"To mądra decyzja" - publicyści o rezygnacji Piesiewicza

- Czy nie powinniśmy bronić Piesiewicza ile sił? Każdy z nas jest osobą w pewnym stopniu publiczną i nie chciałby widzieć filmików na swój temat na youtube - pytał gości Poranka Radia TOK FM Jan Wróbel. - Błędem było jednak, że uległ szantażystom i zapłacił te 300 tys. zł. To go rzeczywiście obciąża - stwierdził Janusz Rolicki z "Faktu".
- To mądra decyzja - powiedziała Eliza Olczyk z "Rzeczpospolitej" o rezygnacji Piesiewicza z kandydowania do Senatu. - Raczej nie znalazłby poparcia w tych wyborach. Jego sprawa jest zbyt świeża, a konkurencja zbyt duża. To gra niewarta świeczki. W kampanii odgrzewana byłaby sprawa, o której pan senator chciałby zapomnieć - mówiła na antenie TOK FM.



Michalski: W ogóle nie powinien był kandydować

Krzysztof Piesiewicz o rezygnacji z kandydowania do Senatu poinformował wczoraj w Radio TOK FM. Stało się to w kilka godzin po zapadnięciu wyroku skazującego troje szantażystów senatora na kary po półtora roku więzienia. - Dziś w mediach elektronicznych znów zostały powielone materiały zarejestrowane w sposób przestępczy przez przestępców. W tej sytuacji rezygnuję. Dziękuję tym, którzy mnie wspieralii popierali - oświadczył Krzysztof Piesiewicz.



- W sytuacji, gdy pan senator sam rozlicza się ze swoimi możliwościami, można mu tylko przyznać rację. Może liczył na trochę inne przyjęcie ze strony Platformy - że nie będzie jej kandydatem, ale może liczyć na jej wsparcie? - zastanawiał się dziennikarz "Faktu" Janusz Rolicki. Dodał, że Krzysztof Piesiewicz to bardzo wybitny człowiek i fatalnie, że przez takie niejasne wydarzenie zostaje odsunięty na margines.

Cezary Michalski z "Krytyki Politycznej" przypomniał zasługi senatora. - Był nie tylko zupełnie niezłym scenarzystą, ale też pomagał rodzinie ks. Jerzego Popiełuszki w procesie, w którym niewielu adwokatów wówczas chciało brać udział. Jednak został skompromitowany jako polityk i w ogóle nie powinien był kandydować.

Wróbel: każdego z nas mogą tak urządzić

Jan Wróbel przedstawił dwa punkty widzenia kontrowersyjnej sprawy. - Spojrzenie pierwsze: znany polski polityk jest nieostrożny, ładuje się w sytuację, w których można go szantażować i jeszcze na dodatek temu szantażowi ulega. Sprawa jest prosta: nawet jeśli to przyzwoity człowiek, to jako polityk jest już skompromitowany. Ale jeśli przyjąć linię interpretacyjną mecenasa Piesiewicza, to każdego z nas mogą tak urządzić - tu się uśmiechną, tam zaproszą, coś wsypią i człowiek robi coś, czego potem nie pamięta.

Z tego wynika, że powinniśmy bronić Piesiewicza ile sił, bo każdy z nas jest osobą w jakimś stopniu publiczną i nie chciałby widzieć filmików na swój temat w youtube. Jeśli wszystko, co zrobił Piesiewicz, było skutkiem odurzenia go w przemyślnie zaplanowanej akcji, to Piesiewicz jest ofiarą, a nie współsprawcą trudnej sytuacji - tłumaczył Jan Wróbel. - Błędem było jednak, że uległ szantażystom i zapłacił te 300 tys. zł. To była próba podjęcia gry i to go rzeczywiście obciąża - zripostował Janusz Rolicki.

Olczyk: Jeśli my otworzymy jedną furteczkę...

Z drugą interpretacją nie zgodziła się też Eliza Olczyk. - Tak tłumaczą się wszyscy politycy: to był przypadek, coś się zdarzyło, ktoś mi coś dosypał, ktoś podsunął kopertę itd. Gdybyśmy bronili Piesiewicza, musielibyśmy bronić wszystkich innych przyłapanych na sytuacjach korupcyjnych czy obyczajowych, którzy tłumaczyli się, że zostali wmanewrowani.

- A czy nie zakładasz, że czasem to tłumaczenie jest po prostu prawdziwe, a czasem nie? - pytał Wróbel. - Oczywiście, że tak! Może nawet 90 proc. jest prawdziwych. Ale to nie my powinniśmy wyrokować, tylko prokuratura i sądy - stwierdziła dziennikarka "Rzeczpospolitej". I dodała: - Jeśli my otworzymy jedną furteczkę dla pana Piesiewicza, bo go lubimy i cenimy za dokonania w przeszłości, to dlaczego mamy nie bronić pana X, któremu "niechcący jakaś koperta dostała się do kieszeni"? - pytała.

Otumanić dziewczynę na dyskotece czy senatora... jaka różnica?

Jan Wróbel zauważył, że tłumaczenie, że nie wiedziało się o wzięciu łapówki jest na ogół zasłoną dymną dość oczywistej sytuacji, ale tłumaczenie, że człowieka odurzono zasługuje na więcej uwagi. Przywołał przypadki osób podtrutych na dyskotece pigułką gwałtu. - Jeśli dziewczynę na dyskotece można w ten sposób otumanić, to można i senatora. Jaka to różnica? - pytał.

Warszawskisąd skazał troje szantażystów senatora na kary po półtora roku więzienia . Wyrok nie jest prawomocny. Uzasadnienie było niejawne. Zarzuty wobec oskarżonych dotyczyły zmuszania Piesiewicza do "określonego zachowania" w zamian za nieujawnianie kompromitujących go materiałów - za co grozi do trzech lat więzienia. Oskarżeni - wcześniej karani za czyny kryminalne - szantażowali Piesiewicza od jesieni 2008 r.

DOSTĘP PREMIUM