Media: Zatrzymana w Mińsku kobieta poroniła

Podczas "milczącej akcji protestu", która odbyła się 3 lipca w Mińsku, milicja zatrzymała młodą kobietę w ciąży. Jak podają białoruskie media, z nieoficjalnych informacji wynika, że po interwencji "tajniaków", kobieta poroniła.
Euroradio, najpopularniejsze radio które nadaje na Białoruś zza granicy, zamieściło dziś na swoim facebookowym profilu rozmowę z białoruską obrończynią praw człowieka Anastasią Loyko, która potwierdza informację o utracie dziecka przez młodą kobietę.

- Dziewczyna naprawdę straciła dziecko po akcji. Jej mąż siedzi, z dziennikarzami w więzieniu, a sama zatrzymana nie chce z nikim rozmawiać. Wiem, że była przez dwie godziny na komisariacie. Teraz dochodzi do siebie po poronieniu. O szczegółach będziemy informować w środę, ale już teraz mogę potwierdzić, że chcemy wszcząć w tej sprawie postępowanie karne - wyjaśnia Loyko Euroradiu.

Kaciaryna Radziwiłka, która wraz z mężem znalazła się 3 lipca przed dworcem w Mińsku, została zatrzymana przez agentów milicji białoruskiej. Z informacji świadków wynika, że tajniacy napadali również na ludzi oczekujących na pociąg. Nie wiadomo, czy Kaciaryna brała czynny udział w manifestacji, czy na placu znalazła się przypadkiem. Jak wielu innych, kobieta i jej mąż trafili do milicyjnego samochodu. Prośby pozostałych zatrzymanych o zwolnienie kobiety będącej w zaawansowanej ciąży, spotkały się nie tylko z odmową, ale i z agresją i wulgarnymi komentarzami ze strony konwojentów. Wszyscy zatrzymani zostali przewiezieni na posterunek. Dopiero stamtąd, po dwóch godzinach kobietę wypuszczono. Jej mąż został skazany na 10 dni aresztu. Wyjdzie na wolność dopiero jutro.

O momencie zatrzymania kobieta opowiedziała telewizji Biełsat. Do tragedii utraty dziecka doszło już po zwolnieniu z posterunku milicji. Teraz nie chce rozmawiać z dziennikarzami.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny