Izrael chce karać tych, którzy go krytykują. "To zamach na wolność słowa!"

Rządząca w Izraelu prawica - niezadowolona z nieustającej krytyki jej poczynań m.in. na Zachodnim Brzegu - postanowiła przejść do kontrataku. Wczoraj wieczorem Kneset przegłosował tzw. ustawę bojkotującą, zgodnie z którą krytykowanie Izraela spotka się z prawnymi konsekwencjami. Krajowe organizacje broniące praw człowieka już biją na alarm.
Przegłosowana wczoraj późnym wieczorem przez izraelski parlament ustawa zakłada, że z możliwością ukarania grzywną będą musieli liczyć się wszyscy ci, którzy poddają krytyce działania Izraela zarówno na terenie kraju jak i na osiedlach żydowskich na terytoriach okupowanych. Za przyjęciem głosowało 47 polityków przeciwko 36 głosom.

Z nowymi przepisami problem będą mieć nie tylko propalestyńscy aktywiści z zagranicy, ale przede wszystkim izraelskie lewicowe środowiska akademickie i artystyczne. Gdyby grupa kilkudziesięciu artystów postanowiła teraz powtórzyć swój zeszłoroczny protest przeciwko nowym centrum kulturalnym otwartym w osiedlu żydowskim Ariel, musiałaby się liczyć z pozwem sądowym.

"Ściągniemy na siebie zasłużoną krytykę"

Krajowe organizacje stojące na straży praw człowieka zaatakowały ustawę, uznając ją za "niedemokratyczną". Ostrzegają, że jej faktyczne wprowadzenie w życie będzie oznaczać zamach na wolność słowa. Organizacja Association for Civil Rights (ACRI) wezwała z kolei premiera Benjamina Netanjahu, aby przestał ukrywać się za prawicowym Likudem. Zauważyła również, że ustawa ściągnie gromy na Izrael ze strony międzynarodowego forum.

- Ustawa bojkotująca wyrządzi niewyobrażalną krzywdę wolności słowa i ściągnie na Izrael zasłużoną krytykę opinii międzynarodowej. Wszyscy będziemy musieli zapłacić za przyjęcie tych oburzających przepisów - stwierdził szef ACRI, Hagai El-Ad.

Większość Izraelczyków jest za?

Przedstawiciele władzy tymczasem odpierają wszystkie zarzuty. Tłumaczą, że celem "ustawy bojkotującej bojkot" jest tylko ochrona izraelskich obywateli. Chodzi przede wszystkich o tych, którzy zamieszkują terytoria okupowane na Zachodnim Brzegu.

Większość Izraelczyków - według dzisiejszego sondażu przeprowadzonego na zlecenie kanału telewizyjnego Knesetu - uważa przyjęcie ustawy za słuszną decyzję. Pozytywnie na jej temat wypowiedziało się 52 proc. respondentów, 31 proc. było jej przeciwne, a reszta - obojętna.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny