"Co ty, kurde, na waciki?": jak były prezydent Wałbrzycha wypłacał sobie ze spółek miejskich

Byli prezesi dwóch wałbrzyskich zakładów komunalnych twierdzą, że byli zmuszani do wypłacania z kas swoich firm pieniędzy politykom PO. W ten sposób Platformę - w tym głównie odwołanego w maju prezydenta Wałbrzycha - miało zasilić pół miliona złotych. Doniesienie o popełnieniu przestępstwa jest już w prokuraturze - informuje "Dziennik Gazeta Prawna".
Ireneusz Zarzecki, były szef Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji i Wojciech Czerwiński, były wiceszef Miejskiego Zarządu Budynków, twierdzą, że Kruczkowski pojawiał się osobiście w ich biurach, jednorazowo żądając wpłat 20, 30 lub 40 tys. zł. Z MPK Platforma miała dostać w sumie 500 tys. złotych - podaje dziś "Dziennik Gazeta Prawna".

Proceder miał się rozpocząć około 2005 roku. Czerwiński twierdzi, że Kruczkowski - prezydent miasta związany wtedy z Platformą - zebrał członków zarządów wszystkich spółek miejskich i zażądał od każdego miesięcznej "wypłaty" w wysokości 500 zł. Stawka później urosła. Pieniądze te miały zasilać także komitety wyborcze innych polityków PO, m.in. posłanki Katarzyny Mrzygłockiej, senatora Romana Ludwiczuka oraz byłego szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego.

Kto nie ulegał prezydentowi, tracił stanowisko

"Dziennik Gazeta Prawna" cytuje Zarzeckiego, który twierdzi, że Kruczkowski osobiście objeżdżał prezesów spółek komunalnych i domagał się od nich pieniędzy. Ci z kolei regularnie odwiedzali ratusz z wypłatami po 20, 30 lub 40 tys. zł lub wpłacali je bezpośrednio na fundusz wyborczy Platformy.

Zarzecki utrzymuje, że Kruczkowski szantażował członków zarządu. - Nikt wprost nie mówił, że jeśli się nie zapłaci, to się straci stanowisko, ale to było dla wszystkich oczywiste - powiedział. Taki los miał właśnie spotkać Wojciecha Czerwińskiego, który w zeszłym roku odmówił przekazywania prezydentowi miasta żądanych 7 tys. złotych. Miał być kilkakrotnie napominany przed tym, jak w mają tego roku stracił swoje stanowisko - tuż przed tym, jak Kruczkowski przestał być prezydentem.

Czerwiński nagrał jedną z rozmów, którą z nim odbył:

Piotr Kruczkowski: - I co, myślałeś coś?

Wojciech Czerwiński: - Coś mam. Półtora tysiąca.

P.K.: - Co ty, kurde, na waciki?

Czerwiński z Zarzeckim, który zrezygnował z kierowania MPK w lipcu, w swoim zawiadomieniu do prokuratury utrzymują, że presji ulegało większość członków zarządów spółek.

"Przyszedłem do niego jak do kolegi..."

Kruczkowski przyznał, że do takiej rozmowy z Czerwińskim doszło, ale tłumaczy, że prosił o wsparcie z prywatnych funduszy. - Przyszedłem do niego jak do kolegi - wyjaśnił w rozmowie z "Dziennikiem". Poza tym były prezydent Wałbrzycha - który zrezygnował z pełnienia urzędu w atmosferze skandalu związanego z fałszerstwami wyborczymi - odpiera wszystkie zarzuty. Twierdząc, że to Zarzecki wyprowadził z MPK pół miliona i teraz stara się sprawę zatuszować.

Mrzygłocka, na komitet wyborczy której z zakładów komunalnych miało trafić około 70 tys. zł, również zaprzecza. - To bzdura. W poniedziałek składam przeciwko Zarzeckiemu doniesienie do prokuratury - zapowiedziała.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM