"Ksiądz może wskazać kryteria wyborcze dla katolika. Czym innym są ulotki..."

- Ksiądz też jest człowiekiem i może mówić o swoich poglądach - twierdzi w rozmowie z TOKFM.pl Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny Fronda.pl. - Może też podczas kazania powiedzieć, jakimi kryteriami powinien kierować się katolik podejmując wybór przy urnie. Ale czymś innym jest wskazanie tych reguł wykluczających część kandydatów, a czym innym wręczenie ulotki wyborczej - dodał.
- Wolałbym, żeby posłowie swoim katolicyzmem obnosili się w ciągu całej kadencji Sejmu, a nie przypominali sobie o nim na koniec, przed wyborami - mówi naczelny Fronda.pl. Komentuje tym samym wczorajszą informację "Gazety Wyborczej" o kandydatce PiS, która rozesłała listy do księży z prośbą o modlitwę i... wręczenie ulotek grupom działającym przy parafiach oraz o kandydacie PO, który na swojej stronie internetowej zamieścił informację o tym, że jest katolikiem.

- Nie widzę nic zdrożnego w tym, że ktoś prosi o modlitwę - to naturalne, kiedy prosi się o wstawiennictwo - komentuje Tomasz Terlikowski. Dodaje, że prośba o pomoc księży to też nie jest nic nowego - w poprzednich kampaniach wyborczych zdarzały się podobne przypadki. Jednak czy katolicyzm w kampanii tego roku może posłużyć jako broń wyborcza? - Dla mnie, jako katolika, to jest tak oczywisty element tożsamości, że myślę odwrotnie - dziwię się, że można to w ogóle ukrywać. W przypadku polityków wydaje mi się, że jest podobnie.

Ale: - Oczywiście jest tak, że "po owocach ich poznacie" - twierdzi naczelny Fronda.pl. - Nie wystarczy o sobie napisać na stronie internetowej, że jest się katolikiem. My - wyborcy - sprawdzamy to po tym, jak dany parlamentarzysta głosuje - precyzuje. Co jednak rozumie przez to "sprawdzanie"? Według Terlikowskiego chodzi o weryfikację, jak dany poseł głosował np. w przypadku ustawy o aborcji, czy głosował "za prawem do karania dzieci, czy przeciw", czy głosował "za poprawką, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny".

Wyznanie może pomóc? "Zależy gdzie..."

- Religia zawsze ma wymiar publiczny i ja, jako katolik, nie mogę jej ukrywać - twierdzi Tomasz Terlikowski. Jednak czy wyznanie, że jest się katolikiem, może pomóc w kampanii? - To zależy od miejsca w Polsce - uważa rozmówca TOKFM.pl. I podaje przykład: wyborcy z Warszawy kierują się innymi kryteriami, niż np. wyborcy na Dolnym Śląsku. - Wpływ Kościoła na Śląsku jest dużo większy, niż w Warszawie - mówi.

- Byłbym jednakże ostrożny mówiąc jednoznaczne, że wyznanie nie będzie miało wpływu. Ale z drugiej strony też bym tego wpływu też nie przeceniał. Mieliśmy w Polsce już dwukrotnie prezydenta, który był zadeklarowanym agnostykiem. I wygrywał wybory ze znaczącą przewagą - przypomniał Terlikowski. - Są miejsca, gdzie wyznanie jest ważne i są takie miejsca, w których kandydat miałby więcej kłopotów niż profitów z obnoszenia się z tym. Mówimy też o różnego rodzaju wyborcach i sytuacjach. Trudno jest mi sobie wyobrazić np. mocno wojującego z Kościołem posła Platformy. Bez trudu jednak potrafię sobie wyobrazić kandydata SLD, który wygrywa i deklaruje się jako katolik.

Ksiądz może mówić o poglądach - jest człowiekiem

- Ksiądz też jest człowiekiem i może mówić o swoich poglądach - twierdzi szef Fronda.pl. - Natomiast czy powinien przekazywać ulotki działającym przy parafii grupom? Tu mam wątpliwości. Nie dlatego, że odbieram księżom prawo do poglądów, ale jednak taki np. proboszcz powinien być pasterzem wszystkim i im wskazywać drogę. Pamiętajmy jednak, że słuszna droga nie oznacza: słuszna partia.

- Ksiądz oczywiście może na kazaniu powiedzieć, jakimi kryteriami powinien kierować się katolik dokonując wyboru, może wskazać pewne warunki graniczne - kontynuuje Terlikowski. - Natomiast czymś innym jest wskazanie tych reguł, oczywiście w sposób naturalny wykluczających część kandydatów, a czym innym wręczenie wprost ulotki wyborczej. Kapłanowi to by zaszkodziło w jego misji. C. S. Lewis mówił kiedyś, żeby nie oczekiwać od księży deklaracji politycznych - oni mają nas kierować ku życiu wiecznemu. Ksiądz angażując się w życie polityczne, wykracza poza swoje powołanie. Jak hydraulik naprawiający radio - podsumowuje Terlikowski.

DOSTĘP PREMIUM