami, zadzwońcie do swoich przyjaciół i znajomych. I do 19.30 zostańcie na placu: spacerujcie, postójcie. Po prostu bądźcie tam. Bez żadnych flag, czy transparentów, bez żadnej symboliki. Z początku może będzie przychodzić niewielu ludzi, ale z każdym dniem nas będzie coraz więcej! Taka akcja będzie odbywać się co tydzień! Jeśli na placu staną tysiące ludzi, to będzie znak, że czas na bardziej aktywne działania" -radzili administratorzy strony .

Ktoś narusza regulamin?

Według rosyjskiego radia "Echo Moskwy" administratorzy "V kontakte" tłumaczą się, że muszą sprawdzić zawartość strony, ponieważ dostawali skargi, że narusza ona regulamin portalu. Białorusini nie zamierzają się poddać. Tworzą nowe konta. W serwisie Twitter apelują o pisanie e-maili do szefostwa serwisu. Sympatyków z Petersburga o osobistą wizytę w biurze firmy.

Łukaszenko się wkurzył

Obywatelskie protesty zdenerwowały nawet prezydenta Białorusi. Alaksandr Łukaszenka oznajmił wczoraj, że "klaskaniem na placach nie rozwiąże się problemów" i zapewnił, że państwo "ma środki i siły, aby tym, którzy naruszają prawo pokazać ich miejsce". - Wszyscy, którzy muczą i ryczą na placach - a popatrzyliśmy na nich - to nie są biedni ludzie. To czego oni potrzebują? Im potrzebny jest chaos i skandal w kraju, a do tego nie możemy dopuścić. Państwo ma środki i siły, by tym, którzy naruszają prawo i konstytucję pokazać ich miejsce - mówił.

Od milczących protestów do rozlewu krwi

Nawiązał też do kwietniowego zamachu bombowego w mińskim metrze, w którym zginęło 15 osób. Jak ocenił, to wydarzenie potwierdza, że "kiedy tylko zaczyna się chaos i brak kontroli, chociażby niewielki, chociażby na niektórych placach i ulicach, to od razu pojawiają się problemy, które prowadzą do rozlewu krwi". - Nie możemy do tego więcej dopuścić, nie tylko w Mińsku, ale i na terytorium całej Białorusi - zaznaczył Łukaszenka.

Akcja służb?

Nie wykluczone, że zablokowanie strony jest związane z jutrzejszym świętem niepodległości. Wcześniej pojawiły się informacje o przygotowywanych milczących protestach na oficjalnych obchodach państwowego święta. Według opozycyjnych źródeł za zablokowaniem grupy społecznościowej stoją białoruskie służby specjalne.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny