Skandal w Japonii: pracownicy "jednorazowego użytku" w Fukushimie

Bez sprzętu ochronnego, bez przeszkolenia, na krótki okres - tak zatrudniała pracowników firma zarządzająca elektrownią Fukushima, która w marcu uległa poważnej awarii - pisze "Gazeta Wyborcza"
"Gazeta" opisała raport Reutersa poświęcony pracownikom "jednorazowego użytku" w japońskich siłowniach atomowych. Tacy pracownicy werbowani są m.in. w okolicach Kamagasaki w Osace, które są skupiskiem narkomanów, alkoholików i byłych więźniów. Jednym z nich jest 60-letni kierowca ciężarówki. W miejscowej agencji pracy zobaczył ogłoszenie firmy budowlanej, podwykonawcy Tepco (zarządza Fukushimą), o pracy w prefekturze Miyagi, jednej z czterech zdewastowanych w marcu przez trzęsienie ziemi i tsunami. Szef wysłał go jednak do siłowni Fukushima I, gdzie kazano mu polewać wodą przegrzewający się reaktor nr 5. Wydobywała się z niego para radioaktywna, ale na dozymetr mężczyzna czekał cztery dni.

Raport oparto na wywiadach z ludźmi z branży, przedstawicielami agencji rządowych i byłymi pracownikami siłowni. To, co mówią, przeczy opinii o doskonałej japońskiej organizacji i wyjątkowym bezpieczeństwie elektrowni atomowych.

Oszczędzający na wszystkim operatorzy siłowni zaczęli zlecać najtrudniejsze i niebezpieczniejsze prace firmom zewnętrznym. Podwykonawcy - w przypadku Tepco chodzi o duże firmy budowlane - mieli z kolei własnych podwykonawców. Ci preferowali tanią siłę roboczą.

DOSTĘP PREMIUM