Reporterka TOK FM znów zatrzymana: Zakazano mi obserwowania protestów

- Dostałam oficjalne ostrzeżenie. Zakazano mi obserwować protesty - mówi reporterka Radia TOK FM Agnieszka Lichnerowicz. Po kolejnym zatrzymaniu przez białoruską milicję została wypuszczona. Do zatrzymania doszło, gdy Agnieszka obserwowała kolejny milczący protest zorganizowany przez sprzeciwiających się rządom prezydenta Łukaszenki.


To kolejny przypadek gdy białoruska milicja w ten sposób traktuje dziennikarzy i protestujących. Protestujący umawiają się przez internet w każdą środę, zbierają się w różnych miejscach. - Tak to niestety wygląda. Obserwowałam milczący protest. W pewnym momencie podjechał samochód. Panowie - jak zwykle nieumundurowani - zwijali ludzi do więźniarki. Przez cały czas powtarzałam, że jestem dziennikarka i mam akredytację. Nikt nie zwracał na to uwagi - relacjonuje Agnieszka. Agnieszce sprawdzono dokumenty, po kilkudziesięciu minutach została wypuszczona.

- Zastępca naczelnika posterunku powiedział, że drugi raz oficjalnie mnie ostrzega, a następnym razem poniosę konsekwencje administracyjne. Powiedział, że mam zakaz obserwowania tych protestów. Gdy zapytałam, dlaczego, powiedział, że na podstawie prawa białoruskiego. Poprosiłam o wyjaśnienie tej decyzji na piśmie. Oczywiście nikt nie chciał tego zrobić - relacjonuje Agnieszka. - Powiedziano, że tam ma mnie nie być.

Co jej grozi za złamanie zakazu? - Ludzie zatrzymywani podczas protestów, są później oskarżani o udział w niedozwolonych akcjach. Są skazywani na kilka dni aresztu lub na bardzo wysokie grzywny - tłumaczy Agnieszka.

Agnieszka pierwszy raz została zatrzymana 15 czerwca. Podczas dokładnie takiego samego marszu>>

Agnieszka Lichnerowicz na Białorusi relacjonuje proces Andrzeja Poczobuta. Dziennikarz oskarżony był o znieważenie prezydenta Aleksandra Łukaszenki w swoich artykułach. Sąd w Grodnie skazał go wczoraj na 3 lata więzienia, ale w zawieszeniu na 2.

DOSTĘP PREMIUM