''Wałbrzych to patologia. Partie myślą: będziemy na Wiejskiej do końca świata"

- Te rzeczy, które dzieją się w Wałbrzychu, to patologie polskiego życia publicznego, które występują w wielu miejscach - mówił w TOK FM przewodniczący PJN Paweł Kowal. Dodał: - Nieustannie podróżuję po kraju i wiem, że byłoby mi trudno wskazać gminę lub powiat, gdzie można dostać pracę, jeżeli nie ma się odpowiedniej legitymacji partyjnej.


Zdaniem Kowala powtórzenie wyborów prezydenta w Wałbrzychu to skutek patologii polegających na wszechobecności dwóch partii politycznych. - Ta patologia polega na tym, że partie mają na wszystko wpływ i za nic nie odpowiadają - mówił szef Polska Jest Najważniejsza.

Podkreślił, że jego zdaniem podstawową zmianą, jaką należy dokonać, aby przeciwdziałać tym skrzywieniom, jest zmiana finansowania partii politycznych. - Chodzi o to, żeby partie musiały wydawać pieniądze na takich samych zasadach jak fundacje, stowarzyszenia i inne organizacje, które dostają publiczne środki. Nie może być tak, że partia robi co chce, bo np. Trybunał Konstytucyjny ostatnio orzekł, że jeśli partia wywiesza za nasze pieniądze głupie billboardy, to jest to kwestia wolności słowa - dodał przewodniczący PJN.

Kolejnym problemem zdaniem Kowala jest pewność, z jaką do wszelkich spraw politycznych podchodzi kierownictwo dużych partii. - Duże centrale partyjne mają zapewnione, że ich kierownictwo będzie w Sejmie, co by się nie działo. Wiedzą jedno: będą siedzieli na Wiejskiej do końca świata - mówił. Zaznaczył, że w jego opinii dwie główne partie nauczyły się odpowiednio argumentować i przekonały świat dziennikarzy i komentatorów, że obecna sytuacja to "docelowy, szczęśliwy raj, jaki zamierzają stworzyć w Polsce".

Eurodeputowany podkreślił też, że samemu podróżując po Polsce nie mógłby wskazać gminy czy powiatu, w którym nie wymaga się przynależności do PO lub PiS podczas zatrudniania w strukturach terytorialnych.

Sprawa Ukrainy. "Nie mają w Unii samych przyjaciół"

Kowal - przewodniczący Komisji UE-Ukraina w Parlamencie Europejskim - skomentował także ostatnie zamieszanie polityczne na Ukrainie. Jej była premier - Julia Tymoszenko - trafiła w piątek do aresztu. Toczy się w jej sprawie proces o to, że dwa i pół roku temu jako szef rządu podpisała z Rosjanami rzekomo niekorzystny kontrakt na dostawy gazu ziemnego.

- Spór się koncentruje wokół umowy gazowej, którą Tymoszenko zawarła pod koniec okresu, kiedy była premierem. Wiktor Janukowycz (obecny prezydent Ukrainy - red.) kwestionuje tę umowę - tłumaczył Kowal w TOK FM. Przestrzegł jednak: - Jest jeszcze głębsze dno - obóz władzy chce skorzystać z tej sytuacji, żeby przedstawić Tymoszenko społeczeństwu jako osobę niewiarygodną.

Zdaniem szefa PJN skutki ostatnich wydarzeń u naszego wschodniego sąsiada mogą być poważne także dla nas. - Jeśli będzie przeciągany ten konflikt, to Ukraina może się pożegnać z wyraźnymi koncesjami politycznymi ze strony Unii Europejskiej. Sytuacja, w której była premier jest aresztowana, nie wróży dobrze - mówił.

Skąd takie konsekwencje? - Ukraina nie ma samych przyjaciół w Unii, ma także sceptyków, którzy będą wykorzystywali to, co się dzieje - tłumaczył Kowal. - Nie mam co do tego złudzeń. Jeżeli Ukraina nie skończy rozmów stowarzyszeniowych w tym roku, to kolejne prezydencje po polskiej, czyli duńska i cypryjska, nie będą bardzo zainteresowane, żeby tę sprawę kontynuować. Ukraina jest w obliczu swojej szansy. Czy z niej skorzysta? Zobaczymy. To ważne także dla nas - żeby nie mieć takiego "kordonu sanitarnego" na wschodniej granicy - podsumował europoseł.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM