Zrezygnowała z kandydowania SMS-em. Bo tak ją też potraktowano

- Jestem bardzo zniesmaczona tym, jak mnie SLD potraktowało - mówi ?Gazecie Wyborczej? Wanda Nowicka, działaczka ruchów feministycznych i członkini Rady programowej Kongresu Kobiet.
- Pierwsza propozycja była taka, żebym startowała z drugiego miejsca, potem Grzegorz Napieralski obiecał mi trójkę. Ale gdy pod koniec lipca SLD ułożyło listy, Nowicka wylądowała na czwartym miejscu warszawskiej listy (za Ryszardem Kaliszem, Markiem Balickim i szefową SLD-owskiej młodzieżówki Pauliną Piechną-Więckiewicz).

Nowicka dowiedziała się o tym z mediów. Szef warszawskiego SLD Sebastian Wierzbicki zapewniał ją (SMS-em), że to tylko tymczasowe, bo uzgodnił z Napieralskim, że Nowicka dostanie trzecie miejsce. Nie dostała.

W piątek zarząd SLD przyklepał listę, na której Nowicka jest na czwartej pozycji. I znów nikt jej o tym nie poinformował. - To złamanie warunków umowy - mówi nam Nowicka. - Można by się spodziewać, że skoro zostałam zaproszona na listy Sojuszu przez pana przewodniczącego Napieralskiego, to nie zostanę potraktowana jak petentka, która będzie o miejsce na liście zabiegać.

Teraz rozumiem, że chodziło tylko o moje głosy, a nie o mnie. Rezygnację z kandydowania wysłałam w sobotę SMS-em do Napieralskiego. Bo SMS to w tej partii normalna droga komunikowania się. Odpowiedzi nie dostałam - mówi "Gazecie" Wanda Nowicka.

Więcej na "Wyborcza.pl".

Kobiety na listach wyborczych. Jakie rozwiązanie jest najlepsze?

DOSTĘP PREMIUM