"Nie jestem pewien, czy straszenie wojną jest najwłaściwszą drogą"

- Trzeba się dwa razy zastanowić nim powie się coś tak dramatycznego. Po pierwsze można kogoś wystraszyć, a po drugie ośmieszyć się. Nie jestem pewien, czy straszenie wojną jest najwłaściwszą drogą - tak Wawrzyniec Smoczyński komentował w TOK FM kontrowersyjne słowa min. Rostowskiego. Dziennikarz "Polityki" uważa, że być może tak naprawdę przemówienie było adresowane nie do unijnych polityków tylko do Polaków.
Przemówienie Jacka Rostowskiego CZYTAJ CAŁOŚĆ>>

Jacek Rostowski ostrzegał w Parlamencie Europejskim, że strefa euro może się rozpaść. Powołując się na rozmowę ze znajomym "prezesem wielkiego polskiego banku" roztaczał też katastroficzne wizje. Mogliśmy więc dowiedzieć się, że kolega min. Rostowskiego "poważnie się zastanawia nad tym, by uzyskać dla dzieci zieloną kartę w USA". Oraz że po tak dotkliwym kryzysie, jak ten dotykający Europę, "rzadko się zdarza, by po 10 latach nie było także katastrofy wojennej".

- Nie jestem pewien, czy straszenie Europy Zachodniej wojną jest najwłaściwszą drogą, i czy min. Rostowski tym straszeniem nie wpisuje się w poetykę znaną z czasów rządu PiS-u - komentował Wawrzyniec Smoczyński. - Stawianie związku przyczynowo-skutkowego między obecnymi kłopotami finansowymi UE a ryzykiem nastania wojny to dobry temat do dyskusji kuluarowej, ale nienajlepsza teza w publicznym wystąpieniu ministra finansów unijnej prezydencji - dodał.

Zdaniem dziennikarza tygodnika "Polityka" polski minister miał prawo ostrzegać przed skutkami jakie niesie Europie kryzys. Tym bardziej, że Polska przewodniczy obecnie pracom Unii Europejskiej. Według Smoczyńskiego nie dojdzie jednak do rozpadu strefy euro. - Może dojść do wyjścia kilku krajów z unii monetarnej. Trudno zmobilizować zachodnioeuropejskich polityków do zdecydowanych działań w obronie Europy. Może więc min. Rostowski doszedł do wniosku, że musi postraszyć, żeby to osiągnąć - powiedział w Komentarzach Radia TOK FM.

Uwaga - można się ośmieszyć

Według Wawrzyńca Smoczyńskiego straszenie nie zmobilizuje "Angeli Merkel do zgody na euroobligacje, czy francuskiego rządu do zgody na ściślejszą integrację fiskalną".

Dziennikarz nie ma wątpliwości, że przemówienie polskiego szefa resortu finansów było "zbyt dramatyczne". - Zastanawiałem się, czy słowa min. Rostowskiego nie były tak naprawdę adresowane do polskiej publiczności. Min. Rostowskiej startuje przecież w wyborach. Może to próba obudzenia polskiej opinii publicznej z letargu i powiedzenia, że szykują się bardzo trudne i ciężkie czasy - mówił. Jak podkreślał "szczególnie przy zagranicznych wystąpieniach trzeba dwa razy się zastanowić nim powie się coś tak dramatycznego". - Bo po pierwsze można kogoś wystraszyć, a po drugie można się ośmieszyć - powiedział dziennikarz "Polityki".

Niemiecki minister gospodarki: "Nie wykluczam plajty Grecji">>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM