"Udawałem martwego. Dlatego przeżyłem" [RELACJE ŚWIADKÓW Z WYSPY]

Zamachowiec zaczął po kolei strzelać do ludzi. Płakali i krzyczeli, padali wokół mnie - opowiada telewizji BBC Adrian Pracon, uczestnik zjazdu na wyspie Utoya, gdzie zamachowiec zastrzelił 85 osób. - Udawałem martwego i dzięki temu przetrwałem - przyznaje.
Co najmniej 85 osób nie żyje po piątkowej strzelaninie na obozie młodzieżówki rządzącej Norweskiej Partii Pracy. Sprawca to najpewniej Norweg Anders Behring Breivik. Został już zatrzymany. Ma poglądy skrajnie prawicowe, ale jego motywy nie są jeszcze znane - podają policja i media.

Do strzelaniny doszło w piątek późnym popołudniem, premier miał odwiedzić uczestników obozu w sobotę. Napastnik dostał się na teren obozu przebrany w policyjny mundur.

"Strzelał im w plecy, padali tuż przede mną"

Pracon opowiada, że gdy usłyszał strzały, był przy brzegu - pomyślał, że to jakiś żart. Potem zobaczył uciekających ludzi. - Strzelał im w plecy, padali tuż przede mną - mówi.

Wraz z grupką innych osób rzucił się do wody, by odpłynąć jak najdalej. Lecz buty i ubranie ściągały go na dno, więc musiał wracać na ląd.

Gdy wyszedł z wody, zobaczył, że zamachowiec skierował na niego broń. - Krzyknąłem: "Nie! Proszę, nie". Z jakiegoś powodu mnie oszczędził - opowiada Pracon.

Zaraz potem położył się na ziemi i zaczął udawać martwego. - Podbiegło do mnie dziesięć osób. Zaczął po kolei strzelać do każdej z nich. Płakali i krzyczeli, padali wokół mnie. To byli moi przyjaciele - mówi świadek. - Ponieważ udawałem martwego, ciała ludzi padały na mnie. Dzięki temu ocalałem - uważa.

"Zaczął strzelać do ludzi, którzy wskoczyli do wody"

Podobne relacje przekazywały już wcześniej norweskie media. 15-letnia obozowiczka o imieniu Elise opowiadała, że słyszała strzały, ale gdy zobaczyła mężczyznę o wyglądzie policjanta pomyślała, że jest bezpieczna. Następnie na jej oczach człowiek ten otworzył ogień do młodych ludzi.

- Najpierw strzelał do ludzi na wyspie, a potem zaczął strzelać do ludzi, którzy wskoczyli do wody - relacjonowała dziewczyna. Dodała, że schroniła się za tą samą skałą, na której stał napastnik. - Słyszałam jego oddech - mówiła.

Z kolei 42-letnia Anita Lien, która mieszka kilkaset metrów od obozu, powiedziała, że widziała ok. 50 ludzi, którzy chronili się skacząc do wody. - Ludzie płakali, trzęśli się, byli przerażeni - wskazała, dodając, że wiek uczestników obozu ocenia na 14-19 lat.

92 ofiary - poranny bilans tragedii

Ogólny bilans piątkowych ataków to 92 osoby: oprócz 85 zabitych na wyspie zginęło, siedem osób zginęło w eksplozjach w rządowej dzielnicy centrum Oslo. Policja zapowiada, że liczba ofiar może się zwiększyć - kilkudziesięciu rannych przebywa w szpitalach, część walczy o życie.

Jedynym podejrzanym jest ujęty Norweg. W nocy z piątku na sobotę przeszukane zostało mieszkanie mężczyzny w Oslo. Motyw nie jest jasny, ale celem obu ataków były obiekty związane z Norweską Partią Pracy (Ap) premiera Jensa Stoltenberga.

Władze Norwegii uznały zamachy za "narodową tragedię" - największą od II wojny światowej. Premier Jens Stoltenberg powiedział również, że demokratyczna Norwegia nie da się złamać, a odpowiedzią - jak się wyraził - "małego, ale dumnego narodu", będzie "jeszcze więcej demokracji. Choć nie naiwności" - zastrzegł.

Szef rządu wezwał do solidarności z ofiarami i ich rodzinami, do wspierania się i wzajemnej bliskości, także do pozostawania w domach. Norweski premier podziękował za wyrazy wsparcia i deklaracje pomocy napływające z całego świata.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM