Gwizdy i buczenie na Powązkach? Macierewicz: To wina mediów...

W oczach A. Macierewicza nic nie usprawiedliwia nieobecności prezydenta Komorowskiego na wczorajszych uroczystościach na Powązkach. - Czy miał jakieś inne zajęcia, czy uważał, że godzina "W" jest nieistotna? - pytał poseł PiS w TOK FM. Zdaniem polityka, to media ponoszą odpowiedzialność za to, że od kilku lat podczas rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego rozlegają się gwizdy i buczenie.
- Gdyby w tym czasie był w Kongo czy w Peru, to można byłoby zrozumieć. Ale był w Warszawie, a na godzinę "W" nie raczył przyjść. To sytuacja niezręczna i lepiej pokazuje jego stosunek do Powstania Warszawskiego niż wszystkie słowa - tak Macierewicz komentował nieobecność prezydenta na Powązkach.



"Winy" prezydenta nie umniejsza nawet to, że w niedzielę i poniedziałek uczestniczył w kilku uroczystościach

w niedzielę i poniedziałek uczestniczył w kilku uroczystościach związanych z rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego. - Powstanie dla warszawiaków to jest godzina "W", a nie obrzędy przy dowolnych pomnikach - stwierdził poseł PiS.

Winne są media

Równie jasny pogląd poseł Macierewicz ma na słyszane podczas wczorajszych uroczystości pod pomnikiem Gloria Victis gwizdy i buczenie. Wybuczeni zostali premier Donald Tusk i prof. Władysław Bartoszewski.

Zdaniem polityka Prawa i Sprawiedliwości wszystkiemu winne są media. - To wynik systematycznej nierównowagi w mediach. Jesteście głównym twórcą tego, że obraża się uczucia patriotyczne Polaków. Jak buczano? Powtarzano jedno słowa, które obraziło Polaków kilka lat temu i nikt za to nie przeprosił. Nazwano ich bydłem i to słowa było wczoraj przypominane. To skutego tego, że państwo jako media prowadzicie do obrażania uczuć patriotycznych. I ludzie nie mają możliwości inaczej ich wyrażania jak w taki sposób, kiedy są okazje publiczne - mówił do Jana Wróbla, prowadzącego Poranek Radia TOK FM.

"Nie mam telefonu do Anodiny"

Antoni Macierewicz pytany, czego spodziewa się po dzisiejszej konferencji MAK odpowiedział: "Nie mam bezpośredniego telefonu do pani Anodiny".

- Materiał pana min. Millera jest spolszczoną wersją raportu MAK-u - ocenił przedstawiony w piątek dokument. I wskazał trop dotąd prze nikogo nie odkryty. - Jest taka szczególna cecha tego raportu. Tak długo się ukazywał, bo był tłumaczony. Ale nie z polskiego na rosyjski tylko odwrotnie - z rosyjskiego na polski. Data skończenia wersji rosyjskiej to jest 1 lipca, a data na wersji polskiej to jest 25 lipca. I to myślę mówi wszystko. Nie wiem czy tak było, tylko zwracam uwagę - spekulował szef zespołu parlamentarnego ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy Tu-154.

Innym celem polskiego raportu było, zdaniem posła Macierewicza, ukrycie winy Jerzego Millera. - Jako minister SWiA miał obowiązek dopilnować, żeby zostało dokonane pełne sprawdzenie lotniska. On jako minister jest odpowiedzialny za zakres ochrony prezydenta na lotniskach poza granicami kraju. I on siebie uniewinnia. A jednocześnie jest gigantyczny atak na wojsko i kpt. Protasiuka - ocenił poseł Macierewicz.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM