Raport Millera. "Lotnicy bez szkoleń i bez procedur. Trochę przerażające"

- W załodze nie funkcjonowała współpraca. A lotnicy 36. specpułku nie byli szkoleni i nie mieli opracowanych procedur. To jest trochę przerażające - tak pierwsze wnioski z raportu MIllera skomentował zastępca redaktora naczelnego ?Przeglądu Lotniczego? Michał Setlak. Gość TOK FM przestrzegał: - Wnioski z tego są dla każdego z nas: trzeba się pilnować na każdym kroku. Licho nie śpi.
Gość Jakuba Janiszewskiego nie chciał krytykować raportu Millera świeżo po jego opublikowaniu. Na zapoznanie się z dokumentem przeznaczył najbliższe dwa dni. Widzi już, że w dokumencie jest dużo więcej wartościowych informacji na temat wewnętrznych, polskich przyczyn wypadku, więcej niż w raporcie MAK-u.

- Przyczyna wypadku, którą formułuje raport, jest zgodna z tym, co pisaliśmy w "Przeglądzie Lotniczym" i mówiliśmy wielokrotnie: "zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania przy nadmiernej prędkości opadania". Choć w drugiej części raczej byśmy napisali "przy nieustabilizowanym podejściu".

- Co to znaczy? - pytał prowadzący program.

- Przy podejściu istnieje kryterium ustabilizowania tego podejścia tzn. że w określonym punkcie samolot musi mieć określoną prędkość zniżania, położenie, prędkość poziomą. Jeśli któreś z tych kryteriów nie jest spełnione, to trzeba odejść na drugi krąg i spróbować jeszcze raz. Bo ryzyko, że coś pójdzie nie tak jest bardzo duże.

"Powinni byli przerwać podejście do lądowania"

W raporcie czytam: "W 36. Pułku nie były opracowane procedury dot. mi. działania załogi w przypadku niespełnienia kryteriów ustabilizowanego podejścia." Czyli ci lotnicy w zasadzie nie wiedzieli co to jest ustabilizowane podejście. To jest trochę przerażające - powiedział Michał Setlak. - Dobrze rozumiem? Lądowali dyletanci? - dopytywał Jakub Janiszewski. - Ten samolot powinien był przerwać podejście i odlecieć na drugi krąg - potwierdził specjalista.

- Załoga nie była szkolona we współpracy w załodze wieloosobowej. Każdy działał niezależnie. W tym akurat locie musiał wszystkim zajmować się kapitan. Nawigator tego nie mógł robić, bo nie znał rosyjskiego. W sytuacji, gdy kapitan był tak obciążony pracą, praktycznie nie miał szans wykonać wszystkich zadań dobrze - tłumaczył Michał Setlak.

Licho czyha na każdego

- Skąd się bierze lekceważenie procedur w dziedzinie awiacji? - dziwił się Jakub Janiszewski. - Jest mnóstwo przyczyn psychologicznych: to może być rutyna. Wielu pilotów najpierw lata zgodnie z przepisami i bardzo o to dba. Ale potem zdarza się, że warunki wymuszają lekkie nagięcie przepisów. Przy następnej okazji łatwiej przekracza się kolejne granice. Według zasady, że wcześniej przecież nic złego się nie stało - tłumaczył redaktor "Przeglądu Lotniczego". I dodał: wnioski dla każdego z nas: trzeba się pilnować na każdym kroku. Licho nie śpi. Licho czyha na każdego.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM